UDOSTĘPNIJ

A nie mówiłem? Oczywiście, że mówiłem, tylko NIKT nie chciał słuchać. „Przestańcie straszyć PiSem!” „Lemingi!” „PiSu boją się tylko złodzieje”, „peło złodzieje, POlszewicy, POmuniści, pogonić ich!”. Czy nie tak było? Tak właśnie było.

A teraz co? Minął JEDEN MIESIĄC z okładem i poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości powróciło do swojego normalnego poziomu dwudziestu kilku punktów procentowych, poniżej którego raczej nigdy nie spadnie, bo w tych punktach procentowych zawiera się jego żelazny elektorat, który wybaczy Jarosławowi Kaczyńskiemu każdą podłość. Skrajnie antykomunistyczni jego wyborcy, którzy wszędzie widzą „komunę”, przełkną nawet politycznego prokuratora z czasów stanu wojennego w szeregach jedynej słusznej partii, bo przecież prezes mówi, że on jest nasz.

Miejsce obrażonej na rzeczywistość Platformy Obywatelskiej w sercach normalnych Polaków oraz w sondażach zajęła Nowoczesna Ryszarda Petru, którą już popiera więcej niż PiS, chociaż jej wynik wyborczy sprzed kilku tygodni to 7,6%. I dobrze to i nie. Dobrze, bo lud się wreszcie obudził i zorientował, co najlepszego zrobił. Źle, bo po pierwsze obudził się za poźno, a po drugie, receptą na kryzys kapitalizmu (a to on odpowiada za wszelkie fanatyzmy w rodzaju głosowania na PiS) nie jest jeszcze większy kapitalizm i dogadzanie bankom, jak proponuje Pan Ryszard Petru. Nie jest nim „wolność” gospodarcza, która w istocie jest wolnością kapitalistów dla wyzyskiwania ludzi pracy. „Wolność”, która sprawia, że mamy dziś do czynienia w nowoczesnym, nomen omen, rodzajem feudalizmu. Bogacą się ci, którzy już są bogaci, a biednieją ci, którzy już są biedni. I najstraszniejsze w tym jest, że podoba się to otumanionemu, wyzyskiwanemu ludowi. Kiedy Partia Razem zaproponowała 75 procentowy próg podatkowy od dochodów powyżej przekraczających 500 000 złotych rocznie (czyli – gwoli wyjaśnienia –  jak ktoś zarobiłby 500 001 zł w danym roku, to 75 procent zapłaciłby tylko od złotówki, a nie od całej kwoty), to kto najbardziej się oburzył? Ci, którzy faktycznie tyle zarabiają? Nie. Oburzyli się, jak ja ich nazywam, „wanna-be-milionerzy”, czyli głównie ludzie młodzi: gimnazjaliści i licealiści będący na utrzymaniu rodziców, studenci, stażyści, pracujący na umowach śmieciowych i ludzie z najniższą krajową oraz „janusze biznesu”. Wszyscy oni zaczęli się nagle martwić o ludzi zarabiających 50 razy więcej niż oni, bo wszyscy oni wierzą, że w przyszłości założą firmę handlującą paróweczkami i zostaną milionerami. To im obiecuje Ryszard Petru, tylko że wykazuje jednak jakąś empatię dla tych, którym w wyścigu szczurów się nie powiodło, jest kulturalny i nie kompromituje się tak jak Janusz Korwin-Mikke, dlatego ten pierwszy za kilka lat będzie premierem, a ten drugi nadal jedynie obiektem westchnień gimnazjalistów spamujących dla niego Internet.

Nie ma wyjścia z kryzysu kapitalizmu. Nie da się go naprawić. Można go tylko znieść i zamienić na rzeczywiście sprawiedliwy system, którego celem jest zaspokajanie potrzeb człowieka, a nie mitycznego rynku. System, w którym miernikiem wartości nie jest zysk, a użyteczność. Żadne rozwiązanie, które nie będzie dążyło do przekształceń we własności środków produkcji niczego nie naprawi. Jeżeli ludzkość nie odrzuci narodowych egoizmów na rzecz braterstwa narodów, może dojść do kolejnej wojny. Jeśli nadal będziemy godzić się na świat w którym 80 ludzi posiada ponad połowę wszystkiego co przedstawia na tym świecie wartość materialną, nic się nie zmieni. I niech mi nikt nie mówi o zaradności, o ciężkiej pracy, bo jeśli ktoś będzie próbował mnie przekonywać, że tych 80 ludzi ciężko pracowało na tę swoją połowę, a pozostałe 7 000 000 000 ludzi się leniło to grozić to będzie śmiercią. Moją śmiercią, bo umrę ze śmiechu, jak coś takiego przeczytam albo usłyszę.

