UDOSTĘPNIJ

Trzy dni temu zmarł Władysław Bartoszewski, „więzień Auschwitz, żołnierz Armii Krajowej, działacz Polskiego Państwa Podziemnego, uczestnik Powstania Warszawskiego”, pisarz, dziennikarz, senator i dwukrotny minister, często nazywany również „profesorem”.
Media zdążyły już odtrąbić śmierć bohatera o krystalicznej przeszłości a natchnieni mediami Polacy zasypywali portale społecznościowe tysiącami powiadomień o śmierci Wielkiego Patrioty i ostatniego prawdziwego autorytetu.
Władysław Bartoszewski nigdy jednak bohaterem nie był a jego przeszłość mimo, że barwna i godna podziwu wcale do „krystalicznych” nie należała zważywszy na ilość nieścisłości wypełniających jego biografię.
Inni z kolei, kierując się emocjami związanymi z jego działalnością w ostatnich latach nie cofają się przed oskarżeniami najcięższej wagi nazywając go zdrajcą narodu i kanalią .
Kim jednak był naprawdę?

Wokół sylwetki Władysława Bartoszewskiego narosło wiele mitów i niedopowiedzeń za które częściowo odpowiedzialny jest on sam a częściowo media, które go wypromowały.
Jednym z takich mitów jest podkreślanie kombatanckiej przeszłości Władysława Bartoszewskiego jako żołnierza Armii Krajowej, który z bronią w ręku walczył podczas Powstania Warszawskiego.
Władysław Bartoszewski nigdy jednak z bronią w ręku nie walczył.
W 1939 roku był noszowym a od 1944 roku adiutantem, jednym z dziesiątków tysięcy pomocników AK- ważnych dla całego przedsięwzięcia, ale nie tak istotnych jak chciałby tego Bartoszewski.
Podczas jednego ze spotkań rocznicowych, powstańcy próbowali dowiedzieć się od Bartoszewskiego w którym oddziale służył i gdzie stacjonował.
Kiedy Władysław Bartoszewski nie potrafił udzielić odpowiedzi na postawione pytania kombatanci zaczęli się dopytywać o różne nazwiska, oddziały i wydarzenia z czasów Powstania, jednak i tym razem ich pytaniom towarzyszyło zakłopotanie i mętne odpowiedzi.
Możliwe, iż Władysław Bartoszewski miał po prostu gorszy dzień, ale możliwe również , że rzeczywiście nie znał odpowiedzi na zadane mu pytania a to stawiałoby pod znakiem zapytania wiarygodność “Teofila”.
Zastanawiającym faktem jest również to, że ani jego nazwisko ani pseudonim nie figurują w aktach AK z tego okresu.

Inną kwestią wzbudzającą wiele kontrowersji jest pobyt Władysława Bartoszewskiego w KL Auschwitz.
Dostał się tam w wyniku łapanki 19 września 1940 na warszawskim Żoliborzu otrzymując numer 4427.
Ciekawym zbiegiem okoliczności jest fakt, że w tym samym transporcie był Witold Pilecki (numer 4859), który dobrowolnie dał się złapać aby po raz pierwszy w historii opisać warunki panujące w hitlerowskim obozie.
Ten sam któremu wiele lat później Bartoszewski jako jeden z członków Kapituły Orderu Orła Białego będzie blokował pośmiertne nadanie tego odznaczenia.
Po kilku miesiącach Bartoszewskiego jednak wypuszczono, oficjalnie „ze względu na stan zdrowia”.
Gdyby to była prawda mielibyśmy do czynienia z wydarzeniem bezprecedensowym zważywszy na znane podówczas powiedzenie, że „słabych i chorych naziści wypuszczają, ale tylko przez kominy.”
Bardziej prawdopodobną wydaje się być teza o łapówce wręczonej przez rodzinę albo interwencji siostry, prywatnie żonie członka SS.
Niektórzy jednak uważali, że jest jeszcze inny powód dla którego hitlerowcy wypuścili Władysława Bartoszewskiego.
Niemałe poruszenie wywołały słowa prof. Miry Modelskiej-Creech z Georgetown University w Waszyngtonie, pracowniczki administracji białego domu, która powołując się na zeznania świadka, więźnia Oświęcimia twierdziła, że Bartoszewski był kolaborantem.
Zgodnie z jej zeznaniami świadek opowiadał, że poznał Bartoszewskiego w Oświęcimu na dowód czego przytaczał pewne mało znane fakty z życia Bartoszewskiego m.in., szczegóły na temat jego wykształcenia.
Twierdził, że za sprawą Bartoszewskiego i 14 innych donosicieli, którzy opuścili Oświęcim (notabene pociągiem pierwszej klasy) zlikwidowano 21 wysokich rangą AK-owców.
Rewelacje te nie znajdują jednak szerszego potwierdzenia, ciężko zatem uznać je za wystarczający dowód winy Bartoszewskiego.
Ziarno niepewności zostało jednak zasiane.

