Co tam przemoc w rodzinie - gender to jest prawdziwy problem

Co tam przemoc w rodzinie - gender to jest prawdziwy problem Źródło:

I znów Polska mnie zadziwiła. Wydawałoby się że po tylu latach życia tutaj nic nie powinno mnie już dziwić, gdyż w Polsce generalnie wszystko stoi na głowie. Gdyby jednak przestało mnie to dziwić, oznaczałoby to, że pewne rzeczy w moich oczach zaczęły uchodzić za normę.

Dla przykładu taka Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Wydawałoby się, że co jak co, ale co do walki z przemocą domową politycy i z prawa, i z lewa będą zgodni. Nic podobnego. Punktem zapalnym konfliktu tym razem stała się osławiona płeć kulturowa, a konkretnie walka ze stereotypami dotyczącymi ról płciowych w społeczeństwie. Prawica bowiem twierdzi, że mężczyzna ma zarabiać na dom, tak jak kiedyś polował na mamuty, a kobieta ma być strażniczką domowego ogniska, prać, sprzątać i gotować Panu Mężowi oraz rodzić dzieci (im więcej tym lepiej, nieważne czy chce i czy ją i Pana Męża na to stać). Każdy zaś kto podważa ten Boski ( a jakże!) porządek to lewak, bezbożnik, Żyd, mason, czy inny wróg prawdziwej polskiej, katolickiej, tradycyjnej rodziny. I to wszystko w centrum Europy, w połowie drugiej dekady XXI wieku. Nie do pomyślenia dla niektórych jest bowiem to, że oprócz rodzenia i karmienia piersią, nie ma w opiece nad dzieckiem niczego, czego mężczyzna nie zrobi równie dobrze jak kobieta. Tak jak nie do pomyślenia jest by to kobieta była głową rodziny. A dlaczego? No bo "to są po prostu herezje" jak twierdzi Pani Poseł Beata Kempa - światowej sławy znawca genderyzmu. Dodała też że "Jak facet urodzi dziecko, pogadamy o równości płci. Póki co nie ma czegoś takiego - biologia mówi "nie", natura mówi "nie", prawo Boże mówi "nie". Wprawdzie nie rozumiem jak urzędniczka państwa neutralnego światopoglądowo może się powoływać w procesie legislacyjnym na "Prawo Boże", w sytuacji kiedy to państwo z żadnym Bogiem umowy nie podpisywało, ale przyjmijmy, że ja jestem jeszcze młody i się nie znam. Twierdzi też prawica, że konwencja ta promuje alternatywne formy rodziny i feminizm, co podobno jest zagrożeniem dla tego jedynego, słusznego modelu. A od kiedy wybór jest zagrożeniem? I jakie alternatywne modele,kiedy polska rodzina dawno już nie jest taka jak by chcieli konserwatyści. 20% dzieci rodzi się w związkach nieformalnych, ludzie się rozwodzą, kobiety i dzieci są bite, oni twierdzą że największym zagrożeniem dla polskiej rodziny jest fakt że dwóch gejów będzie mogło się wspólnie rozliczać z fiskusem, bo jak rozumiem, o to jest ta cała afera z obroną tradycyjnej rodziny. Aha i jeszcze chodzi o to, żeby państwo nie wtrącało się w życie rodziny, tzn. nie sprawdzało czy Kowalski przypadkiem nie bije swojej żony i dzieci albo nie jest zainteresowany swoimi dziećmi w sposób w który zainteresowany być nie powinien albo nie trzyma ich w zwłok w lodówce, "bo to są sprawy rodzinne". Z kolei Posłanka PiS Małgorzata Sadurska apelowała do posłów, "dla których ważny jest chrześcijański system wartości, dla których ważna jest polska rodzina, by zagłosowali przeciw tej szkodzącej konwencji, która godzi w polską rodzinę i polską kobietę". To ważniejsza jest walka z genderem niż z przemocą domową? I dlaczego narzucanie gender Pani Poseł przeszkadza, a narzucanie chrześcijańskich wartości już nie? To konwencja o zapobieganiu przemocy wobec kobiet godzi w kobietę? A może Pani Poseł uważa, że jak mąż żony nie bije, to jej wątroba gnije i właśnie o te kobiece wątroby się martwi? Nie podejmę się próby dociekania, co autorka miała na myśli. Na koniec zapytam: W jakim my kraju żyjemy?! I liczę, że ktoś mi to wreszcie wytłumaczy

Następny artykuł