UDOSTĘPNIJ

Ruszyły prace związane z budową systemu obrony terytorialnej. W skład piątego rodzaju Sił Zbrojnych docelowo ma wejść 17 brygad podzielonych na 86 batalionów i 364 kompanie, które będą liczyć około 35 tys. żołnierzy. Głównym zadaniem OT będzie pomoc w przeciwdziałaniu i zapobieganiu, a także zwalczanie skutków sytuacji kryzysowych (w czasie pokoju) oraz wszelkie możliwe wsparcie Sił Zbrojnych połączone z prowadzeniem działań nieregularnych na terytorium zajętym przez przeciwnika (w czasie wojny). Wojska obrony terytorialnej będą zatem pełnić przede wszystkim rolę formacji do prowadzenia wojny metodami asymetrycznymi (głównie działania partyzanckie) oraz formacji wsparcia dla SZ RP. Charakter, status prawny i przeznaczenie OT jest inne niż NSR, dlatego nie można powiedzieć, iż instytucje te „dublują się”. Pytanie czy nowy rodzaj wojska zaproponowany przez obecny MON wzmocni zdolności obronne państwa?

Przede wszystkim należy pochwalić Prawo i Sprawiedliwość za propozycję budowy tego typu systemu przez państwo. Istnieją bowiem koncepcje oddolnego i samoczynnego budowania tej części obronności państwa, czemu miałby sprzyjać np. szerszy dostęp do broni palnej. Problem polega na tym, iż dzisiejsze wojny konwencjonalne prowadzone są głównie przy pomocy masowych uderzeń pancerno-zmechanizowanych przy wsparciu ognia artylerii i lotnictwa (taki charakter miały przykładowo obie kampanie w Iraku). Ciężkich wojsk przeciwnika nie można osłabić stosując jedynie broń palną (z tej prostej przyczyny, że M4 nie zniszczy BWP). Co prawda, w spektrum zadań OT nie można znaleźć prowadzenia otwartej walki frontowej, aczkolwiek nawet dla prowadzenia działań asymetrycznych żołnierze muszą posiadać do swojej dyspozycji lekką broń przeciwpancerną i lekką broń przeciwlotniczą. Ten rodzaj wyposażenia mogą zapewnić praktycznie wyłącznie instytucje państwowe. Nadto, sprzęt żołnierzy powinien być jednolity, tak aby cały rodzaj SZ działał w ramach tych samych systemów uzbrojenia (spowoduje to chociażby niższe koszty szkolenia, zakupu amunicji itp.). System oparty na strukturach prywatnych byłby zbyt słaby, niespójny i działający chaotycznie. System państwowy powinien zapewnić odpowiedni poziom specjalistycznego wyposażenia osobistego, środków transportu i łączności.

Większe wątpliwości budzi we mnie powszechność systemu OT. Żołnierze Obrony Terytorialnej de facto są lekką piechotą. Lekkie oddziały nie będą zaś w stanie skutecznie przeciwdziałać wojskom ciężkim (np. pancernym) na terenie płaskim, nizinnym (np. północ Polski). Nie będą stanowiły nawet skutecznego wsparcia dla Sił Zbrojnych (mimo dysponowania środkami do niszczenia celów opancerzonych czy śmigłowców). Oznacza to, iż oddziały OT powinny być formowane przede wszystkim tam, gdzie otoczenie maksymalizuje wartość bojową jednostek lekkich i jednocześnie minimalizuje wartość bojową jednostek ciężkich. Pisząc najprościej – wszędzie gdzie możliwości operowania takim sprzętem jak czołgi czy bojowe wozy piechoty podchodzą pod kryteria: „ograniczone” lub „niemożliwe”. Tym terytorium są przede wszystkim: góry, bagna, obszary silnie zurbanizowane. Na tych terenach potencjał wojskowy OT (liczebnościowy, sprzętowy) powinien być szczególnie wysoki, ponieważ lekka piechota będzie mogła zadać swojemu przeciwnikowi bardzo duże straty, przy stosunkowo niskich kosztach własnych. Potwierdzają to doświadczenia wojenne z Afganistanu (zarówno ZSRR jak i NATO), Iraku, Ukrainy, a nawet II wś. Osobiście przy tworzeniu piątego rodzaju SZ kładłbym nacisk przede wszystkim na maksymalizację jego zdolności bojowej wynikającej z otoczenia. Minister Obrony Narodowej – Antonii Macierewicz postanowił jednak tworzyć system o większym stopniu powszechności. Koncepcji ministra Macierewicza nie można oczywiście uznać za błędną. MON przyjął po prostu odmienne priorytety. Ponadto nic nie stoi na przeszkodzie dodatkowego wzmocnienia oddziałów działających w sprzyjającym im otoczeniu w późniejszym czasie. W tym miejscu pragnę dodać, iż sensownym pomysłem wydaje się wydzielenie spośród systemu Wojsk Obrony Terytorialnej specjalnych oddziałów przeznaczonych do obrony stolicy (Obrona Terytorialna Miasta Stołecznego Warszawy). Warszawa jest bowiem najbardziej strategicznym punktem III RP. Na terenie miasta położone są wszystkie najważniejsze urzędy i instytucje administracji państwowej (w tym oczywiście te związane z bezpieczeństwem i obronnością), instytucje władzy, dowództwa Sił Zbrojnych, centra biznesowe, przedstawicielstwa państw obcych i inne istotne organy. Przy tym miasto stołeczne zakwalifikować należy jako teren bardzo silnie zurbanizowany, co dodatkowo wpływa pozytywnie na możliwości działania wojskowych będących członkami nowego rodzaju armii.

