UDOSTĘPNIJ

Tydzień temu odbyły się wybory prezydenckie. Widziałem je z bliska nadzorując i „tworząc” te wybory ze strony OKW. Nie był to mój debiut, na całe szczęście nie było mnie w wyborach samorządowych w OKW, i po raz kolejny obserwowałem wybory Polaków. I zacząłem się zastanawiać…

O kandydatach.

Zanim odbyły się wybory, komitety wyborcze zbierały podpisy pod kandydaturami. Niektórzy do dziś zastanawiają się kim jest Grzegorz Braun, Jacek Wilk, Paweł Tanajno, Marian Kowalski; co na tej liście robiła dr Ogórek i po co JKM startował w tych wyborach (chyba nie po to, by znów przegrać) i jakim cudem zebrali wymaganą ilość podpisów.

Cóż obiecali nam kandydaci głównego nurtu? Politykę ciepłej wody, zacieśnianie więzi z zachodem i oddalanie się od wschodu (bądź odwrotnie) pamiętając o naszych rodakach za Bugiem. Część z nich, jak zwykle, pomyliła kompetencje Prezydenta z uprawnieniami Rządu. Oglądając debatę uderzyło mnie, że znam 6 kandydatów, resztę media pomijały; że polityków prawicy było 5, lewicy 3 (choć sam nie wiem czy to lewica), i co najmniej trzech populistów (kto jest kim pozostawiam do oceny i rozwagi czytających).

Zastanawiające: powiedzmy, że jest 5 nurtów politycznych (lewica, prawica, centrum i wersje mieszane), a my mamy 11 kandydatów. Skąd, czym się różnią, po co? Kiedyś było nieskończenie wielu kandydatów prawicy. Dziś, nie dosyć, że prawicy, to jeszcze drugie tyle lewicy. Naprawdę? Czyli wszyscy walczą o ten sam elektorat i wszyscy chcą wygrać? A więc mówicie, że to możliwe? Yhm.
Niestety debata kandydatów na Prezydenta, naprawdę była debatą kandydatów, bo Prezydent choć jest kandydatem, chyba uznał, że jako Prezydent nie musi na niej być.

O JOW-ach i nie tylko.

Nagle dowiedzieliśmy się, że większość kandydatów jest za JOW-ami, choć nikt nie wie, w jakiej formie (brytyjskiej czy może australijskiej), nagle wszyscy chcą robić referenda w sprawach, w których jeszcze niedawno słyszeliśmy, że ich nie można robić, większość chce pomagać frankowcom (chociaż to już po debacie), chcą upraszczać prawo podatkowe… No już kabaretem można nazwać uznanie się przez dwóch kandydatów głównego nurtu za kandydatów antysystemowych. Gdzieś w czeluściach internetu natrafiłem na piękne przedstawienie kandydatów II tury: Wybory prezydenckie - sondaż satyryczny

Wait a second?! Czy ja to już słyszałem? Ktoś to mówił od początku? Czym w ogóle w takim razie różnią się kandydaci, skoro prawie wszyscy chcą tego samego? (no dobra, już prawie jeden z kandydatów się wycofał jak się okazało, że postulaty się dublują)
Mówił, chyba, ale tylko go widziałem raz w internetach i raz słyszałem w radio. Jak on się nazywał? Moment… Tamanajno, Tama… nie, Tanajno! Tak, Paweł Tanajno.

O Tamana… Tamna… Tanajno i DB.

Tak naprawdę od początku słyszałem o Panu Pawle, gdyż jakoś bliskie mi były postulaty wolnościowe głoszone przez DB. Sami wyrośli z protestów przeciw ACTA.

Nic tylko się cieszyć, że wszyscy kandydaci nagle zaczęli głosić program Demokracji Bezpośredniej, nic tylko patrzeć, jak się do niej zapiszą i na jesieni DB wygra wybory parlamentarne.
Utopia. Nie oszukujmy się. Polska polityka jest bagnem. Chyba widzi to każdy. Przykładem jest poseł Czarnecki, który jak wdepnął nie może się wydostać, tylko błądzi w czeluściach tego bagna, łapiąc się jedynie co chwila innej brzytwy (UPR, AWS, ZChN, Samoobrona RP, PiS) czy Korwin, którego partie po chwili bagno wciąga i musi zakładać nową.

Siedząc w komisji wyborczej widziałem zagubionych ludzi wchodzących do lokalu, odświętnie ubranych (no przecież była pierwsza komunia – sam na jednej później byłem, chociaż chciałbym myśleć, że obchodzili uroczyście święto demokracji). Wchodzili, podpisywali listy odbierali kartę i szli do „miejsca odosobnienia”. A stamtąd głosy: „a kto to?”, „skąd ich tyle?”, „słyszałam o 5, ale co to za reszta?”. Podliczając głosy w mojej komisji: nr 1. PBK, nr 2. AD, nr 3. Kukiz. (5 głosów nieważnych).

O Kukizie.

Zaskoczenie? Nie. PO w moim okręgu zawsze wygrywało. Kukiz – zaskoczenie? Nie. Nie dziwię się ludziom. Wszyscy mamy dosyć tego bagna. Pojawił się ktoś nowy, kto obiecuje, że zrobi porządek z bagnem. Wait… Znowu mam jakieś déjà vu. Czy przypadkiem nie tak dawno z takim hasłem nie startował pan Palikot Janusz Marian? Czy z takim hasłem nie startował pan Korwin-Mikke Janusz Ryszard (po raz 3, o ile dobrze liczę)? Wszyscy tak na prawdę chcą zmienić koryto. A co by się stało, jakbyśmy to koryto zlikwidowali? (ale że tak można?! MOŻESZ.)
Tak, jestem demokratą bezpośrednim, chociaż jestem arystokratą. Co mi przychodzi z pochodzenia? Nic. Z demokracji – może o wiele więcej.

O WYBORACH (prezydenckich).

A więc były to wybory? Między czym a czym? Między „zgodą i bezpieczeństwem”, „dumną i bogatą Polską”, „przyszłością, która ma na imię Polska”, może przewrotnie „od:nowa”? Już bardziej podoba mi się hasło „potrafisz Polsko!”. Ma pazur. Ten, który chciał robić porządek, miał na to szansę i z niej nie skorzystał. Wybieraliśmy między betonem, a nowością, znanym i nieznanym, wielkim, bogatym a małym i z własnych środków. I co wybraliśmy – stare, beton, znane, bogate. Czy to będzie zmiana? Kosmetyczna.

Apeluję więc na koniec tego tekstu: pomyślcie – to nie boli – i zaproście do myślenia znajomych. Przed wyborami zróbcie latarnika (tak, wiem, że jest tendencyjny) i poczytajcie programy. Tym, którzy myślą – dziękuję. Wybierzcie świadomie. Wybierzcie, a nie dajcie dokonać wyboru innym, bądź tym na górze. Myślicie. Jesteście w mniejszości. Zdobądźcie świadomość polityczną, zamiast być szarą masą, która daje się prowadzić. Bo zazwyczaj prowadzą na rzeź.

MOŻESZ wybierać. MOŻESZ zmieniać. MOŻESZ protestować. MOŻESZ myśleć. I ZACZNIJ wybierać, zmieniać, protestować i MYŚLEĆ. Czas najwyższy.