"Antykoncepcja to aborcja". Oburzające słowa profesor Uniwersytetu Śląskiego

"Antykoncepcja to aborcja". Oburzające słowa profesor Uniwersytetu Śląskiego Źródło: Flickr/Sarah C

Antykoncepcja często staje się tematem burzliwych dyskusji środowisk prawicowych. Kiedy w czasie jednego z wykładów na Uniwersytecie Śląskim profesor zdecydowała się zrównać ją z aborcją, studenci szybko złożyli stosowną skargę. Jak sami przyznają, nie mogli wręcz uwierzyć w głoszone przez prowadzącą opinie.

Antykoncepcja wzbudza szczególnie emocje głównie wśród środowisk pro-life. Ich przedstawiciele często głoszą całkowicie nieprawdziwe twierdzenia na temat sposobów na zapobieganie ciąży, które pozwalają także zabezpieczyć się przed wieloma chorobami przenoszonymi drogą płciową.

Antykoncepcja równa aborcji w twierdzeniach profesor UŚ

Do osób, które zniekształcają prawdziwy obraz działania antykoncepcji, ma należeć także profesor Uniwersytetu Śląskiego. Podczas wykładu dla studentów drugiego roku socjologii stwierdziła bowiem, że konkretne sposoby na zapobieganie zapłodnieniu są aborcją, a tabletki antykoncepcyjne działają także w sposób wczesnoporonny. Aby wywołać wśród uczniów dodatkowe emocje, prowadząca pokazywała im także ponoć, co dzieje się z płodem w czasie zabiegu aborcyjnego.

- Oniemieliśmy. W XXI wieku na uczelni wykładowca przekazywała fałszywe informacje. W dodatku najwyraźniej dała się ponieść emocjom, bo aborcję, bez względu na przyczynę, nazwała morderstwem. W sytuacji, gdy w Polsce przeprowadzenie aborcji w pewnych okolicznościach jest dopuszczalne, uznaliśmy to za nadużycie - powiedzieli studenci UŚ dla "Gazety Wyborczej".

Poza tym profesor miała także wygłaszać prywatne, niezgodne z faktami naukowymi poglądy na temat homoseksualizmu, eutanazji, czy nawet żłobków. Informowała, że prawdziwa rodzina może powstać tylko ze związku heteroseksualnego.

- Napisaliśmy skargę do rektora Uniwersytetu Śląskiego. Rozumiemy, że pani profesor, jak każdy człowiek, ma własne poglądy, własne rozumienie świata. Ale niech je prezentuje w domu, w gronie bliskich czy przyjaciół. Studentom powinna prezentować treści naukowe, a nie to, co myśli. Po prostu nie chcemy słuchać takich rzeczy - ujawnili studenci.

Profesor zostanie ukarana za swe słowa?

Sprawą zajmuje się już rzecznik dyscyplinarny uczelni, który prowadzi oficjalne postępowanie wyjaśniające. Sama profesor nie chce osobiście wypowiedzieć się na temat oskarżeń padających pod jej adresem. Stanowisko zajął ostatecznie jedynie reprezentujący ją prawnik.

- Pani Profesor podczas zajęć nie prezentowała swoich poglądów związanych z aborcją, eutanazją i gender. Nie stwierdziła też, iż prawdziwą rodzinę stanowi tylko kobieta i mężczyzna. Wszystkie treści prezentowane przez Panią Profesor podczas zajęć były oparte na literaturze naukowej. Odnosiły się one do międzyreligijnego i międzykulturowego kontekstu przedstawiania zróżnicowanych założeń i wymogów religii, wyznań oraz kultur wobec różnych sfer życia społecznego zgodnie z przedmiotem zajęć - napisano w oświadczeniu przekazanym "Gazecie Wyborczej".

Źródło: MamaDu

Następny artykuł