Głównym atutem wpływającym na skuteczność działań nowych, lekkich jednostek wojska będzie doskonała znajomość topografii terenu, na którym będą prowadzone działania obronne. Wynika to ze specyfiki obrony terytorialnej, której oddziały z zasady składają się z ludzi pochodzących z regionu, na którym będą prowadzone walki (w skład oddziału mającego dbać o bezpieczeństwo gminy wchodzą głównie mieszkańcy tej gminy). Umożliwia to zastosowanie licznych zasadzek i skuteczne prowadzenie działań nieregularnych. Przeciwnik poniesie dotkliwe straty z samego faktu przebywania na danym terenie. Nadto, zmuszony będzie wprowadzić więcej sił policyjnych i porządkowych, co generuje dodatkowe koszta oraz osłabia jednostki prowadzące działania frontowe. Przewaga wiedzy może do pewnego stopnia nadrobić braki technologiczne, co pokazują doświadczenia z misji NATO w Afganistanie (chociaż Polska nie ma nawet w 1/10 tak korzystnego dla prowadzenia wojny partyzanckiej terenu jak Afganistan). Wojska USA mimo całkowitej przewagi i dominacji technologicznej oraz wywiadowczej nie były w stanie całkowicie zniszczyć grup Talibów, które – skryte w górach – prowadziły wojnę partyzancką.

Jeśli rząd zastosuje odpowiednie rozwiązania możliwe będzie uzyskanie innych, dodatkowych „profitów”. Kolejnym atutem mogą (ale nie muszą) być: wysoki poziom praktycznego wyszkolenia, połączony z wysokim poziomem karności i morale jednostek. Pierwszy plus wynika z doświadczenia bojowego, jakie polscy żołnierze wynieśli z misji zagranicznych w Iraku, Afganistanie i innych rejonach świata. Przydzielenie oddziałom OT wojskowych pełniących wcześniej służbę na misjach zagranicznych miałoby niezwykle korzystny wpływ na podniesienie poziomu wyszkolenia w nowym rodzaju wojska. Z kolei druga mocna strona, czyli wysoki poziom karności oraz morale, będzie obecny, kiedy członkami OT zostaną działacze grup o charakterze paramilitarnym, rekonstrukcyjnym oraz wychowawczym (OSW „Strzelec”). Wyszkolenie szeregowych pochodzących z wymienionych rodzajów organizacji zapewne nieznacznie przewyższałoby przeciętny poziom. Dzięki posiadaniu podstawowych kwalifikacji szybciej przyswajaliby nową wiedzę a ich motywacja byłaby szczególnie wysoka. W związku z opisanymi korzyściami sensownym wydaje się przydzielenie każdej z 364 kompanii przynajmniej jednego doświadczonego w prawdziwej walce wojskowego oraz tak dużo członków organizacji proobronnych jak to tylko możliwe.

