UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia.org

Dziennikarze TVP dotarli do majora Służby Bezpieczeństwa, który odkrywa nowe fakty w sprawie współpracy Lecha Wałęsy z bezpieką. Jerzy Frączkowski był naczelnikiem Inspektoratu II Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Gdańsku. Jak się okazuje wie on wszystko o agenturalnej przeszłości byłego prezydenta.

To podopieczni Frąckiewicza właśnie zwerbowali Lecha Wałęsę do współpracy we wczesnych latach 70-tych. Bolek, bo taki był jego pseudonim operacyjny, miał być agentem nachalnym i nieustępliwym, żądającym co raz to większych pieniędzy za swoją „pracę”.

Był przede wszystkim bardzo nachalny, nieustępliwy. Ciągle czegoś żądał. Od pracowników, którzy się nim zajmowali żądał rozwiązywania jego prywatnych spraw czy konfliktów w pracy. (Wałęsa) ciągle wchodził w jakieś konflikty. Cały czas jemu chodziło o swoje prywatne rozgrywki – opisuje Wałęsę Frączkowski.

Wałęsa miał być bardzo sprawnym agentem, a służbę dla bezpieki wykorzystywać do prywatnych porachunków i zarobku. Dzięki wstawiennictwu oficerów prowadzących otrzymał m.in. swoje mieszkanie na gdańskich Stogach. Donosił na kolegów z pracy i brygadzistów, kiedy tylko widział, że na donosie coś zyska – twierdzi były oficer SB.

To nie jedyna rzecz, o której nie wyjście na jaw Lech Wałęsa skrupulatnie dbał przez te wszystkie lata. Jerzy Frąckiewicz twierdzi, że jeszcze przed pracą w stoczni i kontaktami ze komunistyczną bezpieką, współpracował z jej wojskowym odpowiednikiem podczas zasadniczej służby wojskowej – Wojskową Służbą Wywiadowczą.

– Pamiętam, że były tam materiały i notatki o jego współpracy z WSW. Wynikało z nich, że on przez dwa lata swojego pobytu w wojsku, czyli przed pracą w stoczni współpracował. Widziałem tę teczkę w ubiegłym roku na przesłuchaniu u prokuratora IPN i takich notatek nie zauważyłem. To znaczy, że ta teczka była przez kogoś specjalnie pod tym kątem czyszczona – opowiada Frączkowski.

O współpracy Wałęsy z państwem wiedziała Joanna Duda-Gwiazda. Miał się jej przyznać do złamania się podczas przesłuchania i przyjęcia propozycje współpracy.

–  Można powiedzieć, że to do czego się przyznał to było tzw. złamanie się podczas przesłuchania. To było coś w rodzaju kapowania kolegów. Tylko, że to miało wymiar naprawdę poważny. Czy on nie zdawał sobie sprawy, co będzie się działo z tymi ludźmi których on rozpozna z imienia i nazwiska na tych filmach i zdjęciach? Wtedy się wściekłam i bardzo żałuję, bo może by powiedział coś więcej. Ja mu powiedziałam, że „ty po prostu kapowałeś kolegów”. On mi odpowiedział, że „władza musi wiedzieć, żeby rządzić”. Czyli nie miał żadnych oporów w tej sprawie. I jak taki człowiek mógł być na czele związku to dla nas było niepojęte – mówi była opozycjonistka.

Anita Gargas, prowadząca programu śledzczego TVP, dla którego zebrano powyższy materiał, nie uzyskała zdania Lecha Wałęsy na ten temat. Magazyn Śledczy TVP ukaże się na antenie 30 sierpnia.

źródło: wp.pl

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również