UDOSTĘPNIJ
TTIP - nowy koń trojański

 

Niedawno znalazłem w sieci artykuł Piotra Wójcika „Zniewalanie wolnym handlem” z marca br., jakże zbieżny z moimi wcześniejszymi przemyśleniami nt. projektu umowy TTIP. Wójcik jest członkiem Klubu Jagiellońskiego, znanym w środowisku krakowskim z wielu dogłębnych analiz.

Artykuł ten ma szczególną wartość, gdyż Klub Jagielloński, zrzeszający głównie młodych intelektualistów o poglądach prawicowych i centroprawicowych, jest jedną z ostatnich organizacji, które by można posądzać o jakąkolwiek „antyamerykańskość”. Polecam zapoznać się z jego treścią dogłębnie.

Piotr Wójcik otwiera swój artykuł słowami:
„Zadziwiające jest, że sprawa negocjowanej właśnie transatlantyckiej umowy o wolnym handlu UE-USA, zwanej w skrócie TTIP, przechodzi na prawicy niemal bez echa. Środowiska, które rysy na suwerenności potrafią dostrzec nawet w nazwach ulic, są zupełnie ślepe na zagrożenia, jakie niesie dla niej dyktat zagranicznych korporacji. Jak widać Polska, rzekomo niepodległościowa prawica, jest w stanie przełknąć każde zniewolenie, byle tylko zapakować je w ładną paczkę, nakleić na nią znaczek ze Stanów i nazwać wolnym rynkiem.

Podczas gdy polscy prawicowcy wciąż zajęci są ściganiem i obalaniem komuny, korporacyjni lobbyści przy stole negocjacyjnym spokojnie robią swoje, zapewne zadowoleni, że ci, którzy powinni się najbardziej rzucać, zabrali swoje rzeczy i przenieśli się na plac zabaw. Zresztą przykład idzie z góry – prawicowy kandydat na prezydenta, Andrzej Duda, zapytany przez znaną dziennikarkę o TTIP, odpowiada, uwaga, że należy… współpracować z USA. Zaiste, głęboka przenikliwość.”

Podobną „ignorancję” dostrzegłem już wcześniej w wypowiedzi red. Sakiewicza z „Gazety Polskiej” (około 5:35 na zamieszczonym filmiku) oraz w jednym z artykułów zamieszczonych na rzekomo „patriotycznym” portalu Kresy24 – usiłującego przekonać czytelnika, że TTIP najbardziej by uderzyło w interesy… Rosji, toteż dlatego należy się zgodzić na wszystko, co jest zapisane w tym projekcie. Zresztą już sam tytuł: „Sojusz USA czy odbudowa Związku Sowieckiego. Którą drogą pójdzie Europa?”, to manipulacja szyta grubymi nićmi, jakby ktoś starał się wziąć czytelników „pod d…”, mówiąc im: „Nie chcecie TTIP? To co – chcecie odbudowy Związku Sowieckiego?”
Żałosne…, ale jednocześnie niebezpieczne. Natomiast odnosząc się do historii stosunków gospodarczych w krajach komunistycznych, to TTIP po wprowadzeniu w życie prawdopodobnie pobiłoby na głowę rubla transferowego i inne „wynalazki” rodem z RWPG. Bo co byśmy o tamtych nie powiedzieli, to nie miały one porównywalnego potencjału zagrażającego polskiej gospodarce.

Dlaczego wcześniej ująłem słowo „ignoracja” w cudzysłów? Bo im dłużej obserwuję te kwestie, tym coraz mniej dla mnie prawdopodobne, że jest to jedynie zwykła ignorancja wspomnianej części środowisk prawicowych.

Negocjowana umowa TTIP jest częścią pakietu trzech wielkich umów międzynarodowych. Pozostałe dwie, których treść w większości nadal pozostaje znana jedynie stronom je negocjującym, to Partnerstwo Transpacyficzne TTP (Transpacific Partnership Agreement) i umowa dotycząca handlu usługami – TISA (Trade in Service Agreement). Razem te trzy umowy określane są jako „Trzy Duże T”, zaś ich celem jest stworzenie przeciwwagi dla krajów BRICS, czyli rosnących gospodarek Brazylii, Rosji, Indii, Chin i Republiki Południowej Afryki. A przynajmniej teoretycznie, bo twórca portalu WikiLeaks, Julian Assange, dostrzega w „Trzech T” zagrożenie dla demokracji i swobód obywatelskich w Europie. Oferuje 100 tys. euro za przeciek, by móc uczynić powszechnie dostępnymi dla obywateli niejawne zapisy tych projektowanych umów.