Oczywiście, aby OT miała realną wartość bojową jej tworzenie musi przebiegać w odpowiedni sposób. Po pierwsze: konieczna jest w Polsce rozbudowa systemu edukacji dla bezpieczeństwa na szczeblu szkół średnich. W chwili obecnej w szkołach nauki o bezpieczeństwie praktycznie w ogóle nie istnieją, a przeciętny obywatel nie ma zielonego pojęcia jak powinien postępować w sytuacji zagrożenia terrorystycznego, wojennego, chemicznego, biologicznego, nuklearnego lub jeszcze innego. Zaniedbanie ze strony Ministerstwa Edukacji, jak również częściowo MON wygeneruje dodatkowe koszty, ponieważ żołnierzy OT trzeba będzie uczyć rzeczy, które powinni wiedzieć ze szkoły. Do tego, jak już wspomniano, wypada aby w proces szkolenia żołnierzy nowej formacji zostali zaangażowani byli wojskowi uczestniczący w misjach poza granicami kraju. Osobiście odnoszę wrażenie, że dotychczas ogromne doświadczenie polskich żołnierzy nie było w pełni wykorzystywane, co przyniosło gigantyczne straty dla polskiej obronności. Żołnierz znający wojnę z praktyki, nie powinien iść na emeryturę. Powinien przeprowadzać szkolenia dla nowych żołnierzy i doradzać polskim koncernom zbrojeniowym. Szczególnie istotni dla OT byliby żołnierze działający w ramach kontyngentu Task Force White Eagle. Ich wiedza wyniesiona z Afganistanu pozwoliłaby perfekcyjnie wyszkolić szeregowych OT w dziedzinie zarówno prowadzenia walki asymetrycznej jak i przeciwdziałania asymetrycznym operacjom przeciwnika (szczególnie ważne w przypadku wojny hybrydowej). Kolejne kwestie dotyczą wyposażenia. W tekście zaznaczono już, iż piąty rodzaj Sił Zbrojnych musi zostać wyposażony w sprzęt dostępny, w znaczącej większości, wyłącznie dla podmiotów państwowych. Są to: jednolite umundurowanie, kamizelki, noktowizja i termowizja, indywidualna broń palna bojowa (w tym oczywiście wyborowa i maszynowa), przenośna broń przeciwpancerna, przenośna broń przeciwlotnicza, lekkie pojazdy, jednolite środki łączności, środki ochrony przed skażeniami, niezbędne elementy logistyczne i inne. Całość wyposażenia powinna być produkowana przez polski przemysł zbrojeniowy. Dzięki temu rozwiązaniu zainwestowane pieniądze pozostaną w kraju, a braki sprzętowe będzie można łatwo i szybko uzupełnić. Na domiar tego technologia przeznaczona dla lekkiej piechoty nie klasyfikuje się jako nadzwyczaj zaawansowana, dlatego też nie ma mowy o faworyzowaniu polskich firm kosztem jakości wyposażenia. Głównym problemem związanym ze sprzętem jest jego przechowywanie. Nie może być mowy o przekazywaniu broni państwowej do domów prywatnych (nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł trzymać w szafie wyrzutnię GROM, czy ppk Spike). MSWiA rozważa umieszczenie wyposażenia w magazynach komend powiatowych policji. Zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem byłaby budowa specjalnych magazynów broni przeznaczonych wyłącznie dla potrzeb Wojsk Obrony Terytorialnej, lecz takie rozwiązane bardzo dużo kosztuje a jego realizacja zajmie wiele czasu. W końcu szkolenia muszą być prowadzone w sposób stały i regularny ze zdecydowaną przewagą zajęć praktycznych nad teoretycznymi. Mówimy w końcu o części armii a nie kółku pasjonatów militariów.

Podsumowując, w moim przekonaniu system proponowany przez PiS ma (z mojego punktu widzenia) pewne niewielkie wady, które nie skazują projektu na niepowodzenie. Wątpliwości budzi we mnie przede wszystkim teren na którym przyjdzie działać lekkiej piechocie, zwłaszcza w północnym rejonie Polski. Obawiam się, że tam wartość bojowa piątego rodzaju SZ będzie minimalna. Z drugiej strony możliwości obronne terenów zurbanizowanych, gór, bagien i lasów znacząco wzrosną. Projekt pod względem teoretycznym wygląda całkiem dobrze. Miejmy nadzieje, że wykonanie nie będzie odstawać od planów, i że OT nie skończy jak NSR. Polski system obronny potrzebuje Wojsk Obrony Terytorialnej. Mogą one znacząco podnieść poziom bezpieczeństwa militarnego państwa i szybkość reakcji na zagrożenia.

Szymon Malik

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również