UDOSTĘPNIJ

Felieton  – specyficzny rodzaj publicystyki, krótki utwór dziennikarski utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający – często skrajnie złośliwie – osobisty punkt widzenia autora.


Na lotnisko dotarliśmy jakieś pięć godzin przed odprawą, czyli zdecydowanie za późno. Jeśli kierować się instrukcjami, które dostajecie wraz z biletem, w hali odlotów powinniście być co najmniej dwa tygodnie przed odlotem. Nie ma to naturalnie związku z bezpieczeństwem – chodzi o to, żebyście wydali całe oszczędności jeszcze przed rozpoczęciem wakacji, w lotniskowych sklepach i restauracjach. Oczywiście ceny tam są zawyżone i tylko idiota dałby się nabrać na tę prostą manipulację linii lotniczych. Nikt rozsądny nie je na lotniskach i Wy też tego nie róbcie. No chyba, że będziecie w Modlinie. Mają tam naprawdę niezłą pizzę.

Grecja, jak pewnie wiecie, jest zadłużona i to naprawdę konkretnie. Choć wydawałoby się to niemożliwe, nawet bardziej niż przecięty piłkarz ekstraklasy pięć lat po zakończeniu kariery. Możecie się zastanawiać, skąd tak naprawdę wziął się ten cały kryzys. Nie ma problemu, już wyjaśniam.

Ateny to skąpana w słońcu europejska stolica, pełna pozostałości po starożytnych Grekach, Imperium Rzymskim, Bizancjum i Turkach. Śródziemnomorski klimat, pyszne wino i historyczne dziedzictwo Aten od setek lat przyciągają tłumy turystów, a ci, jak powszechnie wiadomo, są wręcz stworzeni do dojenia z nich kasy. Tysiące spoconych Niemców i Rosjan każdego roku przybywa tu w swoich Porsche i na jachtach tak drogich, że ich kupienie prawdopodobnie wykracza poza możliwości budżetu Grecji. Ci wszyscy ludzie w koszulach z krótkim rękawem, czapeczkach z daszkiem i kieszeniami pełnymi iPhonów oraz pieniędzy przechadzają się greckimi uliczkami. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, natychmiast są atakowani przez próbujących im coś sprzedać tubylców. Co więc próbują nadzianym turystom opchnąć Grecy? Podróbki Rolexa? Okulary przeciwsłoneczne RajBan? Sztabki złota, koszulki greckiej reprezentacji, a może chociaż pachnące głowy Arystotelesa, które przypominałyby im o tej wizycie za każdym razem, kiedy będą spoglądali w lusterko swojego Range Rovera? Nic z tych rzeczy. Grecy próbują sprzedać przyjezdnym napełnione plastikiem poduszki. Wcale nie żartuję, zrobiłem nawet zdjęcie. To oczywiście nie wszystko. Widocznie dużym powodzeniem cieszą się też używane krzesła bez oparcia, bo w Atenach można je kupić w zasadzie na każdym rogu.

Specyficzne wyczucie potrzeb rynku to nie jedyne, co wyróżnia Greków. Większość jest dość niska i otyła, a absolutnie każdy (wliczając w to  niemowlęta) nosi buty żeglarskie. To te śmieszne kapcie z kokardką z przodu. Chcielibyście robić z kimś takim interesy? No właśnie. Grekom chyba też niespecjalnie się chce, bo połowę dnia śpią, zresztą zupełnie jak ich psy. Psów w Atenach jest cała masa, ale żaden nie potrafi chodzić. Przysięgam! Każdy, co do jednego wygląda, jak gdyby przed chwilą pomógł właścicielowi wypić beczkę wina i postanowił uciąć sobie siestę.

Nie znaczy to oczywiście, że są bezużyteczne. Pełnią bardo ważną funkcję symboliczną, mianowicie pozostają idealną metaforą greckiej gospodarki.

Wiedząc, jak wyglądają i zachowują się Grecy, nie trudno dojść do wniosku, że ich żołnierze pewnie są tacy sami. To błąd. Są znacznie gorsi.

Uroczysta zmiana warty to stały rytuał i atrakcja turystyczna w wielu krajach. Jeśli jakimś cudem ktoś nigdy żadnej nie widział, to tłumaczę: żołnierze, którzy ostatnie cztery dni spędzili na staniu bez ruchu z karabinem w ręku odchodzą, wykonując  przy tym kilka bardzo zamaszystych kroków, żeby zmienić się miejscem z innymi żołnierzami. Wydaje się to stosunkowo mało skomplikowane, jednak nie w Grecji.

Uroczysta zmiana warty w niedzielę o 11 zaczyna się mniej więcej za dziesięć jedenasta i kończy w czwartek. Ich kroki są tak wolne, że czas i przestrzeń uginają się pod nimi w wyjątkowo perwersyjny sposób. Na jedną zmianę warty patrzy się kilka dni, a jednak – odbywają się co godzinę i nie nachodzą na siebie. Prawdopodobnie ma to związek z ich uroczystymi strojami, które składają się z sukienki i martwych chomików przyczepionych do butów, które zostały złożone w ofierze w zamian za wspomniane już rozciągnięcie czasu.

Grecką armię Wojsko Polskie pokonałoby bez problemu. Zresztą nie chodzi tu tylko o te sukienki. Jeśli uderzymy podczas siesty, to nikt nawet się nie zorientuje, że zajęliśmy cały kraj. W tym momencie ktoś pewnie zapyta: No dobra, ale w zasadzie to po cholerę mamy podbijać Grecję? Już tłumaczę, bo powodów jest aż nadto.

Przede wszystkim myślę, że Pan Macierewicz bardzo chciałby odnieść jakieś spektakularne zwycięstwo militarne. Może wtedy przestałby na chwilę prowokować Rosję, która wydaje mi się jednak nieco groźna. Poza tym, mówimy o kraju pełnym wysp, co jest niezbędne dla realizacji mojego planu.

Kiedy Macierewicz wraz z resztą zwolenników Prawa i Sprawiedliwości wkroczą już do Grecji, nakłonimy ich do wypłynięcia na Rodos, fałszując podpis Ojca Rydzyka. Kiedy już tam dotrą, podpalimy wszystkie statki w porcie i niech się dalej bawią sami – to pierwszy krok. Drugi jest bardzo podobny, przy czym trzeba będzie wmówić Kijowskiemu, Schetynie i Petru, że demokracja na Krecie jest w wyjątkowo złym stanie. Adriana Zandberga i obu jego wyborców moglibyśmy po prostu zatrzasnąć w schowku na miotły, ale mam lepszy pomysł. Trzeba go upić i namówić, żeby został piratem. Brodę już ma, a okradać bogatszych od siebie chciał zawsze.

A co potem? Potem będzie spokój, przynajmniej na chwilę.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również