UDOSTĘPNIJ

Niedawno Trybunał Konstytucyjny orzekł, że nie widzi w uboju rytualnym niczego złego. Tomasz Terlikowski zatriumfował, oświadczając na swoim facebook ‚owym profilu, że prawa religijne zwyciężyły.
Kolega redakcyjny, Bogdan Huzar, pisał już o moralno-etycznym wymiarze uboju rytualnego. Obiema rękami się pod jego słowami podpisuję. Zmuszanie zwierzęcia do bolesnego i powolnego konania jest aktem bestialstwa. Trudno sadystyczny kaprys nazwać prawem religijnym, choć w takiej sytuacji wytarcie mordy Panem Bogiem i wiarą jest faktycznie bardzo wygodne i wewnętrznie rozgrzeszające.
Jednym słowem ? wstyd. Jak wspominał wcześniej redaktor Huzar, człowieka poznaje się po tym, jak odnosi się do słabszych od siebie. Warto dodać, że nie ogranicza się to tylko do relacji człowiek-zwierzę. To, w jaki sposób odnosimy się do kobiet, dzieci, starców, niepełnosprawnych i mniejszości, również określa nasz humanizm i oddziela człowieka od barbarzyńcy.

Pomijając etyczno-moralny wymiar postawy Trybunału Konstytucyjnego, pana Terlikowskiego i jemu podobnych, ta sprawa może budzić niepokój również z innych względów.
Pokazuje niestety, że w Polsce są grupy uprzywilejowane. Grupy, którym pozwala się na bestialstwo nie mieszczące się nie tylko w granicach zdrowego rozsądku, ale również w granicach prawa stanowionego. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego to dla nas wyraźny sygnał, że wystarczy użyć odpowiednich chwytów erystycznych i podeprzeć się jakimkolwiek hasłem sfery sacrum, by stanąć ponad prawem.

Wcześniej Bogdan Huzar podał przykład obcinania dziewczynkom łechtaczek w ramach prawa zwyczajowego. Sądzę, że celowo w ten sposób sprowadził kwestię ?praw religijnych? do absurdu, by wykazać pokraczność argumentacji Terlikowskiego. Ta sprytna analogia opisuje jednak zjawisko, które wcale nie musi być specjalnie oderwane od realiów. Europa zachodnia już odnotowała przypadki ?honorowych morderstw?, kiedy to mężowie lub bracia mordowali kobiety z najbliższego otoczenia, gdy uznali je za ?zhańbione?. W obliczu zderzenia kulturowego, w jakim tkwi multikulturowa Europa, wyrok Trybunału Konstytucyjnego może niestety stać się precedensem. Jeśli prawo zwyczajowe wygrywa z prawem stanowionym, to w niedalekiej przyszłości o swoje ?prawa? mogą się upomnieć wszyscy ci, którzy pielęgnują własną tradycję niezgodnie z panującą jurysdykcją.

Nie zgadzam się ze stanowiskiem, że od uboju rytualnego do zbrodni dokonywanych przez religijnych fundamentalistów droga jest daleka. Każda grupa, zanim na dobre rozpocznie swą ideową ofensywę, sprawdza grunt. Bada, na ile może sobie pozwolić, ile kroków naprzód może wykonać. Jeśli zrozumie, że ma poparcie władzy i wsparcie karykaturalnej argumentacji sądów, będzie się posuwać dalej.
Dzisiaj Trybunał Konstytucyjny oświadcza, że brakuje dowodów, by uznać ubój rytualny za większe cierpienie dla zwierząt. Idąc tym tropem, jutro może zabraknąć dowodów, że obdzieranie ze skóry jest nie mniej humanitarne niż szubienica czy krzesło elektryczne, bo przecież nie mamy na to dowodów (odnosi się to oczywiście tylko do krajów stosujących karę śmierci).
Oczywiście problem ten nie tyczy się tylko środowisk wyznaniowych. Różne subkultury, stowarzyszenia i mniejszości narodowo-etniczne mogą brać udział w testowaniu państwa. Pokusa, żeby naginać prawo dla własnych interesów, towarzyszy niestety każdemu człowiekowi.

Rzecz nie w tym, aby wyrugować z życia społecznego religię lub ? szerzej rzecz ujmując ? tradycję. Jestem zdania, że tradycja to ważny fundament, na którym bazują społeczeństwa. Więcej, sytuacja najdoskonalsza ma miejsce wtedy, gdy prawo stanowione pokrywa się, przynajmniej częściowo, z prawem zwyczajowym. Obywatel najchętniej przestrzega prawa, gdy rozumie, że jest ono tożsame z jego wartościami i tradycjami. Szeroko pojmowana tradycja i religia nie oznaczają jednak, że możemy wyrazić zgodę na te ich elementy, które zupełnie nie pasują do standardów XXI-go wieku. Elementy te, godząc w podstawy systemu prawnego i autorytet władzy sądowniczej, mogą stać się motorem napędowym niszczycielskiego procederu. Oczywiste jest, że nie wszystkie sfery życia można uregulować przepisami prawnymi, które dokładnie regulują, co jest, a co nie jest zakazane. Tam jednak, gdzie władza sądownicza skupia się na interpretacji, powinna to robić z zachowaniem zdrowego rozsądku i poszanowaniem aktualnych standardów. Każda grupa społeczna ma prawo do swojej kulturowej odrębności. Ta odrębność nie może jednak kolidować z formalnym prawodawstwem. Zjawisko takiej kolizji jest nie tylko nieetyczne, pozbawione elementarnej uczciwości i stawiające jedną grupę w pozycji uprzywilejowanej względem innych. Może być również zalążkiem niebezpiecznego procesu wchodzenia państwu i reszcie społeczeństwa na głowę.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykuł„Kazał sobie salutować”. Nie można go zwolnić, bo… założył związek zawodowy
Następny artykułKościół katolicki w Australii: Celibat może być przyczyną molestowania dzieci
Paweł Jankowski

Konsekwentnie zawsze pośrodku. Ani wierzący, ani ateista- czyli agnostyk. Ani prawicowy, ani lewicowy- znaczy centrowiec. Zwolennik uczciwej oceny i przeciwnik podwójnych standardów. Fanatyk dobrej literatury i punk rocka. Poszukiwacz przygód i bokserski kibic.

Zobacz również