UDOSTĘPNIJ

Nie ma żadnej możliwości pogodzenia transportu konnego na tej jakże ciężkiej trasie ze współcześnie obowiązującymi standardami humanitarnego traktowania zwierząt, a także z ustawą, która je chroni. Kolejny wypadek z udziałem zwierzęcych pracowników przyniósł długo wyczekiwany sprzeciw, który na szczęście nie utonął w odmętach sieci, a przeniósł się do świata realnego.

            Za pośrednictwem mediów społecznościowych grupa aktywistów, licząca ponad sto osób, zorganizowała pokojowy (na razie) przemarsz trasą do Morskiego Oka w celu wyrażenia swojej dezaprobaty wobec wykorzystywania tam fasiągów konnych. Wszystko zaczęło się od kolejnej śmierci pracującego na tamtejszej trasie konia, którego zadaniem było zapewnienie ?wygody? turystom. Tym razem jednak nie skończyło się wyłącznie na pokrzykiwaniu w internecie, ale na realnych działaniach, mających zakończyć ten okrutny proceder. Aktywiści nieśli ze sobą banery nawołujące do całkowitego zakazu pracy koni na tym szlaku oraz zbierali podpisy pod specjalnie przygotowaną do tego petycją. Zbiórka miała również miejsce w centrum Zakopanego, gdzie podpisało się pod nią ponad 1500 osób, co jest dużą liczbą jak na tak krótki czas zbierania. Negatywnym aspektem tego wydarzenia były rzucane przez górali w kierunku aktywistów liczne kolokwializmy. Miało to miejsce oczywiście tylko wtedy, gdy kamery mediów były skierowane w inną stronę. Przemarsz jednak nie zakłócał kursowania fasiągów, a był w pełni pokojowy, zaś jego celem była edukacja turystów. Oczywiście może się to zmienić, jeżeli sama edukacja nie wystarczy. Jak to ujęła Dorota Wiland z organizacji Ius Animalia: walka będzie toczona do zniknięcia ostatniego konia z tej trasy i do czasu znalezienia dla niego miejsca, gdzie będzie mógł dalej spokojnie żyć.

            Dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego rozpoczęła testy melexów, by sprawdzić, w jakim stopniu radzą sobie one na tej trasie. Jest to jednak o tyle dziwne, że ta sama dyrekcja twierdziła, że podobne testy już kilka lat temu się odbyły i wypadły pozytywnie. Często padają również komentarze ze strony społeczności góralskiej czy pracowników parku, jakoby zwierzęta nie były przeciążane. Jest to o tyle zabawne, że nie trzeba wykonywać żadnych skomplikowanych obliczeń by dojść do prawdy. Pojazd elektryczny typu Melex, mogący przewieźć 6 osób, ma silnik o mocy 5kw, a na tej trasie pracuje średnio na poziomie 3,5kw, co daje nam w przeliczeniu na konie mechaniczne 4,8km. Widać tu rażącą dysproporcję, gdyż zaprzęg z koniami o mocy 2km przewozi 14 osób, a pojazd elektryczny o mocy ponad dwukrotnie większej tylko 6. Mamy tutaj dowód na ewidentne przeciążanie koni, bo liczby nie kłamią. Dodatkowo TPN wspomina o lepszej oraz częstszej kontroli zwierząt i warunków ich pracy (ostatnie poprawy zostały osiągnięte przez organizacje prozwierzęce za pomocą wywartego przez nie nacisku), a także o montażu silników w fasiągach, które miałyby wspomagać konie na trudniejszych odcinkach drogi. Oczywiście warunki jak najbardziej trzeba poprawić i z tym każdy aktywista się zgadza, jednakże celem jest pełny zakaz wykorzystywania zwierząt na tej trasie. Na podobnych również, ale to już inna sprawa.

            Największymi przeciwnikami zniknięcia transportu konnego są oczywiście ci, którzy mają z niego największe zyski. Poza nimi jest oczywiście park i lokalny samorząd, gdzie zarabia się na zezwoleniach. Najczęściej stosują dwa argumenty: pierwszy dotyczący tego, że jest to długa i ważna tradycja tamtejszego regionu, drugim jest przyszłość zwierząt: jeśli konie nie będą im potrzebne, to trafią do rzeźni. Oba argumenty mają oczywiście grać na emocjach, jako że obrona tradycji w naszym kraju, niezależnie od tego jak jest ona szkodliwa, często spotyka się z sympatią i poparciem. Natomiast przedstawianie aktywistów, jako tych, którzy załatwią zwierzętom masową wycieczkę do rzeźni działa na ich korzyść. To wszystko jest grą, która choć w pewien pokrętny sposób przedstawia prawdę zbyt wielu ludzi nie przekonuje. Żadna z organizacji od praw zwierząt nie postuluje natychmiastowego zakazu, który dla koni skończyłby się źle, a proponuje stopniowe podmienianie fasiągów pojazdami elektrycznymi. W opłatę za przejazd melexami można by wliczyć kwotę, która wesprze fundusz pomocy dla koni, o czym nawet samo TPN kilka razy wspominało. Mogłoby być to dobrą podporą dla różnych organizacji zajmujących się opieką nad tymi zwierzętami. Dodatkowo przeważająca większość z nich i tak niestety trafia od rzeźni, gdy już nie mają siły na dalszą pracę. Górale widać nie lubią o tym mówić, jeżeli można za to obwinić kogoś innego niż ich samych.

            W sprawie pojawia się jeszcze wątek turystów, którym niekoniecznie chce się chodzić po górach, a którym odmawiałoby się obejrzenia Morskiego Oka. Z pojazdami elektronicznymi dalej będzie to możliwe, jednak z powodu mniejszej ilości miejsc czas oczekiwania będzie dłuższy. Wspomina się tutaj głównie o niepełnosprawnych, dla których pokonanie tej trasy jest trudne. Jednakże trudne nie jest równoznaczne z niemożliwym, co pokazują osoby na wózkach, które można spotkać w drodze nad Morskie Oko. Zatem argument, mówiący o nietolerancji wobec osób niepełnosprawnych również nie ma racji bytu. Na wozach widzimy często zdrowe osoby z dzieciakami, które po prostu są zbyt leniwe by samemu pokonać tę trasę. Są to tak zwani niedzielni turyści, którzy jadą tylko po to, by zrobić trochę zdjęć i pochwalić się nimi w mediach społecznościowych. Czy są oni ważniejsi od dobra zwierząt? Oczywiście, że nie, a zmiany dalej pozwolą im pokonywać tą ciężką trasę bez wysiłku.

            Podsumowując: zastąpienie transportu konnego elektrycznymi pojazdami poprawi dobrostan zwierząt, nie przyniesie strat niedzielnym turystom, utrzyma miejsca pracy oraz nie będzie negatywnie wpływać na środowisko. Park nadal będzie mógł czerpać zyski, a jedynie chwilowo stracą górale, którzy będą musieli się dostosować do nowych realiów. Jednakże czym innym jest życie, jak nie procesem dostosowywania się do stale zmieniającego się świata.

Zobacz również