UDOSTĘPNIJ

Ukraina. Kraj o łącznej powierzchni ponad 600 tyś. km kwadratowych, rozciągający się od roponośnych Karpat na zachodzie, aż po błękitny Doniec na wschodzie i od widmowego Czarnobyla na północy aż po nadzwyczaj ciepłe wody Morza Czarnego na południu. Kraj zamieszkany przez niemal 45 i pół miliona ludzi. Kraj w którym niemalże cały kapitał jest skoncentrowany w rękach wąskiej kliki oligarchów podczas kiedy około 30% ludności żyje poniżej dolnej granicy ubóstwa. Ukraina- ojczyzna Rusinów i wolnych Kozaków począwszy od drugiej połowy XVI wieku stała się areną politycznych zmagań pomiędzy Polską a Rosją samowładnie roszczącą sobie wszechsłowiańskie pretensje.

Od 1569 roku aż do roku 1654 niemalże cała współczesna Ukraina była integralną częścią Korony.
To były czasy kiedy Rzeczpospolita była u szczytu swojej potęgi i rozciągała się od morza do morza.
Jej spichlerzem i zapleczem rolniczym była właśnie (słabo) zaludniona przez Rusinów Ukraina.
Polacy w przeciwieństwie do zrusyfikowanych Litwinów nie potrafili jednak umiejętnie obchodzić się z obcym dlań ludem.
Polonizacja której poddawani byli Ukraińcy była przeprowadzana zbyt niedbale i na zbyt wąską skalę żeby móc doprowadzić do trwałych i korzystnych dla Polski efektów a jednocześnie podburzała coraz bardziej kozacko-ruskie masy przeciwko „Lachom”. Sprawę pogarszał fakt okrutnego wyzyskiwania ruskich chłopów przez ruskich kniaziów zrównanych w ramach postanowień Unii Lubelskiej z polską szlachtą których to lud ukraiński uważał za przedstawicieli obcej władzy.
Wybuchały kolejne, krwawo tłumione powstania, ale polityka polska względem Ukrainy pozostawała niezmienna.
Jednocześnie Rosja nie próżnowała zachęcając kozaków do kolejnych wystąpień przeciwko Lachom.
Wiatr, który wiał ze wschodu coraz silniej wpychał ich w objęcia cara do czego zachęcała apatia polskich elit wobec kwestii ukraińskiej co w efekcie doprowadziło do jednej z największych tragedii w polskich dziejach- wybuchu Powstania Chmielnickiego.

Tylko dzięki niezłomnemu duchowi polskiego narodu, udało nam się wytrwać w obliczu zmasowanej nawały wrogów…jednak w efekcie wycieńczających wojen potęga Rzeczypospolitej została złamana a jej terytoria mocno okrojone. Ukraina została ostatecznie podzielona pomiędzy Rosję i Polskę a tego stanu rzeczy nie zdołały powstrzymać nawet tak śmiałe zabiegi polityczne jak Unia Hadziacka z 1658 roku zakładająca powołanie do życia Rzeczypospolitej Trojga Narodów respektującej autonomiczność narodu polskiego, litewskiego i ruskiego (przy zachowaniu oczywistej dominacji narodu polskiego).
W 1648 roku Polska wkroczyła na równię pochyłą, która nie mogła jej zaprowadzić nigdzie indziej jak do ostatecznego upadku.
Wszystko przez to, że kręgi magnackie coraz silniej oddziałujące na system demokracji szlacheckiej, wiedzione kultem prywaty nie potrafiły prowadzić rozumnej i dalekosiężnej polityki względem Rusinów.

