UDOSTĘPNIJ
fot. twitter.com/macarcheo

Właściciel firmy transportowej, którego ciężarówki użyto podczas zamachu w Berlinie, rozpoznał ciało znalezione w kabinie. Był to jego pracownik, mężczyzna osierocił dziecko i zostawił żonę.

Ariel Żurawski rozpoznał swojego kierowcę na pokazanym mu przez policję zdjęciu. Jak podają media, żona nie chciała zidentyfikować ciała ze względów emocjonalnych. Według właściciela, na ciele były liczne rany zadane nożem, a twarz była cała w siniakach.

Widoczne były rany, (…) było widać, że walczył (…) Miał 1,80 m i ważył 120 kg. Jedna osoba na pewno nie dałaby mu rady. Być może został zaatakowany i wepchnięty do kabiny  – mówił Żurawski.

Według niego, ostatni kontakt z kierowcą był koło godziny 15 w poniedziałek. Miał rozmawiać z żoną i umówić się na późniejszy telefon, do którego nigdy nie doszło. Właściciel firmy twierdzi, że to miał być jego ostatni kurs przed świętami, chciał wrócić w czwartek wieczorem, żeby zdążyć kupić żonie prezenty na święta. Żurawski nie kryje rozgoryczenia, jego zdaniem, gdyby samochód nie musiał czekać na rozładunek, nie doszłoby do tragedii.

–  On wracał z Włoch. Dzisiaj go nie rozładowali w Berlinie. Rano podjechał o 8, nie chcieli go rozładować, przyszedł i powiedzieli mu, że jutro o 8 ma się stawić pod firmą. No i czekał tam, do jutra. Rozmawiałem z nim koło południa. Mówił, że dziwna dzielnica, bo jedynych Niemców, których widział, to ci którzy pracują w biurze, w tej firmie, a wokół są sami muzułmanie – opowiadał właściciel firmy.

wk

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również