konstytucja_pis_obrazek-bicubic
Wiadomości Pikio - 23 Października 2015

Czy to już koniec wolnej Polski?

„Ta ostatnia niedziela…” – tak śpiewał niegdyś Mieczysław Fogg i tak chciałoby się zaśpiewać na trochę ponad dwie doby przed katastrofą, którą przepowiadają wszystkie znaki na niebie i Ziemi. Albo: „To już jest koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni, możemy iść. Tylko czy rzeczywiście będziemy wolni? Wątpię. Jako że nadzieja ponoć umiera ostatnia, wykrzesawszy z siebie ostatnie tlące się we mnie jej iskierki, doszedłem do wniosku, że jeszcze nie wszystko stracone. Że to nie wyniki sondaży przecież decydują o tym, kto sprawuje władzę, tylko wyniki wyborów. Napędzany tymi oparami nadziei, postanowiłem podjąć ostatnią próbę przekonania Was, żebyście w niedziele NIE głosowali na listę nr 1.

Zapomnijmy na razie o sondażach, wiemy jakie są, a poza tym zawsze uważałem, że sondaże nie powinny mieć wpływu na to, na kogo głosujemy. Już raz wszyscy myśleli że Donald Tusk zostanie prezydentem, bo w sondażach przed II turą miał 70 procent poparcia i wiemy jak się to skończyło. Odbyły się w tym tygodniu dwie debaty. Pierwsza to pojedynek premier Ewy Kopacz z wiceprezeską Prawa i Sprawiedliwości Beatą Szydło. Nawet gdybym bardzo nie lubił Pani Premier, to spodziewanie się przed debatą lub ogłoszenie po niej, zwycięstwa Beaty Szydło zasługiwałoby w oczach każdego uczciwego obserwatora sceny politycznej tylko na wymowne milczenie będące aktem litości wobec naiwności formułującego takie tezy. Generalnie obie panie wypadły słabo. Ewa Kopacz – bo za słabo odświeżała widzom pamięć na temat IV RP. Zahaczona o aferę taśmową powinna natychmiast przypomnieć o pamiętnej rozmowie Wojciecha Mojzesowicza z Renatą Beger w hotelu sejmowym. Kupczenie stanowiskami aż miło i Beata Szydło byłaby wtedy na deskach razem z całym PiSem. Podsłuchiwanie pielęgniarek pikietujących przed kancelarią ówczesnego premiera Jarosława Kaczyńskiego, który teraz tak chętnie popiera wszelkie strajki. Sam fakt piastowania przez niego tego urzędu, albowiem obiecane było, że jeśli Lech Kaczyński zostanie premierem, on nie będzie prezydentem. Ciekawe, jak długo, w przypadku wygranej PiS, pani Szydło pozostanie premierem. Mówienie o Mariuszu Kamińskim, skazanym na 3 lata odsiadki za nadużycie uprawnień, że jest gwarancją praworządności to jawna kpina, którą pani Kopacz powinna przypomnieć i o którą powinna zapytać. Stalinowskie metody PiS to coś, co nie zasługuje na amnestię, pominięcie, zlekceważenie. Beata Szydło z kolei, świadoma słabości swoich racji, skupiła się na robieniu uników, licząc, że w ten sposób uniknie nokautu i dzięki przychylności sędziów (widzów) wygra na punkty. To dlatego zapierała się, że nie ma żądnego projektu konstytucji autorstwa PiS ( a jest i to napisany w roku 2010, więc nieprawdą jest jakoby się zdezaktualizowała z powodu wejścia Polski do UE ), nie umiała powiedzieć, czy to nadal aktualne, że prezes zawsze rację, nawet wtedy, gdy wespół z Andrzejem Dudą robią przynoszą nam wstyd, a ich wypowiedzi na temat uchodźców zostają na łamach zachodniej prasy porównane z hitlerowską retoryką. Jak mantrę powtarzała, że ona jeździ, ona rozmawia, że ona wie jak wydawać pieniądze z budżetu (ciekawe czy wie ile to jest 1 400 000 000 000 złotych i czy wie, że to mniej więcej tyle, ile wynosi budżet UE). A propos pisowskiej konstytucji, można ją streścić w jednym zdaniu - Sejm w rękach prezydenta, prezydent rządzi za pomocą dekretów: ministrami, sędziami i opozycją, a to wszystko w imię Boga Wszechmogącego. Kto nie wierzy, niech sam sprawdzi.   W drugiej debacie obie panie powtarzało to, co powiedziały w pierwszej, Korwin znowu na wszystkich krzyczał i straszył gejami oraz genderem, przyklaskiwał mu Kukiz, który bardzo starał się ukryć swoje braki w wykształceniu, ale mu nie wyszło. Gwiazda w tej debacie zaświeciła dla lewicy, a zwłaszcza dla przedstawiciela Partii Razem Adriana Zandberga. Wcale jednak nie dlatego, że tezy przez niego głoszone tezy było rewolucyjne, radykalnie lewicowe. Nie, ponieważ taki program jak ma Razem to w cywilizowanych krajach zachodniej Europy ma chadecja, centroprawica. Panu Zandbergowi oberwało się od redaktora Sikory z natemat.pl. Pan redaktor przeraził się tym że Razem chce zabrać krezusom 75 procent nadwyżki ponad dochód 500 000 złotych rocznie. Fakt, to tragedia. Jeszcze komuś zabraknie na nowego Rolls Royce’a i co wtedy? Poza tym Kamil Sikora przeciera oczy ze zdumienia, gdy Razem mówi o likwidacji Specjalnych Stref Ekonomicznych, czyli stref wyzysku, w których międzynarodowe korporacje nie płacą podatków, a pracownicy pozbawieni są ochrony wynikającej z kodeksu pracy, ale za to godzi to w świętą wolność międzynarodowego gangu kapitalistycznych wyzyskiwaczy! Zapewne podobne lamenty wygłaszali w USA właściciele niewolników, gdy przemawiali abolicjoniści. Partię Razem polski Internet obwołał lewacką, komunistyczną, populistyczną, choć Adrian Zandberg ani słowem nie zająknął się na temat nacjonalizacji czegokolwiek, uspołecznienia środków produkcji, czy dyktatury proletariatu. Ale tak to jest jak się żyje w kraju będącym prymusem neoliberalizmu, w którym wiara w Niewidzialną Rękę Rynku jest niemal tak silna jak wiara Jezusa. W kraju, który za bezcen pozbył się własnego przemysłu, stając się montownią zachodnich korporacji i jeszcze oficjalnie od ćwierćwiecza głosi, że to wielki sukces. W takim kraju socjaldemokracja może uchodzić za komunizm.   Jeśli doczytaliście do końca, to przeczytajcie raz jeszcze moje poprzednie teksty, a potem pisowski projekt konstytucji. A potem idźcie głosować na PO, Zjednoczoną Lewicę, Nowoczesną, albo PSL. Tylko błagam, NIE GŁOSUJCIE NA PiS…  

Następny artykułNie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na:Obserwuj nas na Google News Google News