UDOSTĘPNIJ
źródło: twitter.com/TCwiklak1

Z nietypowym protestem pewien zwolennik opozycji postanowił pojawić się w kościele św. Anny w Warszawie. Mężczyzna, który był jednym z najaktywniejszych demonstrantów podczas protestu pod domem Jarosława Kaczyńskiego w sobotę, próbował sprowokować wiernych. Ich reakcja była zaskakująca.

Zdarzenie miało miejsce w niedzielę podczas mszy. Kościół był wypełniony wiernymi, kiedy zjawił się w nim mężczyzna z plakatem „Konstytucja” i naklejką na koszulce z napisem „3xWeto”. Mężczyzna w ten sposób zademonstrował swój sprzeciw wobec zmian w systemie sądownictwa. Swoim zachowaniem próbował sprowokować wiernych obecnych w Kościele.

Ci, choć mocno zniesmaczeni, postanowili… nie robić nic. Mężczyzna stał tak przez całą mszę. Dopiero pod jej koniec został poproszony o opuszczenie kościoła. Jak zwrócono mu uwagę, świątynia to nie miejsce do głoszenia swoich poglądów politycznych. Ten stwierdził wówczas, że „jest wręcz przeciwnie” i nie opuści kościoła. Nie podjęto jednak siłowych prób usunięcia go.

Jego zachowanie spotkało się z ogromną krytyką. Negatywnie oceniali go zarówno wierni, jak i internauci. Jak wskazują ci drudzy, ten protest przekroczył granice dobrego smaku. Internauci pytają się też, czy demonstrant pojawiłby się w meczecie z podobnym napisem i tam próbowałby prowokować.

Jak mówi ks. Sergiusz Dębecki z kościoła św. Anny, poglądy w świątyni nie mają znaczenia i nie powinny być głoszone. Kiedy jednak ktoś wchodzi do kościoła i na siłę próbuje agitować, wówczas „coś jest nie tak”.

 – Środowiska, które zazwyczaj odbierają Kościołowi prawo głosu i podkreślają, że nie powinien zajmować stanowiska w sprawach społecznych, teraz apelują o zaangażowanie i same wchodzą w naszą przestrzeń. Coś tu jest nie tak – mówi ks. Sergiusz Dębecki z kościoła św. Anny.

źródło: twitter.com/TCwiklak1
Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również