Obecnie mamy jednak rok 2014 a wraz z nim perspektywy, które jeszcze kilka lat temu wydawały się zupełnie nierealne.
Oto „tradycyjnie” filorosyjskie władze Ukrainy zaczynają trzeszczeć w posadach a pomiędzy rządem i narodem tworzy się coraz większa przepaść, której nie zasypią żadne deklaracje następcy Leonida Kuczmy.
Kolejny dzień upłynął na Ukrainie pod znakiem walk ulicznych, chaosu i anarchii a polska opinia publiczna podobnie jak w przypadku kwestii syryjskiej podzieliła się na dwa zajadle ujadające obozy.
Obóz pierwszy, „mainstreamowy” stoi murem za Majdanem, rzucając światło na putinowsko-azjatycki model sprawowania rządów przez Janukowicza, i stawiając na piedestale demo-liberalne hasła pro unijne, , które wedle przedstawicieli świata mediów mają przyświecać znakomitej większości buntowników.
Obóz drugi, mniej liczny, ale aktywny, zwłaszcza w środowiskach narodowo-patriotycznych deklaruje sceptycyzm i niechęć w stosunku do manifestantów, podkreślając ich niezorganizowanie, polityczną atomizację, brak rokujących perspektyw i wyjątkowo nabrzmiałą na przestrzeni ostatnich tygodni sprawę rzekomego neo-banderowskiego charakteru wystąpień przeciwko „legalnej” władzy co rzecz jasna idzie w parze z wciągnięciem na sztandary Zbrodni Wołyńskiej, której w roku 1943 dopuścili się Ukraińcy z inicjatywy UPA.
Obok tych dwóch, zwalczających się nawzajem obozów jest jeszcze jeden, cichszy niemal pozbawiony dostępu do środków masowego przekazu.
Jest nim obóz pragmatyczny podkreślający przede wszystkim polską rację stanu.
A nasza racja stanu nie zmieniła się od setek lat.
Interesy polskie od samego początku trwania naszej państwowości były sprzeczne z interesami rosyjskimi.
Rosjanie wiedzeni wszechsłowiańskim imperializmem w chwilach przypływu potęgi, zawsze dążyli i dążyć będą do „zjednoczenia wszystkich ziem słowiańskich pod swoim berłem” i ekspansji na zachód.
Barierą oddzielającą Rosję od Zachodu zawsze była Polska.

Współczesność zmieniła tylko metody prowadzenia międzynarodowej polityki.
Teraz nad wojną militarną obdywającą się przy akompaniamencie huku dział, góruje „bezkrwawa” (teoretycznie) wojna ekonomiczna rozgrywająca się na polu wzajemnych zależności ekonomicznych.
Rosjanie świetnie odnajdując się w nowych realiach praktycznie monopolizują kluczowy dla naszej suwerenności, polski przemysł energetyczny przy czym intensyfikacji ulegają rosyjskie inwestycje na innych polach. Kolejnym krokiem jest ubezwłasnowolnienie polityczne i w ten sposób, po cichu,krok po kroku, Rosjanie coraz mocniej zaciskają pętlę na szyi naszego narodu. Jednocześnie nie możemy liczyć na jakąkolwiek pomoc ze strony słabego Zachodu jako, że zarówno kraje Unii(zwłaszcza Francja i Niemcy) jak i USA prowadzą politykę ugłaskiwania Rosji celem wynegocjowania jak najlepszych warunków współpracy ekonomicznej.
Wniosek zatem nasuwa się sam.

Im słabsza Rosja tym lepiej dla Polski, im mniejsza rosyjska strefa wpływów w regionie środkowo- europejskim tym większe pole działania dla polskiej polityki.
Patrząc z tej perspektywy polską racją stanu jest wspieranie WSZELKICH ruchów antyrosyjskich i utrzymywanie jak najlepszych relacji ze wszystkimi sąsiadami oddzielającymi nas od Moskali. W naszej obecnej sytuacji geopolitycznej podgrzewanie historycznych animozji z Ukraińcami jest dla Polaków politycznym strzałem w stopę zwłaszcza, że przeciętny Ukrainiec nie ma bladego pojęcia o rozmiarach ludobójstwa na Wołyniu, OUN/UPA to dla niego rodzimy odpowiednik naszego Stronnictwa Narodowego a Stiepan Bandera- Romana Dmowskiego. Musimy kultywować pamięć o naszej narodowej historii, w tym również o największych tragediach,jako ,że są częścią naszego dziedzictwa, i skarbnicą naszego narodu, zawsze jednak musi nam przyświecać polska racja stanu bo to ona stanowi o przyszłości naszej ojczyzny. Wbrew obiegowej propagandzie lwia część ukraińskich nacjonalistów nie ma wyrobionych poglądów na temat Polaków z prostej przyczyny- Polacy zamieszkujący Ukrainę stanowią zaledwie 0,2 społeczeństwa. Poglądy większej części Ukraińców na temat Polaków kształtują się na bazie obecnych doświadczeń. Nic tak nie stoi na zawadzie obopólnemu zrozumieniu jak wzajemne przerzucanie się oskarżeniami. Takie nastawienie tylko zaostrza konflikt, rodzi poczucie krzywdy i prowadzi do eskalacji frustracji na co w stosunkach z tym kluczowym dla nas sąsiadem pozwolić sobie po prostu nie możemy. Obecnie, prawda jest dla ukraińskiego narodu osadzonego na kruchej podstawie tożsamościowej zbyt gorzka do przełknięcia i dlatego też powoduje gwałtowną reakcję obronną. Zrozumienie przez Ukraińców strony polskiej stanie się możliwe dopiero wtedy kiedy wraz z narodem ukraińskim, wspólnie wkroczymy na ścieżkę pojednania.

