UDOSTĘPNIJ

Wydaje się jasne jak słońce, prawda? Jednak dla naszych umiłowanych przywódców oczywiste nie jest. Kilka miesięcy temu w życie weszła skandaliczna ustawa zmieniająca charakter gwałtu na przestępstwo ścigane z urzędu. Co to oznacza? Ni mniej, ni więcej, ofiara gwałtu nie będzie miała odtąd wolnego wyboru, czy o przestępstwie zawiadomi organa ścigania, czy nie. Odebrane zostało jej fundamentalne prawo, które stawiało ofiarę na pierwszym miejscu, przed sprawcą.

Sprawy powinny trafiać do sądu w ostateczności; jeśli jest możliwość polubownego rozwiązania sporu między powodem a pozwanym, należy zdecydowanie ją wykorzystać. Wielokrotnie zdarzało się, że ofiary gwałtu decydują się nawet na ślub. Dzisiaj już takiej możliwości nie ma; jeśli urzędnik dobierze się nam do skóry, nie mamy żadnego pola manewru.

Ale jest jeszcze jedna istotna kwestia. Zadośćuczynienie, które wynegocjuję samodzielnie, bez udziału sądu, może być dla mnie znacznie korzystniejsze. Jeśli przykładowo, za niezgłaszanie gwałtu na policję dostanę od sprawcy 1 milion złotych, jest to zarówno opłacalne dla mnie, jak i dla gwałciciela.

W normalnym państwie, czyli państwie minimum, które ogranicza się do niezbędnych interwencji tylko wówczas, gdy jest to konieczne, ścigane z urzędu są tylko i wyłącznie przestępstwa, gdzie ofiara albo nie żyje, albo jest nieprzytomna. Wszystko inne ? począwszy od kradzieży, przez pobicie, skończywszy właśnie na wspomnianym gwałcie ? winno być procedowane zawsze na wniosek ofiary.