Dziecko zmarło w studni. Oskarżony zwala winę na ratowników
youtube.com/izhan pato
Mariusz Wiącek - 1 Marca 2019

Dwulatka próbowało uratować 300 ratowników. Oskarżony twierdzi, że to przez nich zginął

Dziecko, które zmarło tragicznie pod koniec stycznia, było na ustach całej Europy. Teraz ruszył proces, mający ustalić prawdziwe okoliczności zdarzenia. Mężczyzna oskarżony o przyczynienie się do jego śmierci twierdzi, że tragedię dwulatka spowodowali ratownicy. Jego zdaniem, właśnie oni powinni być na ławie oskarżonych.

Dziecko, które wpadło do 100-metrowego odwiertu, sprawiło, że nie tylko Hiszpania, ale cała Europa wstrzymała oddech. Ruszyła akcja ratownicza, do której przyłączało się coraz więcej osób. Ratownicy byli przekonani, że dwuletni Julen Rosello nadal żyje i jest wciąż szansa by go uratować. Niestety, pomimo całego zaangażowania i wymyślnych sposobów, by dostać się do chłopca, nie udało się go ocalić. Teraz na ławie oskarżonych zasiadł mężczyzna, który jest właścicielem działki, na której wykonany był odwiert, aby odpowiedzieć za nieumyślne spowodowanie śmierci.

Oskarżony jednak nie chce przyznać się do winy, pomimo ewidentnego braku zabezpieczenia tak głębokiej studni. Jego adwokat przedstawił w sądzie w Maladze raport, sporządzony przez architekta, który przeanalizował całą tę sytuację. Wynika z niego, że chłopiec nie mógł zginąć w wyniku samego upadku.

Magda Gessler w Kuchennych Rewolucjach wybija szybyMagda Gessler nie miała litości. Zaczęła wybijać szyby młotemCzytaj dalej

Dziecko wpadło do 100-metrowej studni

Raport przedstawia tezę, że Julen zmarł kilka godzin po wpadnięciu do studni, od uderzenia w głowę. Jednakże uraz ten miał nie powstać w wyniku upadku, gdyż chłopiec nie spadał głową, tylko nogami w dół. Obrażenia głowy miały być zadane przez siedmiokilogramowy kilof, którego używali ratownicy, usuwający kamienie na drodze do uwięzionego chłopca. Przedstawione zostały także szkice, analizujące całą sytuację, z uwzględnieniem pozycji chłopca. Na ostrzu kilofa miało być znalezione także kilka włosów dwulatka.

Przedstawiony raport nie może zdjąć całej odpowiedzialności z właściciela posesji, jednak może być poważnym środkiem łagodzącym. W tym przypadku gra toczy się o co najmniej kilka lat wolności.

Całe zajście miało miejsce w styczniu. Dwuletni chłopiec przebywał wraz z rodzicami u ich znajomych. Planowali rozpalić ognisko. Chłopca pilnowała matka, jednak gdy spuściła syna z oczu, by odebrać telefon, mały Julen gdzieś zniknął. Jak się okazało, chłopiec wpadł do niezabezpieczonej, głębokiej na 100 metrów studni.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

Andrzej GrabowskiPolsat: Groźne wypadki gwiazd stacji. Prawdziwe dramaty na drogachCzytaj dalej

Jego poszukiwania trwały dwa tygodnie. W akcję zaangażowało się aż trzysta osób. Z powodu braku możliwości dostania się od góry, postanowiono wydrążyć tunel w sąsiedztwie dziury, do której wpadł Julen. Chłopiec miał utknąć na głębokości 73 metrów.

Niestety nie udało się dostać do chłopca na czas. Jego ciało zostało wydobyte dwa tygodnie później. To podwójnie tragiczna sytuacja dla rodziców dziecka, którzy dwa lata wcześniej stracili innego syna, Olivera, który zmarł z powodu ataku serca.

ZOBACZ TAKŻE NA PIKIO.PL

  1. Ile zarobi Joanna Kulig w Hollywood? Gwiazda już dostała pierwsze propozycje
  2. Czym jeździ Beata Tyszkiewicz? Gwiazda wybrała popularny model auta
  3. Aktor kultowego serialu w TVN walczy o życie. Trafił do szpitala, jest w śpiączce
  4. Paweł Domagała nagrał wielki hit dla córki Ferdka z Kiepskich. Żona artysty jest oczarowana
  5. Wypłata 13 emerytury jest zagrożona? Rząd PiS zapomniał poinformować ZUS

PolsatGwiazdor Polsatu oddał wątrobę swojemu dziecku. Dziś jego syn zachwyca!Czytaj dalej

źródło: Fakt

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News