Takich problemów w sojuszu polsko-amerykańskim nikt się nie spodziewał. Oddziały armii amerykańskiej, które stacjonują w Polsce, zaczynają generować pierwsze konflikty. Pojawił się problem, który przeszkadza w pełnej kooperacji. Chodzi o… jedzenie.

Oddziały USA mocno kręcą nosem na polską kuchnię. Amerykanom nie podoba się, że muszą jeść ziemniaki i kotlety schabowe zamiast ukochanych burgerów i frytek. Dotąd, wszędzie, gdzie się pojawili, mieli ze sobą mobilne bary z fast foodami. Nie w Polsce.

 – Nie zobaczycie Burger Kinga. Przygotujcie się na ziemniaki na śniadanie, obiad i kolację codziennie przez sześć miesięcy. Irlandczycy dali radę przygotować z nich urozmaiconą dietę. Wam na pewno też się uda – mówił swoim żołnierzom generał Ben Hodges przed wyjazdem do Polski.

Hodges nie zgodził się na asystę mobilnych barów z fast foodami, które jak dotąd zawsze towarzyszyły wojsku USA. Jak powiedział generał, jego żołnierze mają zintegrować się z Polakami na każdej płaszczyźnie. Dlatego też mają jeść to samo, co Polacy. Hodges podkreślił, że nie ma mowy o „tworzeniu amerykańskiego  getta w Polskim garnizonie”.

Takie rozwiązanie nie podoba się żołnierzom niższych szczebli. Amerykanie są bardzo przywiązani do swoich „narodowych potraw” i już buntują się przeciw fastoodowej blokadzie. Nie chcą bowiem „męczyć się jedząc codziennie polską papkę”. Sytuacji nie poprawia nawet fakt, że mają do dyspozycji bardzo zasobny w alkohole bar.

 – Nie będę tu jadł. Zamierzam chodzić do Burger Kinga przynajmniej dwa razy w tygodniu – protestuje sierżant Zackary Cowher.

pt

...

Zobacz również