Dziennikach zdradził prawdę o pracy na Stadionie Narodowym
TOMASZ RADZIK/AGENCJA SE/East News
Irmina Jach - 11 Stycznia 2021

Dziennikarz DF zatrudnił się w szpitalu na Narodowym. Ujawnił, co się wyrabia za zamkniętymi drzwiami

Dziennikarz „Dużego Formatu”, Bartosz Józefiak, zatrudnił się jako sanitariusz w szpitalu tymczasowym na Stadionie Narodowym. Zdradził, jak wyglądają realia pracy w miejscu, które oferuje swojemu personelowi darmowe noclegi i wyżywienie w pięciogwiazdkowym hotelu. Prawda jest wstrząsająca.

Dziennikarz wszedł na teren placówki tuż po zmierzeniu temperatury. Nie został zobowiązany do poddania się testowi na COVID-19. Zlecono mu wydawanie i inwentaryzację środków ochronnych. Otrzymał umowę zlecenie opiewającą na stawkę 34 złote brutto za godzinę.

Dziennikarz zdradził prawdę o pracy na Stadionie Narodowym

Szybko stwierdził, że rąk do pracy jest zdecydowanie więcej niż obowiązków. Miesięczne utrzymanie Szpitala Narodowego to koszt 21,5 miliona złotych. Lekarze i pracownicy medyczni zatrudnieni w placówce tymczasowej chętnie rozmawiają o swojej pracy, nie kryjąc najbardziej kompromitujących sekretów.

Bartosz Józefiak, który wcielił się w rolę sanitariusza, wspomina także wstrząsającą sytuację z pacjentką, która leżała na oddziale intensywnej terapii w ciężkim stanie. Jego współpracownik był przerażony, zastanawiał się: „Jak ona kipnie, to co zrobimy? Przecież tu nawet lodówki nie ma!”.

- Problem szybko się rozwiązuje. Karetka zabiera pacjentkę do innego szpitala. Bo pacjenci w cięższych stanach stąd wyjeżdżają. Trafić do nas to jak wygrać los na loterii. Na Narodowym umieralność: zero procent! - pisze dziennikarz.

Właśnie przekazano tragiczne informacje. Nie żyje wielki Polak, bardzo smutneWłaśnie przekazano tragiczne informacje. Nie żyje wielki Polak, bardzo smutneCzytaj dalej

- Dlaczego leczymy tak skromnie? Teoretycznie szpitale z całego województwa mogą wysyłać do nas pacjentów, ale w praktyce niewiele z nich korzysta z tej opcji. W zeszłym tygodniu „Wyborcza” cytowała dyrektorów szpitali: [...] Kolejny dodawał: „Jak jest pacjent w ciężkim stanie, to do Narodowego nawet nie dzwonimy. Powód? Kryteria przyjęć chorych są tak wyśrubowane, że niewielu w ogóle się tam kwalifikuje” - podsumowuje sytuację Adam, ratownik medyczny z Warszawy.

Zgodnie z wytycznymi opublikowanymi na początku listopada, szpital na Stadionie Narodowym nie przyjmuje między innymi kobiety w ciąży, chorych pozostających w opiece paliatywnej z powodu choroby terminalnej, pacjentów z postępującą niewydolnością krążeniowo-oddechową oraz osób cierpiących na wiele chorób przewlekłych.

Kasia, stołeczna radiolożka, posuwa się do stwierdzenia, że „nie chodzi o żadne leczenie. Ten szpital to jest jakby pralnia pieniędzy. Ja nie narzekam, bo sama sobie tu dorobię, więc niech piorą”. Finanse są główną motywacją dla rzeszy medyków, którzy zdecydowali się na pracę w placówce polowej.

- Pielęgniarki zarabiają 80 złotych brutto za godzinę, 100, jeśli pracują na intensywnej terapii. Opiekunowie medyczni - 50 złotych. Ratownicy - od 50 do 100. Lekarze - od 200 do 250. Przychodzimy tu, żeby nar*chać jak najwięcej hajsu, póki ten szpital jest otwarty - dodaje ratownik Adam.

Personel medyczny docenia także komfortowe warunki pracy. Szpital na Stadionie Narodowym przyjmuje stosunkowo niewielu pacjentów. Medycy mają więcej czasu wolnego i mogą odpocząć od ciężkiej pracy na szpitalnych oddziałach. Jak stwierdził jeden z lekarzy: „na moim SOR-ze to jest orka, jakby mi ktoś chomąto zapiął do szyi. Dzieci i żony prawie nie widzę. Tu przyjeżdżam jak do sanatorium”.

- Kilku lekarzy faktycznie nocami śpi sobie w loży i tylko dzwonią co trzy godziny: „Coś się dzieje? Spokojnie? To nie opłaca mi się ubierać w kombinezon”. Albo siedzą za stołem, machają nóżką, a wokół pacjentów biegają pielęgniarki. No kurde, zarabiają po 200 złotych za godzinę, to chyba mogliby się ruszyć? - zastanawia się Ania z punktu przyjęć.

Pracownicy stracili nieco entuzjazmu, gdy minister zdrowia obiecał dodatek COVID-19, czyli 100 procent dodatku do pensji dla osób walczących z pandemią w szpitalach II i III stopnia zabezpieczenia covidowego. Skarżyli się, że „Dyrekcja Szpitala Narodowego chce anektować nasze umowy z datą wsteczną, żeby wpisać, że nasza stawka godzinowa zawiera już ten covidowy dodatek”. Medycy z odleglejszych części Polski uskarżają się, że dojeżdżanie do stolicy przestało być opłacalne. Okazuje się, że wielu z nich ma wątpliwości także w kwestii szczepionki.

- My się z koleżankami nie szczepimy. Przynajmniej nie w pierwszym terminie. Poczekamy z miesiąc, dwa, czy będą jakieś skutki uboczne. Słyszałam, że na całym świecie było dotąd sześć osób z powikłaniami - mówiła jedna z opiekunek. Ostatecznie 500 osób z 600-osobowej załogi szpitala poddało się procedurze.

Reportaż stworzony przez Bartosza Józefiaka, dziennikarza „Dużego Formatu”, można w całości przeczytać, klikając tutaj.

Artykuły polecane przez redakcję Pikio:

Krystyna Janda mieszka w pałacu jak z bajki. Trudno uwierzyć w jakich pławi się luksusachKrystyna Janda mieszka w pałacu jak z bajki. Trudno uwierzyć, w jakich pławi się luksusachCzytaj dalej

Źródło: Gazeta Wyborcza

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News