Nie żyje 1,5-roczne dziecko. Bulwersujące, czego dopuściła się lekarka, nigdy nie powinno do tego dojść

Nie żyje 1,5-roczne dziecko. Bulwersujące, czego dopuściła się lekarka, nigdy nie powinno do tego dojść Źródło: Prateek Gautam Unsplash.com

Dziecko miało zaledwie 1,5 roku - rodzice są zdruzgotani tragedią, jaka ich spotkała. Dziennikarze TVP Info przyjrzeli się sprawie i trudno uwierzyć w ich ustalenia odnośnie tego, czego dopuściła się lekarka, która badała chłopca. Nikt nie przypuszczał, że nigdy nie wróci już z rodzinnych wakacji.

Dziecko było dla rodziców oczkiem w głowie, dlatego bardzo cieszyli się na myśl, że po raz pierwszy pokażą mu polskie morze. Wakacje były bardzo udane, jednak pod sam koniec wyjazdu opiekunowie zauważyli, że mały Maksio zaczął dziwnie oddychać. Postanowili odwiedzić lekarza, bo nie chcieli spędzić wielogodzinnej podróży bez sprawdzenia, czy dziecku nic nie dolega.

1,5 roczne dziecko zaczęło ciężko oddychać, rodzice szukali pomocy

Dziecko spędzało z rodzicami wakacje w Jastrzębiej Górze. Chociaż wszyscy dobrze się bawili i korzystali z pięknej pogody, nagle wszystko się zmieniło, choć nic na to wcześniej nie wskazywało.

- W piątek jeszcze rano byliśmy na plaży, nie było żadnych objawów choroby. Dopiero tak po obiedzie on zaczął być taki ospały, zmęczony. [...] Widać było, że z dzieckiem zaczyna się coś dziać i to dosyć szybko. Zaczął mieć ciężki oddech, takie charczenie i trochę świszczenia. To nas właśnie zaniepokoiło - powiedział tata zmarłego Maksia w materiale stworzonym przez dziennikarkę programu "Alarm!" na TVP Info. To jak potraktowani zostali zmartwieni rodzice, jest bulwersujące. 

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ:

Lekarka nie widziała niczego niepokojącego w stanie dziecka

Rodzice martwili się o swoje dziecko, dlatego postanowili odwiedzić lekarkę dyżurującą w nocnej i świątecznej opiece medycznej znajdującą się przy szpitalu w Pucku. Liczyli na profesjonalną pomoc, jednak z relacji mamy 1,5 rocznego dziecka wynika, że lekarz Grażyna G. po zajrzeniu w gardło oraz osłuchaniu chłopczyka przy pomocy stetoskopu nie zauważyła niczego niepokojącego i odesłała go do domu. Przyniosło to tragiczne skutki.

Najbardziej bulwersujące jest jednak to, że lekarka zatrudniła się w placówce oddalonej o 600 km od swojego miejsca zamieszkania. Przyjmowała tam pacjentów, gdy powinna przebywać na kwarantannie. Uspokojeni przez nią rodzice po powrocie do domu nie byli gotowi na to, co nastąpiło. 

Dzisiaj grzeje: 1. Nagła decyzja Agaty Dudy. Dłużej już nie mogła wytrzymać

2. Będą nowe ograniczenia? Ministerstwo Zdrowia komentuje

3. Wyciekła prawda o ojcu małej Madzi. Powalające, co zrobił po tragicznej śmierci córeczki

Dziecko w pewnym momencie po prostu przestało oddychać

Tata położył Maksia do snu i czuwał przy nim słuchając jego świszczącego oddechu. Nagle przestał go słyszeć i wpadł w panikę. Okazało się, że dziecko zmarło. Mimo natychmiastowej pomocy, udzielonej już przez mamę malucha, nie udało się przywrócić funkcji życiowych.

W akcie zgonu jako powód śmierci mały Maksio wpisane ma "rozedma płuc i obrzęk mózgu". Trudno zrozumieć, jak lekarka z wieloletnim stażem mogła nie zauważyć tak poważnych objawów i pozwolić na opuszczenie przez dziecka placówki. Sprawą zajmuje się obecnie prokuratura.

Najlepsze newsy dnia:

  1. Najpierw śmierć męża, teraz kolejny dramat. Los nie oszczędza Ireny Santor, wyrazy współczucia
  2. Była ikoną TVP, wiodła życie jak w bajce. Najnowsze doniesienia są bardziej niż przykre
  3. W głowie się nie mieści. Mama dostała w szkole do podpisu oburzający dokument, każdy z rodziców go otrzymał
  4. Dobierają się do emerytur Polaków. Ujawniono, co się dzieje
  5. Dramatyczna relacja rodziców z pierwszego dnia szkoły. Płacz dzieci, bezradność, chaos

Źródło: TVP Info

Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News