UDOSTĘPNIJ
fot. Wikimedia Commons/Andrzej Barabasz

Ta sprawa na pewno rozgrzeje media do czerwoności. Ogromna pożyczka pod zastaw bezwartościowych dokumentów to tak naprawdę defraudacja środków. Na dodatek mowa o środkach z publicznej kasy.

Sprawa sięga 2015 roku, kiedy szefem Narodowego Banku Polskiego był jeszcze Marek Belka. W trudnej sytuacji finansowej znalazł się wtedy SK Bank, czyli Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie.

SK Bank poprosił NBP o ogromną pożyczkę w kwocie 500 milionów złotych. I to 9 dni po tym, jak do SK Banku wszedł zarząd komisaryczny po uprzedniej kontroli Komisji Nadzoru Finansowego. NBP jest wprawdzie uprawnione do pożyczki na ratowanie innych instytucji finansowych. Zwykle jednak pod zastaw papierów wartościowych.

Bank zaś zaoferował, jako zastaw pożyczki, najbardziej ryzykowny instrument finansowy, czyli portfel kredytowy banku. I faktycznie SK Bank przelał na rzecz NBP przysługujące mu wierzytelności z umów kredytowych.

Nie jest jasne, dlaczego Marek Belka się na to zgodził. Dziennikarze opisujący aferę sugerują, że ówczesny prezes NBP mógł nie znać sytuacji SK Banku. Problem polega bowiem na tym, że wartość portfela kredytowego instytucji została oceniona na podstawie… sfałszowanych wyników finansowych. Kiedy sprawa wyszła na jaw, SK Bank wydał już większość, bo 370 mln z pożyczonej kwoty. Niedługo później, 23 listopada Bank upadł, a wierzytelność jest niemożliwa do wyegzekwowania.

Sprawą zajmuje się w tej chwili Prokuratura Regionalna. W tej chwili bada ona „zatajenie prawdziwych i podanie nieprawdziwych informacji NBP”. Działania Narodowego Banku Polskiego zostały negatywnie ocenione przez Najwyższą Izbę Kontroli.

ZOBACZ TAKŻE:

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również