UDOSTĘPNIJ
fot pixabay

To już koniec prywatności w Wielkiej Brytanii. Rząd Teresy May wprowadza w życie swój projekt ekstremalnej inwigilacji obywateli. 

Chociaż do dopełnienia formalności brakuje jeszcze podpisu królowej, to niemal na pewno jest to tylko kwestią czasu. Teresa May może świętować, bo wreszcie – przy trzeciej próbie – parlament zaakceptował Investigatory Powers Bill. To projekt, który umożliwia rządzącym totalną inwigilację obywateli w internecie. Jakby tego było mało, zapłacić mają za to prywatni dostawcy internetu, a w efekcie zapewne sami obdzierani z prywatności obywatele.

Brytyjscy dostawcy internetu będą mieli obowiązek zapisywania całej internetowej aktywności swoich klientów i przechowywać te dane przez rok. Dostęp do nich będą mieli rządzący, a także policja i służby specjalne.

To nie koniec zmian. Od teraz państwo będzie miało możliwość legalnego włamywania się w zasadzie wszędzie: do prywatnych komputerów, sieci czy telefonów komórkowych. „Na pocieszenie” można dodać, że inwigilacja urządzeń tzw. pracowników społecznego zaufania (np. prawników, lekarzy, dziennikarzy) będzie możliwa, jednak tylko za zgodą sądu.

Jim Killock, dyrektor Open Rights Group, która od lat walczy o zablokowanie wprowadzonego właśnie projektu, nazywa go „najbardziej ekstremalnym rozwiązaniem przyjętym w demokratycznym kraju”. Dodaje, że przeciwko jego wprowadzeniu opowiadali się m. in. członkowie Organizacji Narodów Zjednoczonych.

źródło: dobreprogramy

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również