Ustawa IPN do kosza! Nie będzie karać za "polskie obozy", jest BEZUŻYTECZNA

Ustawa IPN do kosza! Nie będzie karać za "polskie obozy", jest BEZUŻYTECZNA Źródło: wikimedia.org/IPN

Ustawa o IPN to w ostatnich dniach jeden z najgorętszych tematów w Polsce. W wyniku jej przegłosowania przez parlament doszło do bezprecedensowego zachwiania relacji dyplomatycznych między Polską a Izraelem, Ukrainą, a nawet USA. Tymczasem okazuje się, że to kolejny bubel prawny.

Wyjaśnia to specjalista od prawa karnego, dr Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadzący na Facebooku blog osobisty "Dogmaty karnisty". Jego zdaniem nowe prawo nie ma możliwości zadziałać zgodnie z życzeniem jego twórców. ZOBACZ TAKŻE: Yad Vashem ostro o Dudzie ws. ustawy IPN. Użyli JEDNEGO słowa

Ustawa o IPN to bubel. Gdzie jest kara za "polskie obozy"?

Ekspert stwierdza, że nowe prawo samo z siebie jest puste, dotyczy bowiem sytuacji i przypadków, które zdarzają się niezwykle rzadko. Wbrew temu, czego pragnęli prawodawcy, nie będzie on karał za użycie sformułowania o "polskich obozach". - Samo użycie sformułowania "polski obóz zagłady" nie jest karalne, bo nie spełnia wymogu przypisania Narodowi albo Państwu współ/odpowiedzialności za konkretną zbrodnię. Ustawa powstała po to, by ścigać za używanie tych określeń, ale jest to niemożliwe - zaznacza karnista. Podkreśla także, że użyte w ustawie sformułowanie o przypisywaniu "narodowi lub państwu polskiemu" zbrodni jest na tyle ogólne, że nie uchroni przed niczym. Jak zauważa ekspert, "fałszywe przypisanie odpowiedzialności za zbrodnię konkretnej osobie lub nawet grupie ludzi nie oznacza przypisania jej narodowi czy państwu". ZOBACZ TAKŻE: Wszystkich wryło w ziemię. Absolutnie szokująca opinia Francji ws. ustawy o IPN To zaś oznacza, że nawet jeśli fałszywie stwierdzi się, że jakiś Polak lub "mieszkańcy miejscowości XYZ mordowali Żydów", to nadal nie dotyczy całego narodu ani państwa jako instytucji.

Kara za fałszowanie faktów, ale nie za opinie i oceny

Nie można bowiem - jak przyjęto w sądownictwie - wartościować opinii i ocen, do których prawo ma każdy. Tutaj dr Małecki porównuje przepis do art. 212 kodeksu karnego - zniesławienia. W przypadku zniesławienia także chodzi o to, że danej osobie przypisuje się czyny lub cechy niezgodnie z faktami. Sąd jednak nie wartościuje opinii i ocen jako prawdziwe czy fałszywe. Równocześnie prawnik zwraca uwagę na użyte w ustawie określenie o "pomniejszaniu" faktycznych zbrodni i winy ich sprawców. To sformułowanie jest jednak nieostre i nie da się go faktycznie ocenić. Czy bowiem w obozach zginęło wielu czy mało Polaków - jest kwestią relatywną. Zależnie od tego, co służy za porównanie - mogło być ich wielu lub niewielu. ZOBACZ TAKŻE: Kaczyński będzie wściekły! Waszczykowski obnażył prawdę ws. ustawy o IPN Tutaj zresztą wraca kwestia wspomniana wcześniej - opinii. Dla autora (czy jest to historyk i naukowiec, czy publicysta i dziennikarz) liczba zabitych w obozach Żydów czy Polaków może być niewielka i nie ma to nic wspólnego w faktami, jest to bowiem opinia. Liczby ofiar II wojny światowej są zaś bardzo niepewne i trudno z całą pewnością przypisać danemu autorowi fałszowanie danych i podawanie nieprawdy. Dr Mikołaj Małecki nie podnosi zatem popularnego wśród dziennikarzy i opinii międzynarodowej zarzutu, jakoby ustawa ograniczała wolność wypowiedzi dziennikarskiej i badań historycznych. Wręcz przeciwnie, stwierdza, że przepis jest pusty i nie będzie w żadnym wypadku służył temu, czego oczekiwali od niego autorzy. - Problem leży gdzie indziej - nie ma prawa bez interpretacji. Jeżeli zinterpretuje się przepisy w sposób powierzchowny lub, co gorsze, na polityczne zamówienie, to może się okazać, że będą zastosowane w bardzo wielu przypadkach, które się do tego nie nadają. A to jest bardzo groźne - podkreśla ekspert. ZOBACZ TAKŻE: Cały świat zamurowało. Zaskakująca decyzja Dudy ws. ustawy o IPN Następny artykuł