UDOSTĘPNIJ
źródło: hdwallpapers.in, cloudfront.net

Światowej sławi artyści nie mają łatwego życia. Zwłaszcza muzycy są często oskarżani o zawieranie głębszego przekazu w swoich piosenkach. Z oskarżeniami o bycie częścią tajnego stowarzyszenia illuminati musiała już mierzyć się Rihanna czy Eminem. Teraz padło na Katy Perry.

33-letnia gwiazda już niejednokrotnie musiała mierzyć się z oskarżeniami o wspieranie organizacji, której istnienie wyznają zwłaszcza zwolennicy teorii spiskowych. Wodą na młyn dla gorliwych są teledyski do kolejnych piosenek. Ci wzięli się za analizę najnowszego klipu amerykańskiej gwiazdy – „Chained to the rythm”. W trwającej 4 minuty piosence czujni obserwatorzy znaleźli masę odwołań do illuminatów. Ich oczom nie umknął nawet najmniejszy szczegół. Warto dodać, że taki komentarz do 4-minutowego utworu ma aż… 24 minuty.

Zwolennicy teorii spiskowych w teledysku Perry widzą wiele odwołań do zakonu illuminati. W teledysku wyłapano każdy trójkąt i oko, ale na tym oczywiście nie koniec. Nawiązań do illuminatów ma być więcej. Jeden z kadrów, na którym widać przykutych do smartfonów ludzi, ma być odwołaniem do kontroli umysłów i masowego monitorowania. Z kolei symbol bomby atomowej ma być odwołaniem do „rodziny nuklearnej”. Czujni fani także w nazwie widniejącej na początku klipu – Oblivia – zauważyli zagrożenie. Tłumaczą, że to prawie to samo co „oblivion”, czyli „niepamięć”, „zapomnienie”.

Oczywiście także tekst piosenki został dokładnie zbadany. Kolejne wersy mają być przesiąknięte odwołaniami do tajnej organizacji, jej symboliki, czy „ukrytego zagrożenia”, co dociekliwi jednoznacznie sobie tłumaczą.

Co ciekawe, tam, gdzie w teledysku jedni widzą illuminatów, większość fanów zauważa odwołania do obecnej polityki Donalda Trumpa i jej zagrożeń. Mur, przez który przeskakują ludzie, ma symbolizować mur między USA a Meksykiem, ludzie stojący na walizkach to odwołanie do tematu imigrantów, a napis „Bombs away” ostrzegać ma przed potęgą nuklearną, jaka jest obecnie w rękach miliardera.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również