UDOSTĘPNIJ

Pan minister Jaki jeszcze nie został kandydatem PiS na prezydenta Warszawy, a już udowodnił, jak bardzo nie nadaje się na to stanowisko. W mieście, które boryka się ze smogiem, w którym ulice są zakorkowane, a tysiące dzieci chorują od spalin – pan Jaki chciałby więcej samochodów na ulicach. To, że dla polityka polskiej prawicy ścieżki rowerowe czy opłaty za parkowanie to lewactwo, jakoś nie dziwi. Ale pan Hatakumba idzie zdecydowanie dalej. Nie podobają mu się także „miejsca do chodzenia” (w Warszawie zazwyczaj nazywamy je chodnikami, panie ministrze).

Pan minister czuje się „tępiony”, ponieważ nie może wszędzie wjechać swoją rządową limuzyną. Ma też osobliwe wyobrażenie o mieszkańcach Warszawy. Z jego wywiadu dla Radia RDC wynika, że ludzie, którzy mają dzieci, nie poruszają się komunikacją publiczną. Według pana ministra do przedszkola czy żłobka można dotrzeć wyłącznie samochodem. Panie ministrze, niech Pan da wolne swojemu kierowcy i przejedzie się choć raz miejskim autobusem. Albo chociaż metrem. Zapewniam, spotka Pan tam liczne rodziny z dziećmi. Między innymi moją.

Wbrew temu, co twierdzi pan Jaki, uprzywilejowanie transportu publicznego czy zapewnienie miejsca dla pieszych to nie „ideologia w myśleniu o infrastrukturze”. To europejski standard. Rzecz w tym, by transport był dostępny we wszystkich dzielnicach – podobnie jak żłobki czy inne instytucje opiekuńcze. I tu faktycznie w Warszawie jest wiele do zrobienia. Ale ani rozjeżdżanie miasta samochodami, ani zamienianie centrum w jeden wielki parking tych problemów nie rozwiąże.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również