Dlatego właśnie, że ten świat tak wygląda, w krajach przede wszystkim uboższych, ale nie tylko, w siłę rośnie radykalna lewica. W Grecji Syriza (zdradziecka jak się okazało, ale i tak o wiele, wiele bardziej lewicowa od polskich ugrupowań głównego nurtu) i KKE, w Portugalii PCP, w Hiszpanii Podemos. Nawet bogaci Niemcy mają swoje Die Linke. A Polacy?

A Polacy mają PiS, który rozwala demokrację, wprowadza klerofaszyzm, totalitaryzm. Depcze jeden z podstawowych fundamentów cywilizacji zachodniej – prawo rzymskie. Odbiera niezawisłość wymiarowi sprawiedliwości, odbiera wolność, depcze szacunek dla drugiego człowieka. Przynosi wstyd Polsce na całym świecie narażając nas na co najmniej zawieszenie w prawach członka Unii Europejskiej i Rady Europy przy poklasku mentalnych „januszy”, czyli połowy Polaków. Dla nich świat współczesny, Europa, Oświecenie zawiera się w jednej kategorii – „lewactwo” – którym gardzą. Chyba, że mają z niego korzyści materialne – wtedy jest OK. Wtedy socjalny postulat 500 zł na każde dziecko przestaje być „lewactwem”, nie są nim też unijne dotacje. W ogóle UE byłaby w porządku pod warunkiem, że dawałaby nam pieniądze, ale od nas niczego nie wymagała. I żeby zabrała w diabły tych wszystkich gejów, „lewaków”, „ciapatych”, Żydów, bezbożników. Tylko dotacje niech zostawi – tak właśnie myśli polski „janusz”. Polacy mają jeszcze Kukiza, który chwali się tym że nie ma programu, wspiera PiS w faszyzacji kraju, nienawidzi „lewactwa” i KODu i polskiej Konstytucji przyjętej przez obywateli w referendum w 1997 roku, którą nazywa „bolszewicką”. Polacy mają też zakapturzonych nazistów, broniących „prawdziwych Polaków” przed uchodźcami. Dlatego właśnie pobili między innymi kilku czarnoskórych Afrykańczyków, jednego Chilijczyka i jednego Argentyńczyka urodzonego w Polsce, któremu kazali wracać… do Syrii. Tak, do Syrii, bo horyzonty myślowe polskiego „janusza”, a może raczej w tym wypadku „seby” są mało skomplikowane: kto jest choć trochę mniej biały niż ja, na pewno jest terrorystą z Syrii i przyjechał mnie ograbić z moich zasiłków, które jak wiadomo, w Polsce są bardzo wysokie i wszyscy nam ich zazdroszczą.

Czy jest aż tak źle i nie ma żadnej nadziei? Jest. Jest nadzieja. Bo powstał wspomniany powyżej KOD, czyli Komitet Obrony Demokracji – oddolny ruch społeczny złożony z ludzi, którzy powiedzieli STOP! Ludzi, którzy chcą dać PiSowi do zrozumienia, że demokracja nie zaczyna się i nie kończy na wyborach. Że to, iż ktoś wygrał demokratyczne wybory, nie daje mu prawa do robienia wszystkiego, co mu się podoba. Że demokracja, to rządy większości, ale z poszanowaniem praw mniejszości, a nie dyktatura większość. To tysiące ludzi zatroskanych o Polskę. I wcale nie stoi za nimi Ryszard Petru ani bankowcy, ani elity, nawet jeśli ich przedstawiciele do protestów też się włączają. Dla członków KOD chwilowo nieważne stały się podziały polityczne wśród nich samych – liczy się tylko obrona demokracji, czego niestety nie rozumieją ich przeciwnicy ani z prawej, ani w lewej strony. I albo my naprawimy to, co wy zepsuliście, albo niedługo nie będzie już czego naprawiać.

Wesołych Świąt.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