Wyniki konsultacji społecznych dot. projektu umowy TTIP w Europie zachodniej okazały się miażdżące – aż 97 proc. uczestników wyraziło o niej negatywną opinię. Ten „vox populi” został jednak zignorowany. Pamiętam, jak w marcu rzuciłem okiem na stronę Komisji Europejskiej, która aż „lepiła się” się od propagandy i kłamstw, w rodzaju: „Mull podkreślał, że umowa będzie transparentna, gdyż na każdym etapie jej tworzenia prowadzone są konsultacje z organizacjami społeczeństwa obywatelskiego.” Jakby kłamstwo po wielokroć powtórzone (w tym wypadku powtórzone przez polską stronę internetową KE kłamstwo Stephena Mulla, ambasadora USA) mogło stać się prawdą…

Przez kraje zachodnie, szczególnie takie jak Niemcy, Francja, Hiszpania przetoczyła się fala demonstracji. A w Polsce? Pojawiło się parę głosów eksperckich w rodzaju opinii prof. Leokadii Oręziak czy Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. Odbyło się parę niewielkich demonstracji, bez większego zainteresowania mediów, opublikowano może kilkanaście-kilkadziesiąt artykułów (które również przeszły bez większego echa). Uwagę naszej opinii publicznej pochłaniały głównie kwestie Rosji i Ukrainy, kolejnych taśm prawdy, oraz (jakżeby inaczej…) niekończące się debaty nad kwestiami związanymi z aborcją oraz in vitro. Teraz uwagę polskiej opinii publicznej przykuwa gra przedwyborcza w związku z nadchodzącymi na jesieni wyborami parlamentarnymi. Tylko czy to są jedyne przyczyny naszej „polskiej ignorancji”? Rzut oka na mapkę pokazującą ogólnoeuropejską akcję protestacyjną z kwietnia br. wystarczy, by stwierdzić, jak olbrzymia jest przepaść między krajami „starej UE” a krajami takimi jak np. Polska.

Obywatele krajów zachodnich zawsze umieli dostrzegać swoje interesy i stawać w ich obronie – dlatego to właśnie oni są „bogatym Zachodem”. Natomiast my, ubodzy „Eastern Europeans”, potrafimy się zorganizować głównie wzdłuż światopoglądowych linii podziału, np. jedni przeciwko biednym imigrantom z Afryki czy z ogarniętej wojną domową Syrii, drudzy przeciw tym co są przeciwko (jako reprezentantom „ciemnogrodu”, „faszyzmu”, „nietolerancji” – niepotrzebne skreślić) – ale wszyscy razem, przeciwko jednemu z największych przekrętów gospodarczych już nie. Niestety, wiele wskazuje na to iż nasze relatywne, wschodnioeuropejskie ubóstwo materialne wynika w znacznej mierze z ubóstwa mentalnego, braku umiejętności i chęci obrony własnych interesów gospodarczych (są jednak i chlubne wyjątki od tegoż). Nie potrafimy się zjednoczyć, przeskoczyć własnych animozji światopoglądowych – podejrzewam, iż część czytelników potraktuje choćby wspomnianą mapkę z dużą podejrzliwością tylko dlatego, iż przeciwko TTIP protestuje także Greenpeace – która, nawiasem mówiąc, również nie jest moją ulubioną organizacją. My, wiecznie podzieleni – w tych kwestiach, gdzie idzie o interes nas wszystkich. Dopóki nie będziemy w stanie choćby na chwilę wznieść się ponad wzajemne podziały, nie ma co liczyć na poprawę sytuacji gospodarczej w Europie środkowo-wschodniej.

Co ciekawe jednak, jest też i głos polski w kwestii TTIP, głos dochodzący zza oceanu: Ladislaus Dowbor, syn uciekinierów z Polski doby II wojny światowej i ważna postać brazylijskiego życia publicznego, były doradca ds. ekonomicznych prezydenta Brazylii Luli da Silvy – a zatem, jak mniemam, także jeden ze współtwórców projektu „Bolsa Familia”, zupełnie wychodzącego poza wszelkie schematy myślowe nt. ekonomii. W jednym z udzielonych przez niego wywiadów pojawiła się także kwestia związana z rosnącą agresywnością USA na świecie i ich niesamowitym parciem na to, by przeforsować TTIP w Europie. Prof. Dowbor wyjaśnia:

