UDOSTĘPNIJ

Robert Biedroń – polski działacz na rzecz osób LGBT, publicysta i polityk, poseł na Sejm VII kadencji (2011?2014), od 2014 prezydent Słupska.

 
Tyle na temat tego człowieka mówi pierwsze zdanie w haśle ?Robert Biedroń? polskiej Wikipedii. Osobom zainteresowanym tematyką praw społeczności LGBT dał się poznać jako założyciel i prezes Kampanii Przeciw Homofobii i twarz środowiska gejowskiego w Polsce. Politologom kiedyś podpadł tym, że jako doktorant Wydziału Nauk Politycznych Akademii Humanistycznej w Pułtusku i poseł na Sejm VII kadencji, nie wiedział co to jest konwent seniorów. Dla prawicowych fanatyków jest i będzie sodomitą, który obnosi się ze swoim grzechem, chce zdeprawować dzieci Polaków ? katolików i śmie domagać się ogromnych przywilejów dla swojego środowiska w postaci np. możliwości odwiedzenia chorego partnera w szpitalu, współdecydowania o jego leczeniu, odbierania za niego korespondencji albo wspólnego rozliczania się z Urzędem Skarbowym. Dla ?nie fanatyków? jest miłym, kulturalnym, dobrze ubranym facetem, który jest tym kim jest, można się z nim zgadzać albo nie, ale skorzystał z sukcesem ze swojego biernego prawa wyborczego i powierzone mu funkcje sprawuje co najmniej nieźle. Ciężko mu również odmówić klasy, merytoryczności i dobrego wychowania.

 
A kim jest dla lewicy? Mesjaszem? Nie jest i sam o tym mówi. Światełkiem w tunelu? Już prędzej. Po umizgach Millera do Kaczyńskiego oraz jego czysto prawicowej retoryce odnośnie tajnych więzień CIA w Polsce, przejściu Artura Dębskiego z antyklerykalnego Twojego Ruchu do klerykalnego PSL, poparciu dla dodatkowych 16 000 000 nowych polskich złotych na Świątynie Opatrzności Bożej przez Ryszarda Kalisza (przyszłego i niedoszłego, mam nadzieję, kandydata lewicy na prezydenta) oraz deklaracji ciężko chorego Jozefa Oleksego, że chce kościelnego pogrzebu, bo ?wszystkie komuchy taki miały? gorzej na pewno nie będzie. Aha i jeszcze Palikot, kochliwy jak 13 ? latka, raz kocha Boga, potem nawet nie wierzy w Jego istnienie, a potem pod wpływem zachwytu nad Panią Premier Kopacz, znowu Go kocha. Tak miotając się uczuciowo, nie może się zdecydować, czy zmieniać Polskę, czy może całkowicie zakpić ze swoich wyborców i pójść na kolanach na Jasną Górę albo na boso i w worku pokutnym pod siedzibę Radia Maryja niczym Henryk IV do Canossy. Tylko jakoś jak na złość śnieg nie chce spaść, by mógł na nim klęczeć trzy doby, bo byłby już pełen pakiet.
Nawet ewentualne wypadnięcie z Sejmu jedynej partii, która jeszcze za lewicową próbuje uchodzić, nie pogorszy sytuacji Polaków określanych jako ?kulturowa lewica?, bo ich już żadna parlamentarna partia nie reprezentuje ( no chyba, że jako partię parlamentarną potraktować Zielonych w osobie Anny Grodzkiej), a co najwyżej niedobitki rozsiane po kilku klubach poselskich, wśród których, nie powiem, są nawet diamenty.

 
Kilka dni temu Robert Biedroń był gościem Moniki Olejnik w programie ?Kropka nad i?. Po obejrzeniu jej jestem pewien, że jest to człowiek, na jakiego ja osobiście czekałem i jakiego potrzebuje polska lewica. Na pytania odpowiadał spokojnie. Ze sprawy związków partnerskich nie czynił narzędzia wojny ideologicznej. O Krystynie Pawłowicz wypowiadał się z troską i szacunkiem, na jaki ona wobec niego z pewnością by się nie zdobyła. Pokazał jednak również, że ma zasady, od których nie odstąpi. Na pytanie, o ewentualną audiencję u biskupa, odpowiedział, że jeśli ten poprosi go o spotkanie, z przyjemnością go przyjmie w swoim gabinecie dając wyraźnie do zrozumienia, że w relacjach Słupsk ? Kościół katolicki to on pełnił będzie rolę przewodnią jako demokratycznie wybrany reprezentant Słupszczan, a biskup będzie petentem, a nie odwrotnie.
Robert Biedroń jest politykiem z zachodnią mentalnością. Ma swoje zdanie, ale dąży do konsensusu i szanuje odmienne poglądy, czemu dał wyraz deklarując, że nie będzie zdejmował krzyży w słupskim magistracie, choć przecież doskonale zdaje sobie sprawę, że zgodnie z literą prawa one tam wisieć nie powinny.

 
Trzymam kciuki za prezydenta Biedronia, choć żałuję że na swój sukces musiał pracować sam, odcinając się od skompromitowanej lewicy partyjnej.