UDOSTĘPNIJ
źródło: wikimedia.org, pexels.com

Rozpylenie groźnej bakterii, zarażenie nią setek tysięcy osób i zamiecenie sprawy pod dywan – to nie kolejna teoria spiskowa, a prawdziwe wydarzenie, które miało miejsce. USA oficjalnie przyznało, że dokonało akcji, która zagroziła życiu niewinnych obywateli.

W 1950 roku na zachodnim wybrzeżu USA do szpitali trafiali masowo ludzie z tymi samymi objawami. Wysoka gorączka, dreszcze i bóle serca w ciągu kilku tygodni od wystąpienia zabijały. Lekarze nie wiedzieli, co się dzieje. Odpowiedzi poszukiwano wszędzie.

Dopiero w 1976 roku władze USA przyznały, że pod koniec września 1950 roku z okrętu marynarki wojennej w Zatoce San Francisco rozpylono patogeny bakterii serratia marcescens. Odbywało się to w ramach tajnej operacji Sea-Spray, która miała być symulacją ataku biologicznego na Stany Zjednoczone.

Planowano na początku przeprowadzenie testu na 200 tys. osób, ale finalnie aż 800 tys. mieszkańców rejonu wdychało śmiercionośną bakterię. Przez 25 lat lekarze w całych Stanach szukali odpowiedzi na zagadkowe zachorowania. O sprawie napisano nawet niejedną pracę naukową. Wyjaśnienie przyszło dopiero w 1976 roku, kiedy władze przyznały się do Sea-Spray.

Doprowadziło to do kryzysu wiary w państwowe władze. USA ledwo otrząsnęło się z afery Watergate, która zniszczyła pozycję prezydenta, by znów załamać wiarę w rządzących. Ludzie występowali masowo z pozwami i żądali odszkodowań. Rodziny zmarłych z powodu akcji liczyły na ogromne sumy. Mimo śmierci tysięcy osób w wyniku zakażenia bakterią nie doczekano się godnego zadośćuczynienia.

źródło: cozahistoria.pl

15 największych sekretów ujawnionych przez WikiLeaks


Nie zgadniesz, skąd pochodzi rodzina Trumpa! 10 zaskakujących faktów z jego życia

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również