UDOSTĘPNIJ

W Polsce nie ma kultury sprzyjania wolnościom obywatelskim. Zawód – polityk, to „praca” polegająca na płaszczeniu się przed wyborcami, by zdobyć ich głos. Elektorat w swojej masie lubi być wzięty za mordę, jeśli dostanie gwarancję bezpieczeństwa. Dlatego żaden polityk o wolność nie zabiega, bo jego celem jest zdobycie i utrzymanie władzy. Walka o wolność to zadanie dla szalonych ideologów, którym chce się trudzić tłumaczeniem jak bardzo ludzie dali się zniewolić.

Marek Hłasko pisał, że po wojnie, na ruinach zniszczonej Warszawy dzieci bawiły się głównie w rozstrzeliwanie Żydów. Co najmniej tak samo brutalni są dzisiejsi populistyczni politycy, którzy bawią się głównie w faszyzm. Dominuje w tym PO, ale i PiS też używa podobnych zabawek.

Taka ustawa antyhazadowa, która wycięła w Polsce możliwość gry w pokera horrendalnymi podatkami. Masy społeczne przyklaskują, bo poker to hazard i „jeszcze przegrałbym nerkę”. Podczas gdy poker to piękna gra umysłowa, w przeciwieństwie do choćby „Lotto” czy ZUSu, z którym zakładamy się, czy dożyjemy do emerytury. Najbogatszy Polak nie dożył wieku emerytalnego.

No i ta piękna gra umysłowa, polega na analitycznym „rozpracowaniu” przeciwnika. Lewactwo nigdy nie będzie promowało rywalizacji w czymkolwiek. A mało tego że rywalizacja jest piękna, zabija marazm i nudę to jeszcze popycha świat do przodu. Naczelny kloszard kraju, Janusz Palikot forsował zlewaczałe do tego stopnia postulaty jak ten, że studenci powinni na egzaminy wchodzić trójkami i nie powinno być indywidualnej oceny dla każdego, tylko jeden zbiorowy, uśredniony stopień dla całej trójcy. Rozumiem, solidaryzm, piękna idea. Ale jednak absurd, już nikt by się niczego nie uczył.

Teoretycznie poker to wielki wyrównywacz nierówności społecznych. Zasiadając do stołu, nie ma znaczenia, czy jesteś ordynatorem w wielkim szpitalu, profesorem prawa, rekinem biznesu, czy pracujesz na kasie w hipermarkecie, liczy się umiejętność bieżącej analizy sytuacji przy stole. A często też traktując jako zwykłą zabawę, rozrywkę w pokera grają milionerzy, którzy są tzw. „fishami” – szastają pieniędzmi mając w ręku słabe karty i bywa, że ktoś grając zawodowo w pokera, na grze z bogaczami zbiera niezłe sumki i z bidusia robi się człowiekiem o wyższym statusie społecznym. Każdy chyba ma takie marzenie, żeby się wyrwać z tego „pierdolnika” i latać przez życie jak ptak, a nie brodzić w kieracie jak mucha w kisielu.

W Polsce to jest niemożliwe, tylko w wolnym kraju gdzie obywatel traktowany jest jak człowiek, a nie jak bydle. Ale oczywiście rządowy Ku-Klux-Klan nam murzynom zafundował ustawę antyhazardową. A jakby się do władzy dorwał Szumlewicz to by z kolei ustawą zarządził, że niezależnie od układu kart, wygrana dzielona jest po równo między wszystkimi graczami.

Co do trawki, nie popieram palenia marihuany, ale uważam, że to indywidualna sprawa każdej osoby, czy chce truć swój organizm i powinna być jak najbardziej legalna. Jeśli ktoś uważa, że dostarcza mu ona relaksu, odlatuje dzięki niej od szarej rzeczywistości to jego rzecz. Życie ludzkie jest krótkie, wielu tak zawiaduje nim, że nie odmawia sobie nawet szkodliwych przyjemności, bo chce „zaznać życia”. I człowiek człowiekowi ustawą pod pozorem dbania o jego bezpieczeństwo nie powinien tego zabraniać. Jedynym dopuszczalnym ograniczeniem wolności człowieka jest zagrożenie wolności drugiego człowieka.

Marność nad marnościami, wszystko marność. Donald Tusk, który walczył z kibicami, hazardem, dopalaczami – tylko po to by schlebić masom społecznym i jawić się jako gwarant bezpieczeństwa, wystawił w 2010 roku jako kandydata PO na prezydenta Bronisława Komorowskiego, a niedawno nadał premierowanie lawirantce Kopacz. Stery państwa przekazał przeciętniakom, żeby nie zagrażali jego pozycji.

Bul został obalony jako strażnik żyrandola, prezydent, który nic dobrego nie zrobił dla Polaków, a jedynie kompromitował się na każdym kroku. I ta miernota na odchodne ogołociła kancelarię prezydenta wypłacając odprawy swoim przydupasom. Zważywszy na to, że życie ludzkie jest krótkie i pamięć o zwykłym człowieku wygasa wraz ze śmiercią bliskich, którzy go znali, prezydent jako reprezentant milionów ludzi mógł dokonać rzeczy wielkich. Mógł sprawić, że nie wszystek umrze. Mógł choćby zrobić wszystko, żeby Polska dysponowała bronią masowego rażenia i wreszcie zyskała podmiotowość na arenie międzynarodowej, a nie być bezbronnym skrawkiem terenu, łatwym do podbicia w każdej chwili. Komorowski odszedł jako pan nikt, gafoman, jako łajdus, któremu zależało jedynie na tym, żeby jego kolesie się nachapali – to postawa życiowa skrajnej miernoty. Taki był nominat Tuska, wszyscy o nim za chwilę zapomną. A mógł dokonać rzeczy pięknych i wielkich.

Premierka też za chwilę zostanie obalona, pytanie tylko, czy skompromituje się bardziej od Bula. A jest na dobrej drodze, żeby go prześcignąć w mierności. W pewnym sensie to wielkie osiągnięcie stać się jeszcze marniejszą osobowością niż Komorowski. Nie dziwią więc te tłumy na spotkaniach z nowym prezydentem Andrzejem Dudą. Ludzie marzą choćby o erzacu godnego reprezentanta. Wolałbym prezydenta, który byłby czempionem jeśli chodzi o wolności obywatelskie, jednak po Komorowskim to nawet Duda wygląda na męża stanu.

Tak jak pisałem na wstępie, w Polsce nie ma kultury i klimatu, by sprzyjać wolnościom obywatelskim. Większość cieszy się z ustaw zakazujących dokonywania czynności potencjalnie ryzykownych czy niebezpiecznych, godzą się na niewolę.

Ostatnio premierka Kopacz stwierdziła, że nie chciałaby, aby ktokolwiek urządzał jej życie. Zdaje się, że mówiła to w kontekście powrotu PiS do władzy. Tylko, że ja nie mogę pograć w pokera, a jakieś ćpunisko sztachnąć się blantem. Bezczelność namiestnicy Tuska nie zna granic. Tylko, że to nie bezczelność. To bezmyślność.

Polub mój fanpejdż, aby być na bieżąco z moimi felietonami:

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również