Wyszło na jaw dopiero po otworzeniu teczek Kiszczaka. Tajemnice Beaty Tyszkiewicz

Wyszło na jaw dopiero po otworzeniu teczek Kiszczaka. Tajemnice Beaty Tyszkiewicz

Teczki, które pozostawił po sobie gen. Czesław Kiszczak, skrywają wiele tajemnic. Boją się ich politycy, byli prezydenci i gwiazdy show-biznesu. Czy boi się ich również figurująca w nich Beata Tyszkiewicz? Jaka relacja łączyła ją z dawnym szefem MSW?

Zajmujący się teczkami po Czesławie Kiszczaku Instytutu Pamięci Narodowej ujawnił, że wśród zawierających się w nich dokumentów jest list od Beaty Tyszkiewicz. Pierwsza dama polskiego kina miała wystosować go osobiście. Jak wynika z opublikowanego i rozpowszechnionego już w mediach społecznościowych listu, aktorka zaprasza generała do swojego dworku w Głuchowie k. Wyszkowa (tego samego, w którym urodził się Cyprian Kamil Norwid). Zaproszenie miało być podziękowaniem za interwencję odpowiedzialnego za Milicję Obywatelską Kiszczaka, która powstrzymała ciągłe włamania do zabytkowego domostwa. Gwiazda kina zaprzecza jednak tym doniesieniom i twierdzi, iż żadnego listu nigdy nie wysłała, a powód jej obaw był całkiem inny. O wszystkim opowiedziała w wywiadzie dla "Faktu".

Beata Tyszkiewicz kolegowała się z Kiszczakiem?

Odpowiadając dziennikarzom na ich pytania dotyczące korespondencji z jedną z najważniejszych osób w PRL, Tyszkiewicz stwierdziła, iż to nie dwór w Głuchowie stał się celem przestępców, a jej warszawskie mieszkanie. - Niegdyś do mojego mieszkania w Warszawie przychodził pewien pan, który w nim sprzątał. Mężczyzna ten obracał się w dziwnym, podejrzanym towarzystwie, przez co poczułam się zagrożona, miałam wówczas dwoje małych dzieci. Nie wiedziałam, kogo mam poinformować o danych sprawców na wypadek, gdyby coś mi się stało. To nie nadawało się do pójścia na komisariat ze względu na to, że nikt mi jeszcze nic nie zrobił - powiedziała. Wedle relacji aktorki nigdy także nie doszło do żadnej wizyty Kiszczaka, w którymś z jej domów. Przyznała jednak, iż faktycznie raz w życiu widziała go i rozmawiała z nim. - Poszłam na krótką, siedmiominutową rozmowę na Rakowiecką w Warszawie (do siedziby MSW - red.) do generała Kiszczaka. Powiedziałam mu, że gdyby coś mi się stało, to mam podejrzanych. Sprawę załatwiliśmy szybko, nawet nie wypiłam kawy. Zobaczyłam, że na biurko generała stoi puszka po jakimś napoju, w której trzymał ołówki i długopisy. Stwierdziłam, że jest to nieco obskurne i poszłam do sklepu z polskim szkłem w Alejach Ujazdowskich. Kupiłam naczynie, które bardziej pasowało do takiego wnętrza. Wróciłam na Rakowiecką i poprosiłam stojącego na warcie żołnierza, by przekazał prezent szefowi - zdradziła Beata Tyszkiewicz. Legenda polskiej kinematografii oświadczyła również, że był to jedyny i ostatni raz, jak osobiście widziała generała. Co ciekawe żona wojskowego i ministra miała podejrzenia co do wierności męża w związku z jego znajomością z piękną gwiazdą. - Nie zapraszałam generała, a co za tym idzie, nie skorzystał z zaproszenia. Nigdy więcej nie widziałam go nawet na oczy, chociaż pani generałowa miała pewne podejrzenia wobec Agnieszki Osieckiej i mnie - dodaje. Chcesz coś nagłośnić? Wiesz o bulwersującej sytuacji, która wymaga zainteresowania mediów? Wyślij maila na adres: naglasniamy@pikio.pl. Na pewno przyjrzymy się Twojej sprawie.



ZOBACZ TAKŻE:
  1. Panika w PiS! Kaczyński ma listę, ci politycy są SKREŚLENI
  2. Rolling Stones odpowiedzieli Wałęsie! Po polsku, przed tysiącami ludzi
  3. Carrie Fisher – historia kultowej aktorki „Gwiezdnych Wojen”
  4. Okrucieństwo! Topili psa w telewizji na żywo
źródło: fakt.pl
Następny artykuł
Nie przegap żadnych najciekawszych artykułów! Kliknij obserwuj pikio.pl na: Google News