„Brazylia bardzo się wzmocniła w ostatnich latach, ale mam wrażenie, że pozycja USA jest wciąż nie do ruszenia. A czy zmieni się to w dłuższej perspektywie? Myślę, że tak. Coraz bardziej widać, że Amerykanie przechodzą do defensywy. Miałem na ten temat dość ciekawą rozmowę z amerykańskim teoretykiem zarządzania Peterem Senge, który mówił mi, że w Stanach panuje dziś coraz głębsze poczucie niepewności – widać bowiem, że dzisiejsze dzieci nie doświadczą materialnego awansu w stosunku do rodziców, tak jak działo się to od pokoleń, a być może wręcz nie osiągną ich standardu. Takie poczucie niepewności w kraju, którego scena polityczna jest zabetonowana, a który posiada potężne wojsko i specsłużby, jest rzeczą bardzo niebezpieczną. Rozstrzygnięciem ważnym dla przyszłości USA będzie kwestia tzw. Transatlantyckiego Partnerstwa (TTIP) z Europą, które jeśli zostanie zawarte, może przedłużyć życie USA jako globalnego supermocarstwa. Wydaje mi się, że BRICS i tworzone przez nie nowe instytucje finansowe czy informacyjne rzeczywiście mogą się stać zalążkami jakiegoś nowego, wielobiegunowego ładu.”

Prof. Ladislaus Dowbor – przez lata nie mieliśmy w ogóle pojęcia, że jest w ogóle ktoś taki, na dodatek jako współzarządca jednej z najpotężniejszych gospodarek świata – brazylijskiej. Życiorys ma trochę „nieprawilny” jako były lewicowy partyzant, poglądy też niezupełnie zgodne z doktrynami naszych rządowych ekonomistów z obcego nadania. O takich osobach nie dowiecie się z „polskich” mediów, bo idee i wartości z nimi związane mogłyby się okazać zbyt niebezpieczne dla systemu. Unika schematów myślowych, podporządkowywania się grupom nacisku – a przy tym jest odważny. I nie zapomniał skąd pochodzi:

„Jeśli oparcie się wyjątkowo silnej presji międzynarodowego kapitału i instytucji finansowych było możliwe w wielu krajach Afryki czy Ameryki Łacińskiej, to nie widzę powodu, żeby nie dało się pomyśleć w Europie Wschodniej”

 

Kwestia uruchomienia w Polsce szerokiej, rzetelnej debaty nad TTIP i zwiększenia naszego udziału w negocjacjach na szczeblu europejskim (obecnie na 39 negocjatorów i 16 doradców nie ma ani jednego Polaka!) została podniesiona także w najnowszym tekście „Pierwsze wyzwania nowej prezydentury”, autorstwa Marcina Kędzierskiego z Klubu Jagiellońskiego. Jak widać, oczekiwania ze strony krakowskich środowisk intelektualnych (z których obecny Prezydent RP po części sam wyrasta) także w kwestii TTIP są duże. Czy prezydent Duda sprosta tym wyzwaniom? Czy podejmie dyskusję? A może tak bardzo mu zależy na zwiększeniu obecności sił amerykańskich oraz na bazach NATO w Polsce… że odpuści sobie kwestię TTIP oraz umów pokrewnych – byleby tylko nie drażnić Amerykanów, w zamian za rzekome gwarancje bezpieczeństwa?

Historia uczy, że gwarancje bezpieczeństwa dawane Polsce przez Zachód w godzinie próby mogą się okazać zwykłą iluzją. Nadto, nie wiadomo w ogóle, czy taka godzina kiedykolwiek nadejdzie – zagrożenie Polski ze strony Rosji jest obecnie nierealne; uwzględniając niemożność kontrolowania przez Kreml sytuacji na Ukrainie (o wiele słabszej politycznie od Polski). Można raczej zakładać, że przez najbliższe kilkanaście lat nie ma się czego obawiać ze strony Rosji, może za wyjątkiem embarga i zawirowań politycznych uderzających w polskich producentów – bynajmniej nie tylko w producentów żywności, co widać na przykładzie firmy Atlantic, jednej z największych polskich firm odzieżowych. Natomiast zagrożenia wynikające z ustępstw gospodarczych na rzecz Zachodu wydają się o wiele bardziej realne – już obecnie obce korporacje stają się potężniejsze od państw narodowych, są w stanie narzucić im na drodze procesowej rozstrzygnięcia na własną korzyść – natomiast w wypadku przyjęcia „Trzech Dużych T” istnieje ogromne ryzyko, iż suwerenność państw europejskich stanie się pustym frazesem. Zaś w miejsce obserwowanych wcześniej, wymagających nakładu znacznych sił i środków okupacji zbrojnych danych terytoriów nastanie „bezkosztowna” okupacja gospodarcza…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