Lekarzom nie udało się uratować młodej kobiety, która w wyniku gwałtu przy użyciu gałęzi zmarła. Sprawcę czeka długi wyrok, ale rodzina ofiary nie jest usatysfakcjonowana decyzją sądu.

Dwa lata temu Annę Barminę, 33-letnią Rosjankę zaatakował na ulicy gwałciciel recydywista, który zaledwie tydzień wcześniej opuścił zakład karny, w którym przebywał za przestępstwa na tle seksualnym. Kobieta została pobita, a następie zaciągnięta w zarośla, gdzie zgwałcono ją za pomocą gałęzi. Gdyby nie czujność i przytomność przypadkowego przychodnia, ofiara napaści w ogóle nie otrzymałaby pomocy.

ZOBACZ TAKŻE: To się dzieje! Kolejny grupowy gwałt na plaży

Lekarze robili, co mogli

Dwa lata trwały próby wyleczenia Barminy ze wszystkich ran, które odniosła z ręki Gizara Ziyangareeva. Najpierw przez około 12 miesięcy znajdowała się w śpiączce, z której wybudzili ją lekarze potem, już przytomna, dalej walczyła o zdrowie. Niestety kobieta zmarła tuż po Świętach Bożego Narodzenia. Barmina nie była jedyną ofiarą gwałciciela w okresie po jego zwolnieniu z więzienia. Mężczyzna zdążył zaatakować cztery kobiety w ciągu tygodnia. Sąd zasądził dla niego karę 23 lat pozbawienia wolności, z czym nie zgadzają się rodziny zgwałconych, gdyż domagają się kary śmierci dla zwyrodnialca.

ZOBACZ TAKŻE: Skandal goni skandal, kolejna gwiazda oskarżona o gwałt! „Powiedział, że chce mnie pieprzyć”

źródło: wprost.pl

Największe seksskandale w polityce [ZOBACZ!]

9 największych psychopatów wszech czasów

Zobacz również