UDOSTĘPNIJ
źródło: wikimedia.org/Przykuta, flickr.com

Sprawa Ewy Tylman jest znana dobrze nam wszystkim. Od momentu zaginięcia młodej kobiety polskie media prześcigały się w podawaniu kolejnych informacji na ten temat. Było tak również z retransmisją rozprawy sądowej podejrzanego w sprawie Adama Z., którą TVP koncertowo spartaczyło. Telewizja musiała wypłacić ogromne odszkodowania.

Rozprawa Adama Z. odbyła się w styczniu. Poznański sąd zabronił jednak transmisji bezpośrednio z sali rozpraw. Na tej ustawili się więc dziennikarze różnych stacji i nagrywali dźwięk i obraz, który dopiero później był transmitowany. Chodziło w głównej mierze o to, by dokładnie wygłuszyć delikatne informacje.

Udało się to wszystkim z wyjątkiem TVP, która zaliczyła potężną wpadkę. Publiczny nadawca, zamiast wyciszyć imiona, nazwiska, adresy czy intymne fakty z życia zebranych na sali, podał wszystko jak na tacy, bez jakiejkolwiek cenzury. Wizerunek TVP potężnie ucierpiał, a stacja tylko czekała na kontynuację sprawy, czyli zgłoszenie się po odszkodowania.

Wielkopolski związek zawodowy policjantów nie zamierzał odpuścić TVP. W imieniu policjantów, których dane ujawniono podczas transmisji, zażądał 50 tys. złotych dla każdego z mundurowych. TVP miało związane ręce i musiało zapłacić karę. Wiadomo jedynie, że w drodze negocjacji kwotę zmniejszono o kilkanaście tysięcy złotych.

Nie ulega wątpliwości, skąd TVP wzięło pieniądze na pokrycie odszkodowań. Publiczny nadawca jest finansowany z abonamentu Polaków, sięgnął więc po nie do naszych kieszeni. Może sięgnąć do nich jeszcze raz. Wszystko przez to, że nie wiadomo, co ze zwykłymi świadkami, których dane także ujawniono. Można tylko domyślać się, co zrobilibyśmy na miejscu osób, które dowiedziały się, że przysługuje im prawo do otrzymania kilkudziesięciu tysięcy złotych odszkodowania.