UDOSTĘPNIJ

Wybory prezydenckie coraz bliżej, a ja nadal zaliczam się do wyborców niezdecydowanych. Nie wiem nawet, czy w ogóle zagłosuję w wyborach. Załóżmy jednak, że zagłosuję. Na kogo? Jest kilku kandydatów, których rozważam (w tej kolejności):

  1. Bronisław Komorowski. Jako prezydent, Bronisław Komorowski nie prezentuje zbyt wyrazistych poglądów, starając się być raczej czynnikiem integrującym różne środowiska w myśl hasła – Zgoda buduje. Moim zdaniem odpowiada to pozycji ustrojowej Prezydenta RP. Urzędujący prezydent (i lider sondaży) jest najbardziej hejtowany w internecie. Mówi się o nim Komoruski (mimo że Polska, obok Litwy, prowadzi obecnie najtwardszą politykę wobec Rosji), nazywa się go postkomunistą (mimo że w czasach PRL był jednym z bardziej radykalnych opozycjonistów, głosił hasła niepodległościowe, a nie tylko socjalno-bytowe jak większość ówczesnej opozycji) i zarzuca się, że jest krypto-Białorusinem (o prawdziwym nazwisku Szczynukowicz), który przywłaszczył sobie nazwisko Komorowski. Jest to oczywiste łgarstwo, wystarczy popatrzeć na jego drzewo genealogiczne (stworzone przez znanego polskiego genealoga Marka Minakowskiego, który zresztą parę lat temu protestował przeciwko cenzurze internetu i o sympatię dla PO trudno go posądzić: http://www.sejm-wielki.pl/b/cz.I017795). Szczytem żenady w atakowaniu Komorowskiego stało się szukanie dziury w całym przy okazji wypowiedzi prezydenta o ofiarach Żołnierzy Wyklętych. Komu słownik nieobcy, ten wie, że chodziło o ofiarę z własnego życia złożoną przez tychże (w słowniku PWN znaczenie nr 2). Internetowa nagonka na Komorowskiego przypomina mi tę na Kaczyńskich w latach 2005-2007 (czego większość komcionautów pewnie nie pamięta, bo miała wtedy 7-8 lat), z tym że na większą skalę, gdyż internet jest dziś bardziej rozpowszechniony niż 10 lat temu. Ponieważ jednak typowy wyborca Komorowskiego to człowiek, który ma pracę i rodzinę i nie ma czasu na internetowe gównoburze, Komorowski ma duże poparcie i wygra te wybory. Nawet bez mojego głosu. Może więc wykorzystać go lepiej głosując na kogoś, kto potrzebuje go bardziej?
  2. Paweł Tanajno. Pierwszy w historii Rzeczypospolitej kandydat na Prezydenta udzielający się na troll-grupach. Trochę atencjusz, ale jest w tym naturalny. Wolę jego atencjonowanie się na troll-grupach aniżeli rażące sztucznością puszczanie oczka do wykopowiczów przez Wiplera, Dziambora czy innych prawicowych polityków, którzy zabiegają o głosy internetowych śmieszków. Chodzi o zasady, kurwa czy Miarą prawdziwego mężczyzny jest posiadanie zdjęcia profilowego z liceum. Jeśli kobieta pokocha cię jako 17-latka, to pokocha i jako 40-latka. – te słowa Tanajny przeszły już do historii polskiego śmieszkizmu internetowego. Nie ma on jednak programu wyborczego. Może więc jednak bycie pierwszym śmieszkiem wśród kandydatów na Prezydenta RP nie wystarczy, by dostać mój głos? Idźmy dalej.
  3. Magdalena Ogórek. Jest ona kandydatką o poglądach zbliżonych do korwinizmu-mikkizmu (sam Przemysław Wipler przyznał, że widziałby ją w zarządzie partii KORWiN), a więc o poglądach biegunowo odległych od moich. Wystawienie Ogórek na prezydenta doskonale obrazuje fatalną kondycję SLD i zwiastuje rychły upadek tej partii. Jaki więc argument przemawia za tym, by na nią głosować? Ano taki, że gdyby uzyskała większe poparcie niż któryś z kandydatów tróprawicy (Korwin, Wilk, Braun, Kowalski), wywołałoby to na tróprawicy uczucie znane w gwarze internetowej jako buldupy. Buldupy korwinistów i narodowców z pewnością byłby przepyszny i dostarczyłby mi dużo przyjemności (w języku niemieckim znanej jako Schadenfreude). Ale może jednak wybory to zbyt poważna sprawa, by głosować dla buludupy?
  4. Jacek Wilk. Jak wyżej, gdyby miał większe poparcie od Korwina, wywołałby buldupy korwinistów (przypominam, że Wilk jest kandydatem Kongresu Nowej Prawicy, a więc partii, z której niedawno odszedł Korwin po odwołaniu go z funkcji prezesa). Głosowanie na niego ma jednak tę samą wadę, co oddanie go na Ogórek – odpowiedzialnemu obywatelowi nie wypada głosować dla buludupy.

Pisząc powyższe rozważania nie przybliżyłem się ani trochę do podjęcia decyzji, czy w ogóle iść na wybory. Zobaczymy. W każdym razie niespodzianki nie będzie. Komorowski i tak wygra. Może więc nie pójdę na wybory, ale na pewno pójdę do bukmachera obstawić zwycięstwo urzędującego prezydenta. Choć kurs zapewne niski.