UDOSTĘPNIJ
źródło: pexels.com

Jajka to jeden z podstawowych składników polskiej kuchni. Nic więc dziwnego, że rocznie sprzedaje się ich w naszym kraju monstrualne ilości. Na tym biznesie próbują ogromne sumy zbić fermy drobiu, które często naginają prawo i zasady BHP, byle tylko wyskubać od klientów kolejny grosz. Nawet działając im na niekorzyść.

Jednym z pracowników takiej fermy był Krzysztof Rowiński. Mężczyzna przez kilka lat pracował na różnych stanowiskach w fermie Oldar, gdzie dziać miały się rzeczy straszne. Jak mówi Rowiński, sam był odpowiedzialny za robienie masy jajecznej. Ta trafiała później do cukierni, które przygotowywały z niej wypieki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jakość jaj trafiających do masy.

Zacząłem od robienia masy jajecznej. Ze starych jajek, ze zwrotów, z jajek z robakami. Białe robaki, takie larwy chodzące – wspomina z obrzydzeniem Rowiński.

Jak ujawnia były pracownik fermy, zbite podczas pracy jajka, które upadły na podłogę, trafiały do wiader. Kiedy te odpowiednio się zapełniły, trafiały do kadzi z masą jajeczną. Na tym jednak nie koniec. Stare jajka, których nie udało się wepchnąć na rynek, po prostu przemetkowywano. Zmieniano im datę przydatności do spożycia, a następnie wysyłano je do sklepów. Rowiński mówi, że normalne było rozprowadzanie zawsze jaj starych, a potem wypuszczanie na rynek tych świeższych.

 – Często się też po prostu przemetkowywało daty. Jak za długo jaja leżały na magazynie, mieliśmy metkownicę i było „proszę przemetkować te daty, żeby były na kolejny miesiąc”. Najpierw wychodziły najstarsze jaja, później wychodziły najświeższe – mówi Rowiński.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również