UDOSTĘPNIJ

Człowieka dojrzałego poznaje się po tym, że w przeciwieństwie do dziecka, zawsze (lub przynajmniej zwykle) myśli dalekowzrocznie o konsekwencjach swoich czynów. Kiedyś w celu odróżnienia dzieci myślących przyszłościowo od dzieci myślących w kategoriach ?tu i teraz?, przeprowadzono pewien eksperyment. Przebieg badania polegał na tym, że kilkuletnim brzdącom podarowano cukierek i poinstruowano, że mogą go zjeść teraz i doraźnie zaspokoić apetyt lub wytrzymać jakiś czas z pokusą, by potem w nagrodę za wytrwałość otrzymać jeszcze jeden cukierek. Jedne wytrzymały, inne nie, ale nie o eksperymencie zamierzam rozprawiać.

Koniec końców, kwestię cukierków możemy uznać za błahostkę. Problem zasadniczy rodzi się wtedy, gdy państwo zaczyna odgrywać rolę rodzica, który wychowuje swoje dziecko ? obywatela ? w sposób bezstresowy. Nie ma uczenia odpowiedzialności, nie ma myślenia o dalekosiężnych konsekwencjach poczynań. Dziecko ma dostać zabawkę lub słodycze, którymi zmotywuje się go do posłuszeństwa i grzeczności. Jeśli zacznie się niegrzecznie zachowywać, znów dostanie małą materialną łapówkę, która poskromi jego furię. Choć taki rodzic nie budzi szacunku nawet własnego dziecka, jest przez nie w pewnym stopniu lubiane, bo zaspokaja jego potrzeby (które bardziej wypadałoby nazwać ?kaprysami?). Jeśli jednak któregoś dnia ten rozpieszczony smarkacz nie dostanie zabawki lub słodyczy, może ze swoimi roszczeniami wyjść poza ognisko domowe, terroryzując kolegów i koleżanki z sąsiedztwa. Przed takim zjawiskiem ostrzegali James M. Buchanan, John Burton i Richard E. Wagner w eseju Konsekwencje pana Keynesa.

Przypomnieć trzeba, że John Maynard Keynes to jedna z bardziej wpływowych i kontrowersyjnych postaci w historii myśli ekonomicznej. Przy jego licznych założeniach, sfalsyfikowanych co najmniej kilkukrotnie w trakcie dziejów Europy XX ? go i XXI ? go wieku, najbardziej rażąca wydaje się kwestia długu publicznego. Długu, który pozwala państwu na prowadzenie nowych inwestycji, budowanie autostrad i stadionów bez konieczności podnoszenia podatków. W społeczeństwie Demokracji Zdegenerowanej ludność raduje się na widok nowych, pięknych widoków, których powstanie nie obciążyło dodatkowo ich portfela, a władza zyskuje poparcie jako Absolut, który potrafi stworzyć coś z niczego. Cud? Nie, to tylko zwykła iluzja. Bo z długiem niestety jest tak, że kiedyś trzeba go spłacić. Ale o tym nie myślą ani obywatele, którzy czerpią korzyści z doraźnych rozwiązań, ani politycy, którzy zyskują poparcie potrzebne im na co najwyżej kilka kadencji. Jedni i drudzy w końcu poumierają, pozostawiając swoje długi tym, którzy przeciwko tej nieodpowiedzialnej polityce nawet nie mieli okazji zaprotestować ? przyszłym pokoleniom. Czy nas to przeraża? Wcale nie. Wielu demagogom udało się stworzyć absurdalne wizje świata, które zdobyły posłuch wśród szerokich mas społecznych. Dlaczego więc nie można by zaakceptować obecnego ładu, w którym większość państw świata (na czele z USA) jest zadłużonych?

Tylko co w sytuacji, kiedy życie na kredyt nie ogranicza się do obarczania odpowiedzialnością przyszłych pokoleń, a niesie za sobą bardziej tragiczne rezultaty? Przykład znajdującej się na skraju bankructwa Grecji dobitnie pokazuje, jak łatwo z wesołej krainy południowej Europy, kultywującej spuściznę starożytnej tradycji intelektualnej i sportowej, uczynić miejsce rozruchów, kwitnącego szowinizmu i populizmu Złotego Świtu. Społeczeństwo greckie w dużej mierze na konieczne cięcia budżetowe zareagowało jeszcze większymi roszczeniami. Zdołało wykrzesać poparcie dla najbardziej irracjonalnych demagogów, jeśli tylko obiecali oni swoim pobratymcom tyleż cudowne, co niemożliwe rozwiązania. Na szczęście póki co rozwścieczona Grecja nie wyszła poza swoje granice.

Taki scenariusz też jednak, przynajmniej hipotetycznie, jest możliwy. Głównym bodźcem do rozpoczęcia wojennej ofensywy były, są i będą wszelkie deficyty w materii gospodarczej kraju. Nie bez powodu Hitler rozpoczął wojnę, mając na gardle nóż nieokiełznanej i zrujnowanej socjalizmem gospodarki. W świetle niedawnych doniesień o gigantycznym zadłużeniu Stanów Zjednoczonych, wojny w Iraku i Afganistanie także stają się zasadne. To zrozumiałe, w końcu sam Keynes otwarcie przyznawał, że wojna to całkiem niezły sposób na poprawę koniunktury gospodarczej.
Wzrost gospodarczy i zatrudnienie pojawiają się jak za dotknięciem różdżki. A że przy okazji giną ludzie? kto powiedział, że bólu zęba nie można wyleczyć poprzez obcięcie głowy?

Jest tylko jedna droga, by uniknąć takich potencjalnych szkód. To my, obywatele, mamy rozwijać myślenie w kategoriach społeczeństwa prawdziwie obywatelskiego. Rozwijać świadomość i otwierać umysły na przestrogi tych, którzy wiedzą więcej od nas. Tak jak dziecko przełamuje swój egocentryzm i rozwija się poprzez eksplorację, tak społeczeństwo infantylne może stać się społeczeństwem dojrzałym tylko wtedy, gdy dogłębnie pozna meandry historii własnej i innych społeczeństw. Na pomoc w tym trudnym zadaniu przychodzą nam historycy, socjolodzy, a przede wszystkim ekonomiści. Nie warto się łudzić, że szczera prawda padnie z ust polityków. Odważnych jest niewielu, a i tak zazwyczaj kończą rządzić po wprowadzeniu jakiejkolwiek odważnej reformy. To pokazuje, że większość społeczeństw nadal tkwi w stadium rozwoju brzdąca. Demokracja, we właściwym tego słowa znaczeniu, zastąpi miejsce wypaczonych rządów większości wtedy, gdy indywidualizm nie będzie oznaczał egoizmu, myślenie o teraźniejszości nie będzie tożsame z unikaniem refleksji na temat przyszłości, a postulaty Keynesa przynajmniej częściowo zwolnią miejsce założeniom ekonomii klasycznej.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