UDOSTĘPNIJ
fot. youtube/Gdansk Strefa Prestiżu

Sytuacja na Pomorzu jest dramatyczna. Mimo że burze i nawałnice przeszły tam już blisko tydzień temu, nadal mnóstwo ludzi jest odciętych od świata. Nie mają prądu i bieżącej wody. Wojsko pomaga dopiero od poniedziałku. O bezczynność oskarża się rząd.

Antoni Macierewicz odpiera zarzuty i wskazuje na wojewodę pomorskiego Dariusza Drelicha. Wojsko nie może działać samodzielnie. Potrzebuje najpierw wniosku terenowego przedstawiciela rządu. A taką właśnie funkcję pełni wojewoda w województwie.

Okazuje się, że to nie wojsko się ociągało, ale właśnie Dariusz Drelich. Armia zareagowała momentalnie. Po wniosku wojewody w niecałą godzinę dowództwo armii odpowiedziało pozytywnie. Po kolejnych kilku godzinach wojsko już było na miejscu. Problem polega na tym, że wojewoda zawnioskował do MON-u o pomoc żołnierzy… dopiero w poniedziałek.

Jak twierdzi Drelich, w jego opinii żołnierze nie byli wcześniej potrzebni. Nie było bezpośredniego zagrożenia życia ani osób zaginionych. Wystarczyła praca pozostałych służb i oczywiście mieszkańców.

– Do zbierania gałęzi, do zamiatania liści nie będziemy wzywać wojska – stwierdził wojewoda.

Tylko że to nie zamiatanie liści. Łukasz Ossowski, Sołtys wsi Rytel, jednej z tych, które najbardziej ucierpiały po wichurach, uważa, że pomoc wojska przyszła za późno. Zagrodzone drzewami drogi, zrujnowane domy – z tym wszystkim musieli radzić sobie mieszkańcy, strażacy, w większości ochotnicy. Do pomocy ruszyli także harcerze. Jednak to właśnie wojsko dysponuje odpowiednim ciężkim sprzętem.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również