UDOSTĘPNIJ
źródło: slate.com, sgasecurity.com

Prezydent Wenezueli, Nicolas Maduro, ucieka się do coraz bardziej brutalnych form rozwiązywania problemów w swoim kraju. Kiedy państwo pogrąża się w skrajnej biedzie, protestach i zamieszkach, Maduro zamiast próbować rozwiązać problem u źródła, nasyła na ludzi uzbrojone bandy. Wenezuela jest bliska upadku.

Tylko w ciągu ostatnich kilku dni w trakcie protestów w Wenezueli życie straciło osiem osób. Jedną z ofiar był członek gwardii narodowej, którego wściekli protestujący zakatowali na obrzeżach stolicy, Caracas. Pozostała siódemka zginęła na skutek działalności tzw. colectivos.

Wenezuelskie władze przeciw protestującym ustawiają kordony policji i oddziały żołnierzy, które nie są uzbrojone w ostrą amunicję. Co innego jednak z bandami dozbrajanych przez rząd cywilów. Colectivos, którzy są nieoficjalnym zbrojnym ramieniem władzy, sieją prawdziwy postrach wśród Wenezuelczyków. Część z nich to prawdziwi przestępcy, jednak znaczna większość werbuje się spośród ideowych komunistów.

Nawet jednak colectivos nie są w stanie zatrzymać tłumów przed protestowaniem. Do walki z władzą zachęca ludzi wciąż lider opozycji, Henrique Capriles. Maduro uważa, że wrogi mu polityk specjalnie podburza lud, by jeszcze bardziej zdestabilizować sytuację w kraju. Co więcej, zarzuca mu zachęcanie protestujących do atakowania policjantów i rabowania sklepów.

Wenezuelski kryzys zdecydowanie najbardziej odbija się na zwykłych ludziach. Wenezuelczyków nie interesuje już, że inflacja sięgnęła rekordowych 700%. Dotąd było im bardzo trudno, ale teraz jest po prostu tragicznie. Prezydent Maduro poprosił nawet ONZ o dostarczenie do kraju niezbędnych do życia środków jak woda i jedzenie. 93% obywateli nie ma pieniędzy, by zapewnić sobie minimum egzystencji. Z kolei 3/4 Wenezuelczyków w 2016 roku schudło średnio 8,7 kg.

Zobacz również