Porażka. Płaca minimalna miała być dla nich zbawieniem, a jest horrorem

Porażka. Płaca minimalna miała być dla nich zbawieniem, a jest horrorem

Choć wielu pracowników może cieszyć się z podwyższenia stawki minimalnej, nie wszyscy mają powody do radości. Wyższa stawka minimalna to bariera nie do przeskoczenia dla części zatrudnionych w branży ochroniarskiej. Wiadomo już, że przez wymóg otrzymywania wyższej pensji pracę straci nawet kilkadziesiąt tysięcy osób.

Zanim wprowadzono nowe prawo, rynek usług ochroniarskich kwitł. Wiele podmiotów z chęcią zatrudniało ochroniarzy, nawet jeśli ich w zasadzie nie potrzebowało. Wszystko przez to, że chętnemu do pracy stróżowi można było dać nawet 3 złote na godzinę. Podwyższenie płacy minimalnej ukręciło temu łeb.

 - Skończyło się płacenie ludziom po 3 zł, 6 zł za godzinę i teraz nie będzie roboty wcale - mówi Paweł Bilko z Polskiego Stowarzyszenia Pracowników Ochrony.

Firmom po prostu przestało się opłacać zatrudnianie ochroniarzy. Musiałyby wybrać - albo dać im 2000 złotych za etat, albo 13 złotych za godzinę na umowach o zlecenie i pozostałych umowach. Już zaczęło się więc masowe zwalnianie tanich dotąd ochroniarzy. Tracą pracę zwłaszcza stróżujący na budowach, ochroniarze w centrach handlowych i recepcjoniści.

W Polsce jak dotąd zatrudnionych było 300 tys. osób w branży ochroniarskiej na 38 mln obywateli. W Niemczech ochroniarzy jest 100 tys. przy 80 mln obywateli. Dysproporcja wynika z faktu, że w Niemczech już wcześniej obowiązywała stawka minimalna wysokości 8,5 euro na godzinę.

Jak prognozuje Polskie Stowarzyszenie Pracowników Ochrony, pracę stracić ma nawet 40 tys. osób. O swoją posadę nie muszą się bać jednak profesjonaliści - konwojenci czy ochroniarze z lotnisk.

 - Wielu z tanich pracowników straci pracę. Po podniesieniu stawek ich usługi okażą się za drogie, albo nieadekwatne do kosztów - podkreślił Paweł Bilko.

pt Następny artykuł