UDOSTĘPNIJ
Zapewne nie raz natknęliśmy się na zwykłe umowy, w których najważniejsze postanowienia są zapisane drobnym druczkiem, to teraz wystarczy sobie wyobrazić, ile takich drobnych druczków zostanie umieszczonych w dokumencie, który wywróci do góry nogami funkcjonowanie światowych potęg gospodarczych.

TTIP to umowa w sprawie inwestycji i handlu pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi (Transatlantyckie Partnerstwo Handlowo-Inwestycyjne), której celem jest ustanowienie strefy wolnego handlu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską.

Tylnymi drzwiami wprowadzana jest umowa, która przypomina konia trojańskiego. Schemat jest podobny do nieudanej próby wdrożenia postanowień ACTA, tylko tym razem przywódcy wyciągnęli wnioski z nauczki, jaką dostali i sprawę załatwiają pod stołem. Po licznych protestach część informacji została podana opinii publicznej, jednak wnioskując z początkowych prób utajnienia negocjacji, można przypuszczać, że to, co istotne leży bezpiecznie w sejfach najpotężniejszych korporacji na świecie.

 

Niepokój budzi fakt, że umowa dotycząca połowy mieszkańców planety Ziemia — negocjowana jest bez społecznych konsultacji. Argumentuje się to tajemnicą handlową i specyfiką samych negocjacji i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby to dotyczyło dwóch państw lub firm prywatnych. Jednak w tym wypadku, dotyczy to losów większości wysoko rozwiniętych gospodarczo krajów świata i ich obywateli, i na dodatek jest to pierwsza tego typu umowa między kontynentami.

Ten fakt przekreśla wszystkie argumenty, które mają potwierdzać lukratywność tego porozumienia, bo nie mamy zielonego pojęcia, co próbuje się nam sprzedać.

Podawana papka reklamująca TTIP, nie jest wcale taka nachalna i jest jej w sieci niewiele. Na dodatek tematy gospodarcze dla większości ludzi są nudne jak flaki z olejem, co niestety przyczynia się do większej swobody manipulowania cedzonymi informacjami. Jeżeli ktoś myśli, że w zaciszu gabinetów pachnących kubańskimi cygarami i stuletnim koniakiem, negocjowane porozumienie, między najbogatszymi przedsiębiorcami świata będzie prospołeczne, to jest naiwny.

cartoon

Dostępne w sieci informację są szczątkowe, a te które budzą największy niepokój, pochodzą z wycieków. Na oficjalnej stronie zamieszczony jest tekst, który moim zdaniem powinien budzić uzasadniony niepokój, bo jest tak sformułowany, jakby piszący nie był pewny, co chce przekazać. Pokuszę się o napisanie jakie mam skojarzenia czytając oficjalną reklamę ze strony Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

„Przyjęte w TTIP rozwiązania i standardy, po wprowadzeniu w życie, będą miały ogromny wpływ na relacje transatlantyckie i mogą mieć znaczny wpływ na gospodarkę światową.” 

Jeżeli rozwiązania będą miały ogromny wpływ na relacje transatlantyckie, to będą też miały ogromny wpływ na gospodarkę światową. Stwierdzenie „mogą mieć znaczny” jest nielogiczne i użyte jest na zasadzie „nie przejmujcie się, to nic takiego”

Według szacunków Komisji Europejskiej, ambitny i kompleksowy scenariusz realizacji TTIP może przynieść znaczące korzyści gospodarcze dla całej Unii Europejskiej (119 mld EUR rocznie), jak i dla USA (95 mld EUR rocznie).

Myślę, że w tak potężnym zamierzeniu gospodarczym nie ma miejsca na żadne „może”. Ludzie, którzy obracają największym kapitałem na świecie, potrafią dokładnie przewidzieć zyski i straty. Jedyne może, jakie tu ma miejsce dotyczy skutków, jakie TTIP przyniesie Kowalskiemu.

Poprzez efekt kreacji handlu, TTIP będzie pozytywnie wpływać na relacje handlowe Polski z USA i innymi krajami.

