Biała Podlaska: Odmówił ciężarnej cesarskiego cięcia. Skończyło się tragedią

Biała Podlaska: Odmówił ciężarnej cesarskiego cięcia. Skończyło się tragedią Źródło: malmstrom.af.mil/Delia Martinez

Cesarskie cięcie było szansą dla ciężarnej pacjentki z Białej Podlaskiej na szybki, bezpieczny poród. Lekarz podjął jednak decyzję, przez którą musiała urodzić siłami natury. Jego wybór pociągnął za sobą tragiczne skutki.

Cesarskie cięcie jest jednym z najbardziej powszechnych zabiegów chirurgicznych, który pozwala wielu matkom urodzić dziecko w nieryzykowny sposób. Często zdarza się nawet, że jeżeli pacjentka oraz lekarz nie wybiorą tego rodzaju porodu, może się on zakończyć prawdziwą tragedią.

Niestety, dramatyczny skutek miała więc decyzja podjęta przez doświadczonego lekarza z Białej Podlaskiej. Chociaż pierwsze dziecko jego pacjentki przyszło na świat właśnie przez cesarskie cięcie, Andrzej K. zarządził, że drugi poród odbędzie się siłami natury. Było to ryzykowne, gdyż chłopiec ważył ok. 4 kg, a jego matka chorowała na cukrzycę. Wiele wskazywało więc na to, że zabieg byłby zdecydowanie bezpieczniejszy niż wybrana przez lekarza opcja.

Ostatecznie poród zakończył się dla noworodka stałym kalectwem. Lekarz miał bowiem doprowadzić do uszkodzenia lewego splotu ramiennego oraz złamania kości ramiennej dziecka, za co został postawiony przed sądem.

Lekarz nie zgodził się na cesarskie cięcie, co doprowadziło do dramatu

Wymiar sprawiedliwości nie okazał się dla K. łaskawy. Skazano go na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Poza tym musiał wypłacić pacjentce oraz jej dziecku 35 tys. zł zadośćuczynienia, a także usłyszał zakaz pełnienia kierowniczych funkcji w placówkach medycznych na dwa lata. Chociaż lekarz odwołał się od wyroku, sąd drugiej instancji nie polepszył jego sytuacji. Zamiast tego będzie musiał zapłacić jeszcze większe zadośćuczynienie.

Niestety, pieniądze wypłacone przez K. nigdy nie oddadzą dziecku sprawności, gdyż przez odniesione przy porodzie obrażenia pozostanie niepełnosprawne do końca życia. O rodzinnym dramacie opowiedziała mediom w bardzo otwarty sposób matka chłopca.

- Nasz syn ma rehabilitację w przedszkolu, potem prywatnie, a w końcu w domu przez 2-3 godziny. Tak jest codziennie. Najgorsze jest, że on ćwiczy i myśli, że wreszcie wyzdrowieje, a nie ma na to żadnych szans - wyznała szczerze pokrzywdzona kobieta, która bardzo martwi się o ukochane dziecko.

Źródło: Radio ZET

Następny artykuł