Kolejnym mitem związanym z życiorysem Władysława Bartoszewskiego jest jego rola w słynnej Żegocie.
Po zwolnieniu z obozu młody Bartoszewski zaangażował się w działalność konspiracyjną.
Nawiązał kontakt ze Związkiem Walki Zbrojnej a następnie w 1942 roku z kierowanym przez Zofię Kossak Szczucką Frontem Odrodzenia Polski i Żegotą- polską organizacją konspiracyjną zajmującą się niesieniem pomocy Żydom.
To właśnie Zofia Kossak Szczucka zaprotegowała go do Władysława Bieńkowskiego, ps. „Wencki” – kierownika Wydziału Społ. w Delegaturze Rządu, który dostrzegając w chłopaku potencjał zaczął powierzać mu różne zadania związane z działalnością na rzecz żydowskich rodzin ukrywanych przez Polskie Podziemie.
Wykonywał zadania stosowne do jego wieku, predyspozycji i doświadczenia.
nosił im pieniądze, zaopatrzenie, lekarstwa, sprowadzał lekarzy do chorujących, zabezpieczał im zmianę mieszkania po dekonspiracji.
Był jednak tylko jednym z trybików w wielkiej machinie a nie przęsłem.
Po wojnie wizerunek trybika zaczął Bartoszewskiemu przeszkadzać i zaczął się prezentować właśnie jako przęsło przypisując sobie rolę Bieńkowskiego i umniejszając rolę Szczuckiej- ale zrobił to dopiero po śmierci zarówno jej samej jak i jej córki.
Przykre jest również to, że postać jednej z czołowych działaczek “Żegoty” Ireny Sendlerowej doczekała się popularyzacji dopiero dzięki amerykańskiemu projektowi “Life in a Jar” z 1999 roku podczas gdy Władysław Bartoszewski, poczytny dziennikarz i członek tej samej organizacji niewiele jej w tym pomógł.

Kolejną kwestią budzącą pewne kontrowersje był epizod więzienny Bartoszewskiego.
W 1945 roku postanowił się ujawnić i wkrótce potem związał się ze środowiskiem opozycyjnego PSL-u co przypłacił kilkunasto miesięcznym pobytem w więzieniu pod zarzutem “działalności szpiegowskiej”.
Ponownie aresztowano go już w 1949 roku a Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na karę 8 lat pozbawienia wolności za szpiegostwo. Ciekawostką jest fakt, że akt oskarżenia podpisała ppłk Helena Wolińska pierwowzór ciotki Idy.
W kwietniu 1954 przeniesiono go do więzienia w Rawiczu, a w czerwcu do więzienia w Raciborzu.
W sierpniu 1954 został wypuszczony… ze względu na zły stan zdrowia.
2 marca 1955 orzeczeniem Najwyższego Sądu Wojskowego został uznany za niesłusznie skazanego a w 1959 roku otrzymał zadośćuczynienie “za straty moralne.”
Zważywszy na bezduszność PRL-owskiego systemu penitencjarnego o którym stracony kilka lat wcześniej rotmistrz Witold Pilecki powiedział “w porównaniu do tego Oświęcim to była igraszka” cała sprawa z miejsca zaczęła budzić podejrzenia.
Nawet pomimo odwilży wydawało się nieprawdopodobnym aby ktoś niewygodny dla systemu, zaangażowany w działalność opozycyjną a na dodatek inteligent (choć bez formalnego wykształcenia) mógł zostać nie tylko wypuszczony, ale również wsparty państwową rekompensatą o którą do dziś z marnym skutkiem upominają się weterani walk o suwerenną Polskę.
Najprostszą do przyjęcia wydaje się być teza o pomocy ze strony funkcjonariuszy nomenklaturowych żydowskiego pochodzenia, którzy w ten sposób chcieli odwdzięczyć się za otrzymaną pomoc.
Niektórzy jednak podkreślając bardzo liczne przypadki niewdzięczności dawnych ofiar w stosunku do swoich niedawnych wybawicieli, uważają, że Bartoszewski mógł podjąć współpracę z aparatem SB.
Jedynym dowodem w tej sprawie mogłyby być akta IPN-u.
W latach 1972-73 toczyło się śledztwo Wydziału Śledczego KSMO po doniesieniu W. Bartoszewskiego do Prokuratury Generalnej – sprawa nr repertorium D-59/72 – w związku ze sfałszowaniem jego podpisu.
Uważa się, że fałszerstwo było elementem kombinacji operacyjnej SB mającej na celu, za pomocą spreparowanych materiałów, skompromitowanie W. Bartoszewskiego w środowisku dziennikarskim i inteligenckim jako agenta SB i przedstawienie go jako informatora „Radio Wolna Europa”
Figuruje imiennie w sprawie obiektowej krypt. „Misiek” („Alfa”) (nr 3443) zarejestrowanej 28.11.1962 r. przez Wydz. V Dep. II MSW dot. działalności wywiadowczej pracowników ambasady Izraela w Wiedniu na Polskę oraz osób ułatwiających wyjazd repatriantom z ZSRR do Izraela.
Wymieniony w sprawie obiektowej Wydz. IV Dep. II MSW z uwagi na stałe kontakty z ambasadą Izraela w okresie konfliktu izraelsko-arabskiego. Materiały zarchiwizowano pod sygn. 1158/IV-35 w Biurze „C” MSW.

