UDOSTĘPNIJ
fot. pixabay.com

Lekarzom zdarzają się błędy i pomyłki. Czasem kończą się one tragicznie. Ten lekarz pomylił się jednak znacznie bardziej, niż można to sobie wyobrazić. Zabił człowieka, a potem zrobił wszystko, żeby nie ponieść za to kary.

Sprawa miała swój początek w 2015 roku. Wtedy to, 22 sierpnia, bardzo znany lekarz, postać medialna, promotor leczniczej marihuany Marek Bachański śmiertelnie potrącił rowerzystę.

Nie udzielił mu żadnej pomocy, nie wezwał też na miejsce służb ratowniczych. Został skazany za swój czyn, jednak odwołał się od wyroku pierwszej instancji. Teraz usłyszał ostateczne, skazujące go orzeczenie sądu.

Tajemnicze zniknięcie świadków

Bachański jest znaną postacią środowisku medycznym. W 2014 roku stosował terapię leczniczą marihuaną, za co został wyrzucony z pracy. Walczył o swoje prawa i chciał dalej stosować tę metodę. Mało kto wie, że w tym samym czasie zamieszany był w o wiele poważniejszą sprawę.

Wieczorem, 22 sierpnia, Bachański potrącił 22-letniego Rafała, który wracał rowerem z Domu Kultury w Mrągowie. Lekarz nie wezwał pomocy, bo, jak tłumaczy, „telefon miał w samochodzie”. Sam zaś udzielał poszkodowanemu pomocy. Tymczasem świadkowie twierdzą, że lekarz nie udzielił pomocy leżącemu w rowie chłopakowi, za to przez cały czas gadał spokojnie… przez telefon.

Przyjechała policja, spisała świadków. Potem się okazało, że w dokumentach policyjnych to nie było świadków – zdradza chrzestna tragicznie zmarłego Rafała.

– Działanie policji chyba zmierzało ku temu, ażeby zatrzeć wszelkie jakiekolwiek ślady. Doprowadzić do sytuacji, że nie będzie żadnych świadków – opowiada zdruzgotana matka chłopaka. – Oględziny samochodu, oględziny roweru, jakie powinna policja wykonać – to również wskazał sąd w Mrągowie – zostały wykonane niechlujnie. Zdjęcia zrobione przez policję były nie do odczytania – dodaje.

Skandaliczny wyrok

Tylko cudem udało się znaleźć osoby, które widziały doktora Bachańskiego przy leżącym w rowie chłopaku. To głównie ich zeznania przyczyniły się do skazania znanego lekarza. W pierwszej instancji otrzymał wyrok 1 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

Od tego wyroku Bachański się odwołał. Nieustannie twierdził, że przyznaje się do potrącenia chłopaka, jednak nieprawdą jest, że nie udzielił mu pomocy.

Sąd drugiej instancji podtrzymał wyrok skazujący, dodając do niego jeszcze 35 tys. zł zadośćuczynienia. Matka zmarłego chłopaka mówi wprost, że nie jest „zadowolona z wyroku”.

– W naszym kraju można dostać 5 lat więzienia za zabicie psa. Gdyby to było dziecko jakiegoś prominenta, inaczej by sąd patrzył – twierdzi rozgoryczona kobieta.

Gwiazdy, których karierę PRZEDWCZEŚNIE przerwała śmierć


Te zdjęcia Ania Przybylska opublikowała niedługo przed śmiercią!

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również