Skandal! Po wypadku Beaty Szydło na jaw wychodzą wstrząsające fakty

Skandal! Po wypadku Beaty Szydło na jaw wychodzą wstrząsające fakty Źródło: Fot. YouTube/Nowe Info

Beata Szydło przed kilkoma dniami znów znalazła się na ustach wszystkich za sprawą drogowej kolizji, w której brała udział. Niegroźna stłuczka stała się ogólnokrajowym skandalem i oprócz nieprawidłowości w ochronie wicepremier ujawniono skandaliczne kulisy jej pracy. Aż trudno uwierzyć, na co idą nasze pieniądze.

Beata Szydło nie ma szczęścia do ochrony i pojazdów, którymi jest przewożona. W lutym tamtego roku jeszcze, gdy sprawowała urząd Prezesa Rady Ministrów uległa bardzo poważnemu wypadkowi, w którym odniosła rozległe obrażenia. Polityk PiS trafiła do szpitala z połamanym mostkiem, złamanymi żebrami, zbitym sercem czy rozległymi krwawymi podbiegnięciami ud i podbrzusza. Ujawnienie tych informacji zmusiło rząd do odejścia od wersji zdarzeń, w której limuzyny BOR jechały zgodnie z przepisami, a Szydło wyszła ze zderzenia z przydrożnym drzewem bez szwanku.

Kilka dni temu jej kolumna znów nie dojechała bezpiecznie do celu. W miejscowości Imielin w województwie śląskim pojazd, w którym się znajdowała, uderzył w pierwszy samochód kolumny. Kolizja ujawniła wiele nieprawidłowości w korzystaniu z przysługującej minister bez teki ochrony i tego, jak funkcjonariusze SOP stosują się do zaleceń regulaminu... a raczej nie stosują się w ogóle.

Beata Szydło jest ochraniania niczym szefowa rządu, co nie powinno mieć miejsca

Zyskując rozgłos, stłuczka ujawniła masę nieprawidłowości w pracy Służby Ochrony Państwa z Beatą Szydło. Po pierwsze, jak zauważył w audycji Radia Koszalin Andrzej Rudnik, wicepremier nie miała prawa do obstawy składającej się z trzech pojazdów, lecz co najwyżej z jednego. Po drugie kierowca, który prowadził limuzynę z Szydło na pokładzie, nie miał odpowiedniego doświadczenia z podobnymi zadaniami, bo do SOP (wcześniej BOR) wstąpił dwa lata temu, a uprzednio pracował jako kurier. Wiele wskazuje na to, że nadużycia, a co za tym idzie dodatkowe koszty dla podatnika, są efektem umowy wewnątrzpartyjnej, czyli po prostu niedbania o przepisy na szczytach władzy państwowej.



DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ Wina nie leży jednak tylko po stronie rządzących, ale i funkcjonariuszy, którzy albo nie znają zasad, wedle których powinni pracować, albo boją się utracić swoje posady.

W Imielinie złamano wszelkie procedury

Choć stłuczka była niegroźna i zaowocowała jedynie uszkodzeniem zderzaka i maski samochodu, a Beacie Szydło włos z głowy nie spadł, na miejsce powinna była zostać wezwana karetka. Tak się jednak nie stało, a szefowa Komitetu Społecznego Rady Ministrów pojechała niemal natychmiast dalej innym pojazdem. Samochód, który odwiózł ją do domu, także miał uszkodzoną karoserię, co jest niezgodne nie tylko z przepisami przewożenia VIP-ów (Szydło powinna była jechać dalej wezwanym na miejsce radiowozem), ale także z kodeksem drogowym. Jak donosi również Głos Koszaliński, kierowca odpowiedzialny za stłuczkę, czyli kierowca Beaty Szydło otrzymał mandat w wysokości 220 złotych i trzy punkty karne. To także kłoci się z prawem, wedle którego powinien zostać ukarany mandatem opiewającym na kwotę 300 złotych i sześcioma punktami karnymi. ZOBACZ TAKŻE: 
  1. Katastrofa smoleńska ofiary: W 2010 roku pożegnaliśmy 96 osób
  2. Szefowa partii nie ma wątpliwości. Chce zlikwidować telewizję publiczną!
  3. Początek epidemii w Polsce? Lawina zachorowań na śmiertelną chorobę
  4. Jak ubrać się na rozprawę sądową? Postaw na skromność
  5. RASY PSÓW PASTERSKICH, A WŚRÓD NICH HYBRYDA WILKA I PSA. NIESAMOWITE!
źródło: gk24.pl; YouTube/Wojciech Cejrowski Następny artykuł