Kiedy byłem na bezrobociu i zapytałem w Urzędzie Pracy, kiedy w końcu znajdą mi pracę usłyszałem, że: „My tu nie jesteśmy od szukania pracy tylko od zarządzania bezrobociem”. Fakt byłem strasznie naiwny myśląc, że całkowicie obca mi osoba z entuzjazmem będzie szukać mi pracy. Bo w zasadzie, co taką przykładową „Panią Jadzię” obchodzi czy Szczotkowski ma, za co żreć i żyć. Być może Pani ma jakiegoś bratanka czy nawet syna, który jest w podobnej sytuacji i z natury rzeczy jest pierwszy w kolejce do udzielenia mu pomocy, a dzięki kreatywności w zarządzaniu bezrobociem pewnie dla jadziowego  pociotka jakaś fucha się znajdzie. I nie ma w tym nic zdrożnego. „Każdy orze jak może”. Jeszcze „lepsze” doświadczenia z PUPem ma mój dobry znajomy, którego z powodu nogi w gipsie nie zarejestrowano, jako bezrobotnego gdyż…jest niezdolny do pracy. Gdy na drugi dzień zjawił się w urzędzie, rejestracja stała się faktem – nadmienię, że rejestrowała go ta sama Pani, co dzień wcześniej rejestracji odmówiła. A wszyscy wiemy, że to dopiero początek licznych opowieści o zacnej instytucji pomocowej.

Ludowe opowieści przy piwie to jedno. Jednak fakty również nie ocieplają wizerunku omawianej instytucji. Otóż czytając różne statystyki, PUP znajduje pracę dla około 17% bezrobotnych. Wielu z nich korzysta z jakichś prac interwencyjnych tudzież samozatrudnienia za unijne pieniądze (całkowicie nieefektywnego, ale o tym innym razem) i po odpowiednim okresie karencji wraca do urzędu. Ot takie to zarządzanie.

W związku z powyższym rację ma poseł SLD, Pan Dariusz Joński, że system jest niewydolny i wzorem krajów skandynawskich czy Zjednoczonego Królestwa pracownik Urzędu Pracy powinien poświecić jednemu bezrobotnemu kilka godzin a nawet cały dzień. Wtedy przybliży się do klienta, zrozumie jego problemy, zaznajomi się ze stylem życia, pozna możliwości i przeszkody zatrudnienia. Wszyscy pytają jak to zrobić, bo przecież oznacza to wzrost zatrudnienia w administracji, a efektywność nie jest gwarantowana. Otóż ja idę stanowczo dalej niż mój zacny imiennik z mojej partii. Gdyż uważam, że system WUP i PUP należy rozwalić i rozgonić na cztery wiatry! Coś w zamian? Oczywiście.

Pierwszy krok został postawiony przez rząd Leszka Millera w 2003 r., gdy jednostkom samorządu terytorialnego i organizacjom trzeciego sektora dano możliwość powoływania Centrów Integracji Społecznej. Idea mniej więcej polega na tym, iż wspomniane instytucje powołują CIS – miejsce, do którego trafiają osoby wykluczone oraz o trudnej sytuacji na rynku pracy. Jednak nie trafiają do rejestru a realnie dzień w dzień do tego Centrum przychodzą na kilka godzin. Tam albo świadczą prace interwencyjne – np. zamiatają klatki na osiedlach, odśnieżają czy łatają dziury w drodze albo mają normalne zajęcia przyuczające do nowego zawodu np. ślusarza czy kasjerki. I ta aktywność jest warunkiem otrzymywania 120% zasiłku dla bezrobotnych oraz posiłku wydawanego przez CIS. Wtedy nikt nie powie, że to darmozjady, sami nauczą się dyscypliny pracy, spotkają innych ludzi, z którymi nawiążą więzi itd. Co więcej istnienie CIS zrealizuje postulat Dariusza Jońskiego nauczyciele i opiekunowie będą z tymi ludźmi każdego dnia, poznają ich problemy i możliwości, dzięki czemu będą w stanie pomóc im gdy nadejdzie czas opuszczenia Centrum. Zyskają również same społeczności lokalne – równe chodniki, czyste parki to dopiero początek. Przecież Centra mogą np. otworzyć spółdzielnię, w której będą produkować smaczne i zdrowe produkty garmażeryjne. A dlaczego by nie? Wszystko będzie zależeć od aktywności i zaradności osób zarządzających. A ta zaś powinna być motywowana środkami finansowymi, za równo wynagrodzeniem indywidualnym jak i dodatkowymi środkami na Centra.

Oczywiście opisana przeze mnie sytuacja nie jest opisem stricte prawa uchwalonego w 2003 r. przez SLD jednak jest rzeczywistością, do której ten projekt dążył. Dziś należałoby go rozwijać a nie pozostawiać samemu sobie i mieć nadzieję „że jakoś to będzie”. Jednak rządy Platformy wolą pompować kasę w PUPy i jedynie kosmetycznie zajmować się nowymi rozwiązaniami. W ten sposób cementują podział na trzy Polski: Polskę przedsiębiorczą, Polskę na etacie oraz niestety…Polskę na zasiłku.

By poprawić sytuację na rynku pracy, dać nadzieję osobom wykluczonym oraz zmniejszyć wydatki publiczne nie potrzebujemy żadnej nowej idei-drzwi zostały otwarte. Potrzebujemy jednak politycznej woli i determinacji, której jak zwykle w PO jest tyle ile pracy dla bezrobotnych oferowanej przez PUP.

Zobacz również

Wiceprzewodniczący krajowej struktury FMS. Działacz SLD – bardziej aktywista niż aparatczyk. Znany jako Rurkowiec. Socjolog. Zainteresowany polityką społeczną i rozwojem obywatelskim. Mocniej czerwony niż tęczowy.