Ukraina jest dla nas potencjalnym, idealnym rynkiem zbytu, oceanem możliwości dla polskich przedsiębiorców i perspektywą odrodzenia polskiej wytwórczości. W parze z zacieśnieniem relacji ekonomicznych szłaby również coraz silniejsza współpraca polityczna, której zwieńczeniem mogłaby być środkowo- europejska federacja w której kluczową rolę z racji swojego potencjału musiałaby odgrywać Polska. Polski sen o restauracji dawno utraconego imperium nie spełni się jednak tak długo jak długo u władzy w Kijowie będą się utrzymywali sterowani z Moskwy postkomuniści, którzy całkowicie zdominowali życie polityczno-gospodarcze tego kraju.

Wystarczy pobieżnie zapoznać się z biografią towarzysza Janukowicza żeby przekonać się, że pro rosyjski kurs jego polityki nie jest li tylko dodatkiem do niej ale stanowi jej integralną bazę fundamentalną.
Wszelkie uprzejme skinienia w kierunku Zachodu były podyktowane jedynie nieposkromioną żądzą zysku kierującą Wiktorem J. i jego oligarchiczną mafią, próbą dojenia dwóch krów jednocześnie (unijnej i rosyjskiej). Janukowicz nigdy jednak nie pozwoliłby sobie na puszczenie się moskiewskiego cycka. Pomijając komunistyczną przeszłość Janukowicza i jego świty jak również jego osobiste sympatie, Rosjanie stanowią obecnie najważniejszego partnera gospodarczego dla Ukrainy. Rosja pochłania ponad 20% ukraińskiego eksportu a niemal 30% ukraińskiego importu pochodzi właśnie z Rosji. Nie wspominając już nawet o względach etyczno- moralnych (bowiem wymienianie wszystkich nadużyć których dopuścił się Wiktor J. w swojej długiej karierze pochłonęłoby zbyt wiele liter) popieranie Janukowicza stoi więc w całkowitej opozycji w stosunku do polskiej racji stanu (ciekawostką wartą odnotowania jest fakt, że jako premier Ukrainy w 2005 podążając w ślad za swoimi mocodawcami z Moskwy wprowadził zupełnie bez powodu embargo na polskie mięso). Jeśli chcemy kiedykolwiek odzyskać pozycję mocarstwa regionalnego musimy ułożyć poprawne stosunki z ukraińskim narodem.

Kluczem do sukcesu jest w tej chwili Majdan.
Eksponując nasze poparcie dla demonstrantów, którzy w środkowej i zachodniej części kraju cieszą się poparciem większości Ukraińców zaskarbimy sobie ich przychylność i otworzymy sobie furtkę do ścisłej współpracy w przyszłości.
Polsce podobnie jak w 1648 roku brakuje dalekosiężnej polityki wobec naszego wschodniego sąsiada, nasz rząd nie potrafi zdobyć się na żadne odważne kroki względem Ukrainy a opinia publiczna jest podzielona.
Jak uczy po tysiąckroć błogosławiona cesarzowa wszystkich nauk- Historia sukces osiągają tylko te narody, które bezwzględnie i przy każdej okazji kierują się pragmatyzmem i narodową racją stanu. Nie ma innej drogi do zwycięstwa, a My Polacy, naród tak ciężko doświadczony przez dziejową zawieruchę, musimy się wreszcie ocknąć i przyswoić sobie tę nieśmiertelną lekcję, bo w innym wypadku będziemy skazani na niekończącą się spiralę ciągłych porażek i upokorzeń.
?Naród,który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie?

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułLewactwo: Polska Choroba.
Następny artykułTrynkiewicz to tylko przykrywka
Patryk Patey
Z ducha, serca i rozumu- narodowiec, polski patriota. "Jestem Polakiem ? więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka."

Zobacz również