Im dalej czyta się zajawkę tej umowy, tym bardziej twórcy umacniają czytelnika, że umowa to pewniak, już nie ma wątpliwości, że coś może przynieść korzyści. Na dodatek kreowanie handlu brzydko się kojarzy na przykład z kreatywną księgowością.

Znosząc pozataryfowe i inwestycyjne bariery. TTIP, może również stymulować napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych do Polski.

Unia Europejska pod stołem negocjuje ze Stanami Zjednoczonymi umowę, która pod pozorem otworzenia rynku i swobodnego przepływu inwestycji, może zaorać wszystkie dotychczasowe inicjatywy gospodarcze. Zapowiadane są korzyści ze zniesienie ceł między kontynentami, jest to jednak śmieszny argument, bo te cła już teraz są śladowe – 3,5% w USA i 5% w UE. Strony umowy twierdzą, że w wyniku porozumienia, w Unii i Stanach PKB wzrośnie o 0,5% (pół procenta). Jednak przy zapowiadanych rzekomych korzyściach, poziom wzrostu jest znikomy i praktycznie bez znaczenia.

ttip_kann_kommen_140722_210605

Klauzula pisana drobnym druczkiem

ISDS (Investor-State Dispute Settlement) – pozwala firmom ponadnarodowym zaskarżać rządy państw, według swojego widzimisię do arbitrażu, przy każdym wprowadzeniu przepisów, które ograniczałyby ich zyski. Mechanizm ten pomija sądy, a od wyroku arbitrażu nie można się odwołać. W skład tych sądów arbitrażowych będą wchodzić korporacyjni prawnicy, a ich posiedzenia mają być utajniane.

Jeżeli korporacji nie spodoba się polityka danego państwa, będzie mogła je pozwać za działanie na jej szkodę. Stanie się to początkiem rządów korporacji, które zaskarżać będą każdą regulację i każdy element polityki państwa mający na celu ograniczenie ich potęgi. Pomysł wprowadzenia tej klauzuli skrytykował nawet tygodnik „The Economist”.

TTIP i doktryna szoku. 

Perspektywa jest o tyle przerażająca, że oprócz największych korporacji w całą sprawę łapy pchają amerykańscy prawnicy, którzy znani są ze swojej skuteczności w dochodzeniu odszkodowań, a przy tak ustalonym trybie orzekania – kwoty mogą być gigantyczne.

Komisja Europejska twierdzi, że do podpisania umowy nie jest potrzebna zgoda poszczególnych jej członków, co jest swoistym kuriozum, bo nie dość, że pomija się społeczne konsultacje, to jeszcze pozbawia się rządy krajów członkowskich prawa głosu. Na dodatek podpisanie tego koszmaru, jest praktycznie nieodwracalne i ucina dalsze negocjacje.

Panuje przekonanie, że do wprowadzenia w życie umowy, może posłużyć napięta sytuacja polityczna na świecie. Tym bardziej że TTIP otwiera na oścież drzwi do handlu bronią i kto wie, czy to nie jest jeden z głównych punktów programu.

tweezers-863153_640

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułSyryjczyk: Wolę zginąć od bomb w Syrii niż w Polsce z głodu
Następny artykułBurmistrz jeździ do pracy rowerem. Opozycja: Co za wieśniak
Mariusz Hnatiuk

Bloger, współtwórca portalu PolskiAteista.pl Poza stadem… Jestem zwolennikiem laickości państwa, w którym każdy zna swoje miejsce — rząd jest w parlamencie, a religie w swoich kościołach. Nie jestem ateistą wojującym z Bogiem, bo jest to walka z wiatrakami. Jestem natomiast ateistą wojującym z religijnymi absurdami, które są używane do tworzenia sztucznych podziałów między ludźmi o różnych światopoglądach. Szanuję osoby wierzące i ich przekonania, i tego samego oczekuję w zamian. Szukam wspólnej płaszczyzny do prowadzenia konstruktywnej wymiany poglądów. Interesuję się psychologią społeczną w zakresie wpływu stereotypów na relacje między ludźmi.

Zobacz również