Jaworowicz ma gigantyczny problem. Chcą ją zniszczyć i ujawniają niewygodną prawdę

Jaworowicz ma gigantyczny problem. Chcą ją zniszczyć i ujawniają niewygodną prawdę Źródło: fot. youtube.com/screen/publicystykaTVP

Elżbieta Jaworowicz jest jedną z czołowych polskich dziennikarek. Większość Polaków kojarzy ją z programem "Sprawa dla reportera", w którym nagłaśnia sprawy konfliktów i sytuacji trudnych społecznie. Jak donosi "Dziennik Łódzki" powołano stowarzyszenie, które chce walczyć z nierzetelnością jej reportaży.

Program sprawa dla reportera jest utrzymany w konwencji interwencyjnego show, którego podstawą jest reportaż na miejscu i analiza sytuacji w studio. Przyczyną całego zamieszania są zarzuty o nierzetelność programu, które wnosi część osób, która brała w nim udział. Zdaniem pokrzywdzonych Elżbieta Jaworowicz przedstawiła ich w złym świetle, często bez możliwości obrony i w sposób niezgodny z prawdą. Efektem był społeczny lincz na przedsiębiorcach, którzy zostali uznani za winnych i bezdusznych, ludzkim tragediom. Kilka spraw trafiło do Rady Etyki Mediów, która już dwukrotnie stwierdziła, że Elżbieta Jaworowicz złamała zasady obiektywizmu i rzetelności, inne skargi są rozpatrywane.

Czym jest Stowarzyszenie Stop Nierzetelni?

Stowarzyszenie Stop Nierzetelni powstało z inicjatywy Olgi Chobot, która również miała zostać poszkodowana w wyniku emisji programu. W ich sprawach program, zamiast wyjaśnić sprawę, wydał werdykt. - W moim zakładzie cukierniczym doszło do wypadku. [...] Maszyna ucięła pracownikowi rękę do łokcia. Inspekcja pracy zarzuciła mi, że to moja wina, bo maszyna nie ma osłon, pracownik był nieprzeszkolony i nie pracował na właściwym stanowisku. Poszkodowany zarzucał mi, że nie udzielałem mu pomocy i nie wezwałem karetki. Przyjechała pani Jaworowicz, nagrała wypowiedzi jego, jego rodziny, narzeczonej. Przed godz. 15 przyjechała do zakładu. Byłem 50 km od Sierpca. Przez telefon krzyczała do mnie, że na pewno jestem na miejscu, tylko udaję, że mnie nie ma. Prosiłem, żeby zaczekała, a ona nie miała czasu. A przecież mogła się umówić. W programie zmieszano mnie z błotem. Wyszedłem na potwora. W styczniu pani Jaworowicz wróciła do tematu, ale znowu nie chciałem jechać na nagranie do czasu zakończenia postępowania sądowego. Teraz mam prawomocny wyrok sądu. Sąd uznał, że osłony były prawidłowe, szkolenia też, ale lokalna prasa zrobiła ze mnie krwiopijcę. - mówi Dziennikowi Łódzkiemu jeden z pokrzywdzonych Ireneusz Wielimborek.
PRZECZYTAJ:
  1. Patryk Jaki załamany. Wszystkie jego marzenia przepadają
  2. Szczere wyznanie Szpaka. Pierwszy raz szczerze o swoim nieszczęściu
  3. Rydzyk właśnie zdradził Kaczyńskiego! Przejmuje posłów PiS
Następny artykuł Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News