11 listopada jest Narodowym Świętem Niepodległości, którego obchody wzbudzają ogromne kontrowersje. Zeszłoroczny Marsz Niepodległości usiłowało zatrzymać 14 kobiet z transparentem „Faszyzm stop”. Jak się teraz okazuje, wyrokiem sądu zostały one surowo ukarane. 

11 listopada 2017 roku z pewnością nie należał do spokojnych. Podczas Marszu Niepodległości, który przebiegał ulicami Warszawy, na drogę wystąpiło kilkanaście kobiet z ogromnym transparentem „Faszyzm stop”. Zostały one dotkliwie pobite i oplute, a jak teraz wyszło na jaw, sąd postanowił je jeszcze ukarać.

11 listopada 2017: oplute i pobite kobiety zostały ukarane

Zeszłoroczny Marsz Niepodległości zatrzymać usiłowało 14 kobiet, które stanęły na trasie pochodu z ogromnym transparentem, na którym przeczytać można było „Faszyzm stop”. Kobiety usunąć usiłowały siły porządkowe Marszu, lecz sposób, w jaki to robili, był brutalny i bezwzględny. Jakby tego było mało, teraz wyrokiem sądu 9 z nich zostało ukaranych grzywną w wysokości 200 złotych.

– Rozumiem, że w świetle tej decyzji szarpanie, plucie, uszkodzenia ciała są dopuszczalne, natomiast pacyfistyczny i symboliczny sitting [red. siedzenie] na trasie marszu, który w oczywisty sposób nawiązuje do tradycji faszystowskiej – już nie – mówi Katarzyna Szumniak, jedna z ukaranych kobiet.

Ich zdaniem wyrok jest niesprawiedliwy i niejasny. Nie wiedzą dlaczego ukarane zostało 9 kobiet z 14, choć wszystkie podejmowały dokładnie takie same działania. Uważają, że jest to tylko polityczna gra, tymczasem one chcą ukazać, że „Marsz Niepodległości” to nic innego, jak marsz „o jawnie faszystowskim charakterze”.

– W złości. Agresywnie. Szarpali za ręce, nogi i ubrania, wlekli po asfalcie. Mnie nieśli głową do dołu. W taki sposób zostałam gwałtownie złożona na chodniku. Na kilkanaście minut straciłam przytomność – tak kobieta opisuje to, jak uczestnicy Marszu pozbyli się ich z drogi.

Nieukarane kobiety złożyły na siebie donos. „To zaszczyt dostać karę od tej władzy”

Pozostałe kobiety, które nie zostały ukarane przez sąd, złożyły donos same na siebie. Je kara ominęła, gdyż nie zostały spisane na miejscu zdarzenia.

– Ja nie zostałam ukarana grzywną, bo nie zostałam spisana. A było tak. Patrol wezwany przez Agnieszkę Markowską w czasie napaści na nas pojawił się po jakiejś pół godzinie. Dowódca był wyraźnie rozbawiony i sobie dowcipkował, że „tacy jesteśmy spoceni, bo tak do pań biegliśmy”. To było żenujące! – opisuje sytuację Elżbieta Podleśna, którą kara ominęła.

DALSZA CZĘŚĆ TEKSTU POD GALERIĄ

Zostali skazani na śmierć. Nie zgadniesz, o co poprosili na koniec!

Dalej tłumaczy, dlaczego właściwie nie została spisana wraz z koleżankami i deklaruje, że wcale z miejsca zdarzenia nie zbiegła, by uchronić się od kary.

– Więc z Agnieszką Wierzbicką i Moniką Niedźwiedzką zawinęłyśmy się na pięcie i sobie poszłyśmy. Zwłaszcza, że chciałyśmy sprawdzić, co się dzieje z Obywatelami RP, którzy za protest przeciw Marszowi Niepodległości zostali zatrzymani w komendzie na Wilczej. Do głowy mi nie przyszło, że opuszczam miejsce NASZEGO wykroczenia. Pierwsza rzecz, jaką zrobię po urlopie, to idę na policję i złożę donos na samą siebie, że ja też brałam udział w proteście przeciwko nacjonalizmowi. To będzie dla mnie zaszczyt dostać karę od tej władzy.

Kliknij po więcej, na pewno cię zaciekawi

ZOBACZ TAKŻE: 

  1. Oszaleli! PiS: To dziecko jechało za szybko, a nie my
  2. Kolumna Andrzeja Dudy potrąciła malutkie dziecko!
  3. Co się dzieje z dzieckiem potrąconym przez Dudę? Prezydent jedzie do szpitala

Niewyobrażalne cierpienia na szczytach władzy! Problemy zdrowotne światowych przywódców

Zobacz również