UDOSTĘPNIJ
flickr

Większość marek stara się sprawiać wrażenie, że klient jest dla nich najważniejszy. O tym, że nie zawsze ma to związek z rzeczywistością przekonał się Krzysztof Stanowski, znany dziennikarz sportowy.

Krzysztof Stanowski kupił kilka tygodni temu Mercedesa klasy E. Zasadniczo nie powinno to nikogo obchodzić, jednak dalsze wydarzenia sprawiły, że historia tego samochodu stała się już niemal legendarna.

Zakupiony samochód składał się głównie z zepsutych części. Choć Mercedes został zakupiony w październiku to do tej pory „miał uszkodzone opony, uszkodzony tylny most, uszkodzone koło, a także ma uszkodzone coś jeszcze, tylko nie wiadomo co.” Jakby tego było mało, także jakość obsługi klienta pozostawiała wiele do życzenia. Stanowski postanowił więc przerobić historię feralnego samochodu w serię krótkich opowiadań, które publikuje codziennie.

Oto jedno z nich:

– No dobra, samochody się psują, czasami można trafić feralny egzemplarz. Pomyślałem więc: szkoda, że na mnie trafiło, ale na pewno zostanę należycie potraktowany i obsłużony. Dzisiaj więc druga część moich przygód z firmą Mercedes, tym razem dotyczyć będzie jakości obsługi (jutro odcinek też będzie o tym).

Tłumaczono mi, że jak biorę samochód w opcji lease&drive to w zasadzie nie muszę się o nic martwić. No to zgłaszam się na pierwszą naprawę do serwisu w Piasecznie, był chyba poniedziałek.

– Mogę pana umówić na środę.
– W porządku. Oczywiście będę potrzebował samochód zastępczy.
– Nie mamy samochodów zastępczych.
– Jak to nie macie?
– Najbliższy termin naprawy z samochodem zastępczym jest za około 10 dni.

To bardzo ciekawe podejście do klienta. Miałbym oddać samochód do serwisu (wtedy stało tam dłużej niż tydzień), płacić za jego użytkowanie, a jednocześnie jeździć autobusem.

Ale wiecie co się stało? Otóż jednak samochód się znalazł, tylko trzeba było podzwonić. Więc najpierw dzwonię do salonu w Szczecinie, gdzie kupiłem auto (tam jest świetna obsługa), oni z kolei dzwonią do Piaseczna i Piaseczno nagle łaskawie stwierdza, że mogą mi dać samochód do testów na czas naprawy. Gdybym nie uruchomił całej tej machiny i pokornie przyjął komunikat z serwisu, generalnie zostałbym kopnięty w dupę. A tak, dostałem B-klasę na kilka dni. Wprawdzie gdybym chciał jeździć B-klasą, to bym sobie kupił B-klasę, ale niech będzie.

Potem pierwsza diagnoza – trzy uszkodzone opony!

– Dobra, to wymieniajcie – mówię.
– Musi pan kupić nowy komplet opon, za 7800 złotych.
– Jak to ja muszę kupić?!
– Pan kupi, założymy nowe opony, stare odeślemy do producenta, który jeśli uzna reklamację, to panu zwróci 7800.
– A jak nie uzna?
– No to nie zwróci.

Rozumiecie to? Bierzesz nowy samochód z uszkodzonymi oponami, a oni ci każą kupić nowe. I nic się nie da zrobić, chyba że… No właśnie, znowu telefon do Szczecina, tam twierdzą: – To niemożliwe, nie może pan płacić! Zdejmują komplet opon z samochodu, który mają u siebie i wysyłają kurierem do Piaseczna.
Czyli gdybym akceptował komunikaty serwisu w Piasecznie, jeździłbym autobusem i był lżejszy o 7800 złotych oraz jeszcze bardziej wkurzony.

Część dalsza przygód z firmą Mercedes w kolejnych odcinkach.

Historie Stanowskiego bardzo szybko zdobyły w sieci ogromną popularność. Fanpage Mercedesa został zalany falą hejtu, stworzono też specjalny hashtag – #MercedesStanowskiego.

Sprawa stała się wyjątkowo uciążliwa dla Mercedesa, którego wizerunek zaczął pikować w dół. Pewien serwis samochodowy postanowił nawet dawać specjalne zniżki na hasło #MercedesStanowskiego.

15284952_1264833026900989_5423790602514033452_n

Choć – jak można wywnioskować z zamieszczanych wpisów – sprawa zmierza ku końcowi, to jej echa jeszcze długo będą słyszalne w sieci. Zdaniem Stanowskiego to nauczka dla Mercedesa, żeby szanować każdego klienta.

– To jest dla was całkiem fajna nauczka. Wydawało się wam, że jestem jakimś totalnym szaraczkiem, którego można spuścić na szczaw (mimo że grzecznie ostrzegałem). Owszem, szaraczkiem jestem, ale z jakiegoś powodu – w alternatywnej dla was rzeczywistości – dysponuję jakimiś tam zasięgami. A fajność tej nauczki polega na tym, że teraz musicie naprawdę szanować każdego klienta, bo nigdy nie wiecie, jaką lawinę jest w stanie wywołać. Dostaliście darmową (dobra, nie do końca darmową) lekcję, na ilu poziomach powinniście się poprawić. – komentuje.

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również