UDOSTĘPNIJ

Miałem tą przyjemność mieć już swoją bezpośrednią styczność z Urzędem Pracy. Dzień po ukończeniu studiów rozpocząłem procedurę rejestracji w Urzędzie. Nie łudziłem się, że Urząd Pracy znajdzie mi pracę? bo wbrew nazwie tego Urzędu nie jest to takie oczywiste. Czego się jednak nauczyłem po swoim pierwszym, bezpośrednim spotkaniu z tym państwowym molochem? Czy zarejestrowanie pomogło mi  w znalezieniu pracy? Czy uzyskałem oczekiwane porady jak wejść na rynek pracy, gdzie szukać ogłoszeń? O tym w niniejszym artykule, który był takim małym ?dziennikarskim śledztwem?.

Miałem to potworne szczęście, że trafiłem na okres wdrażania rejestracji bezrobotnych przez  Internet i nie musiałem stać w kilometrowych kolejkach od 5.00 rano. Ale być może takie kolejki mają jakiś swój cel ? np. zadumy nad swoją przyszłą karierą zawodową, którą zapewni nam Urząd Pracy. Niestety w praktyce te kolejki mogą być analogią do kolejek sklepowych w czasach PRL. Z tym, że tam w sklepach nie było produktów, a tu ? pracy.

Nie każdy jednak może skorzystać z opcji rejestracji przez Internet ? aby korzystać z portalu praca.gov.pl trzeba najpierw wyrobić swój administracyjny podpis kwalifikowany w e-PUAP, co już zabiera nam kilka tygodni i wizyt w odpowiednim urzędzie w celu weryfikacji naszej tożsamości. Ja podpis wyrobiłem bardzo dawno, bo chciałem ominąć wątpliwą przyjemność chodzenia do Urzędu Skarbowego (wolę chodzić do kina), więc niby poszło jak z płatka. No właśnie ? niby.

Problemy zaczęły się już, kiedy internetowy formularz zażądał ode mnie kopii zaświadczeń ze wszystkich moich dotychczasowych miejsc pracy. I to bez znaczenia czy była to umowa śmieciowa, czy praca była jednodniowa, czy firma w której pracowałem nadal istnieje, czy odbyłem ją w swoim miejscu zamieszkania, czy 300 km dalej. Zaświadczenie o odbyciu pracy mieć trzeba. ?A jak się nie ma, to trzeba jechać do byłego pracodawcy i je wyrobić? ? radziła ze złośliwym głosem uprzejma pani z Urzędu. ?Pod groźbą składania fałszywych danych w formularzu? ? dodała.

Tydzień zajęło mi zdobycie wszystkich zaświadczeń. Miny niektórych moich pracodawców, widzących mnie po 5 latach proszącego o zaświadczenie były bezcenne. Wreszcie! Mogę się zarejestrować! Wysyłam skany wszystkich dokumentów, wybieram interesujące mnie dziedziny pracy i system zaprasza mnie na spotkanie w Urzędzie Pracy ze wszystkimi dokumentami (w celu ich weryfikacji) na następny tydzień.

Wypełniając swój biurokratyczny obowiązek i otrzymując cenny dokument o byciu osobą bezrobotną zostałem pokierowany do kolejnej pani, która miała mi zaoferować ofertę pracy skonstruowaną odpowiednio dla mnie! Niestety okazało się, że rzeźnik wędliniarz, ani monter części samochodowych, to raczej nie dziedziny wprost przeznaczone dla mnie. Wypełniłem krótki formularz z moim doświadczeniem zawodowym i uśmiechnięta pani powiedziała mi, że kolejną ofertę przedstawi mi na spotkaniu w marcu. W marcu 2014 roku. Super, dzięki za pomoc.

Jako, iż wtedy, gdy się rejestrowałem były wakacje, to niczego nieświadomy pojechałem sobie na krótki wypoczynek. Jakie było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia zadzwoniła do mnie pani i z pełnym grozą głosem oświadczyła, że już nie jestem osobą bezrobotną. ?Dlaczego?? ? pytam. ?Nie stawił się pan na przymusową wizytę w Urzędzie? ? poinformowała mnie pani. Chodziło o wyrażenie gotowości do podjęcia pracy. Ależ dumnie to brzmi ? ?wyrażenie gotowości do podjęcia pracy?, w praktyce Urząd ściąga sobie nieregularnie zarejestrowanych bezrobotnych nie wiadomo po co, na spotkania z których nic nie wynika. Taki obowiązek. Jaki ma sens? Nie ważne. Obowiązek i tyle! Właściwie to odetchnąłem z ulgą. Podziękowałem pani i życzyłem jej miłej pracy.

Wyprowadziłem się do większego miasta, rozpocząłem studia, a pracę znalazłem sobie sam. Urząd Pracy nie pomógł mi w niczym, szkolenia które oferowali miały odbywać się w dalekiej przyszłości i w ogóle były mi nieprzydatne, a oferty pracy Urzędu kwalifikowałyby się do programu ?Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?. W Urzędzie chaos –  nikt nic nie wie, nikt nie gwarantuje. Żal mi tylko tych ludzi, którzy nie mają innego wyjścia i spędzają całe dnie w tym Urzędzie czekając na swoją kolej. Najczęściej ich kolej nigdy nie nadchodzi. Bo w Urzędach Pracy pracy właściwie nie ma.

Według Głównego Urzędu Statystycznego, urząd pracy szuka bezrobotnemu zatrudnienia przez średnio 10,2 miesiąca. Wyobrażacie sobie taki okres bez zarabiania (nie wszyscy dostają zasiłek)? Środki, jakie do dyspozycji ma urząd pracy w przeliczeniu na jednego bezrobotnego, wynoszą w Polsce 130 euro, co jest jedynie 1/5 średniej unijnej. Eksperci ponadto alarmują, iż faktyczna kwota, jaka dociera do bezrobotnego, to ok. 60-70 euro. Resztę „przejada” Urząd. Nie wspominając o kierowaniu bezrobotnych na szkoleniu, które nie są im potrzebne.

Czasem myślę, że jedyną reformą Urzędów Pracy jest ich likwidacja i stworzenie jakiejś nowej, bardziej nowoczesnej i sprawnej instytucji. Obecna instytucja, która wyrosła na szczytnej idei pomagania osobom bezrobotnym w odnalezieniu się na rynku pracy, jest całkowicie oderwana od rzeczywistości. I chyba żadne reformy tu nic nie pomogą.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykuł„Globalne ogłupienie”?
Następny artykułMłode Centrum 2003
Wiceprzewodniczący Krajowego Sądu Koleżeńskiego Ruchu Młodych. Student UW. Działacz LGBT.

4 KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