Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych trudno porównać z jakimikolwiek innymi. Nie tylko pod względem rozmachu, ale i towarzyszących im emocji. Nic zresztą dziwnego, bo przecież gra toczy się o pozycję jednego z najpotężniejszych ludzi świata. 

W tym roku temperatura jest szczególnie wysoka, bo i kandydaci wzbudzają ogromne emocje. Przeciwnicy Hilary Clinton zarzucają jej, że „afera mailowa” całkowicie skreśla ją jako kandydata na tak ważny urząd. Natomiast jeśli chodzi o Trumpa, to trudno zliczyć wszystkie kontrowersje (choć z pewnością żadna nie jest tak poważna jak „afera mailowa”) jakie wzbudza.

Nie tylko Demokraci mają Donaldowi Trumpowi wiele do zarzucenia. Także niektórym Republikanom niespecjalnie podoba się jego  kandydatura. Do tych sceptyków z pewnością można zaliczyć senatora Teda Cruza, który także ubiegał się o nominację Republikanów.

Choć teraz jest już pewne, że Donald Trump jest jedyną nadzieją Republikanów na wygranie wyborów prezydenckich, Cruz nie zamierza udzielić Trumpowi poparcia.

– Donald Trump prosił mnie, bym wygłosił przemówienie na konwencji, ale nie prosił mnie, bym poparł jego kandydaturę. […] Obietnica nie była zobowiązaniem in blanco. Nie będę przybiegać jak służalczy piesek i mówić „dziękuję bardzo” za obrażanie mojej żony i oczernianie mojego ojca – mówił Ted Cruz

Choć Ted Cruz obiecał, że udzieli Trumpowi poparcia, jeśli ten wygra wyścig o nominację Republikanów, nie zrobił tego. Podczas swojego przemówienia niemal w ogóle nie wspominał o Trumpie, za co został potem skrytykowany przez partyjnych kolegów. Skąd taka decyzja Cruza? Podczas kampanii wyborczej Donald Trump stosował bardzo agresywną politykę. Nazywał Teda „kłamliwym” oraz sugerował nieatrakcyjność jego żony oraz powiązania jego ojca z zabójcą J.F. Kennedy’ego.

źródło: rmf

 

...

Zobacz również