Najwięcej emocji Władysław Bartoszewski wzbudził jednak swoją działalnością w III RP.
9 maja 2000 został powołany przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w skład Kapituły Orderu Orła Białego. Kapituła tego orderu wybrała go 14 lutego 2001 na funkcję sekretarza. Zrezygnował z tej funkcji dopiero w maju 2007, w okresie prezydentury Lecha Kaczyńskiego. 25 lutego 2011 powołany przez prezydenta Bronisława Komorowskiego po raz drugi w skład Kapituły Orderu Orła Białego, a następnie przez członków kapituły 10 marca 2011 wybrany na na funkcję kanclerza Orderu Orła Białego.
W czasie swojego członkostwa w radzie kapituły osobiście występował przeciwko przyznaniu Orderu rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu mówiąc, że “pośmiertnie nadawanie takich odznaczeń będzie precedensem do kolejnych kandydatur”, chociaż musiał wiedzieć, że Order Orła Białego nadawano pośmiertnie już wiele razy.
Pomimo sprzeciwów Kapituły do której należeli “prof.” Władysław Bartoszewski, prof. Bronisław Geremek, były premier Tadeusz Mazowiecki oraz prof. Krzysztof Skubiszewski Pilecki został jednak odznaczony przez Kaczyńskiego.
Niektórzy uważają, że akt ten stał się powodem dla którego Bartoszewski odszedł z Kapituły i rozpoczął swoją prywatną wojnę z PiS-em.
Nie przebierając w słowach krytykował rządzącą wtedy partię i jej zwolenników, padały sformułowania w stylu “Polacy to ochrzczony motłoch” i “bydło”.
Sformułowania, które bulwersowały wielu Polaków, nie tylko wyborców PiS-u- zwłaszcza, że niebawem przestały dotyczyć tylko środowisk pro pis-owskich a zaczęły dotyczyć wszystkich środowisk antyestablishmentowych.
Bulwersowały i raniły tym bardziej, że przecież Władysław Bartoszewski był dwukrotnym ministrem spraw zagranicznych, człowiekiem uchodzącym za autorytet moralny i znanym ze swej galanterii- zwłaszcza w stosunku do dam.
Oprócz tego wielu miało mu za złe, że w wywiadzie udzielonym niemieckiemu tygodnikowi “Die Welt” opowiadając o Janie Karskim w pewnym momencie stwierdził, że “w czasie wojny bardziej bał się Polaków niż Niemców.” jasno i dobitnie podkreślając chciwość i podłość swoich rodaków.
Nigdy również nie negował tez zawartych w książkach Jana Tomasza Grossa pokazujących zakłamany obraz Polski i Polaków w okresie drugowojennym.
Zamiast tego podkreślał tylko, że polski antysemityzm nie miał wymiaru rasistowskiego dając do zrozumienia, że Polacy nie mordowali Żydów z przyczyn ideologicznych tylko z powodu najpodlejszej chciwości i ślepej zawiści.

Jak widać kontrowersji w “krystalicznym” życiorysie “prof” Bartoszewskiego jest co nie miara.
Możnaby jeszcze wspomnieć o kontrowersjach związanych z wykształceniem Bartoszewskiego, który formalnie wyższego wykształcenia nie miał a mimo to, przez przyjazne mu środowiska był wielokrotnie nazywany profesorem, prawdopodobnie dlatego, że W latach 1983–1984 i 1986–1988 był profesorem wizytującym w Instytucie Nauk Politycznych Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Ludwiga-Maksymiliana w Monachium.
Nie można jednak zapominać o drugiej stronie medalu- o tym, że Władysław Bartoszewski jednak brał udział w Konspiracji.
O tym, że pomagał w wiekopomnym wysiłku ratowania Żydów od pewnej zagłady.
O tym, że poczynił wiele na rzecz poprawy stosunków polsko-żydowskich i polsko-niemieckich po ‘89 roku.
O tym, że starał się wspierać polskich artystów i ludzi sztuki.
O tym, że był wielkim dżentelmanem w stosunku do kobiet.
O tym, że napisał wiele bardzo wartościowych publikacji poruszających nie tylko zagadnienia biograficzne, czy historyczne, ale również moralno-etyczne.
Najpradopodobniej nie był więc ani zdrajcą, ani kanalią, ani bohaterem- tylko zwykłym, bardzo inteligentnym człowiekiem z bogatą biografią, który miał wiele mocnych stron, ale również wiele słabości, wiele cnót, ale i wiele przywar.
Które z nich przeważały? Nie nam na to pytanie odpowiedzieć.
Budzić wątpliwości muszą jednak sformułowania typu “kolos polskiego życia publicznego” czy “jeden z największych polskich bohaterów narodowych” lansowane przez establishmentowe media podczas gdy te same ośrodki opiniotwórcze milczą na temat prawdziwych bohaterów. Tych którzy Polsce poświęcili wszystko- nie tylko swoje pióro i mowy, ale również własne łzy i własną krew.

Zobacz również