UDOSTĘPNIJ
źródło: pixabay.com, flickr.com

Donald Trump zarzucił urzędującemu jeszcze prezydentowi USA, Barackowi Obamie, że ten utrudnia proces przekazania władzy. Jak stwierdził prezydent-elekt, Obama rzuca Trumpowi pod nogi „prowokacyjne” kłody.

Amerykańskie media nie mają wątpliwości, że stosunki na linii Obama – Trump od momentu wyboru tego drugiego na przyszłego prezydenta USA, bardzo się ochłodziły. Szacunek, który dało się jeszcze kilka tygodni temu wyczuć z wypowiedzi Trumpa o obamie „nagle wyparował”.

Przyczynić się do takiego stanu rzeczy miały prowokujące miliardera wypowiedzi Baracka Obamy. Ustępujący niedługo z urzędu prezydent stwierdził ostatnio, że pokonałby w wyborach prezydenckich Donalda Trumpa, gdyby mógł po raz trzeci kandydować na fotel prezydenta.

Trump nie ukrywa swojego zirytowania takim obrotem sprawy. Da się to zauważyć w jego wpisach na Twitterze. Jak podkreślił w jednym z ostatnich – „robi, co może, byleby ignorować prowokacje Obamy”.

 – Robię, co mogę, by ignorować wiele prowokacyjnych oświadczeń i przeszkód ze strony prezydenta Obamy. Myślałem, że to będzie płynne przekazanie władzy – NIE! – napisał na Twitterze Trump.

Nie tylko jednak Obama gra Trumpowi na nerwach. Jak zauważył prezydent-elekt, ekipa ustępującego prezydenta stara się pozostawić stosunki dyplomatyczne USA w takim stanie, by utrudnić start Trumpowi. Szczególnie zabolała Trumpa ostatnia decyzja Obamy, która zgodziła się na uchwalenie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji dotyczącej żydowskiego osadnictwa na terenach Palestyny.

Trump ocenił ten ruch ludzi Obamy za potraktowanie Izraela „z totalną pogardą”. Stwierdził, że „Żydzi mieli kiedyś wielkiego przyjaciela w USA, ale teraz tak już nie jest”. Zaapelował też do nich, by „pozostali silni, bo 20. stycznia zbliża się wielkimi krokami”.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również