UDOSTĘPNIJ
fot. Wikipedia/Silar

Działaczka Komitetu Obrony Demokracji, Agnieszka Grzęda otrzymała wezwanie na komendę w związku z napaścią na funkcjonariusza policji. Wcześniej to jednak ona przekonywała, że została pobita.

Cała sprawa zaczęła się w czasie wizyty minister Anny Zalewskiej w jednej ze szkół w Jeleniej Górze. Grupa działaczy KOD postanowiła wykorzystać tę okazję do protestu.

Miało być normalnie, skandowaliśmy hasła. W pewnym momencie poczułam, jak ktoś mnie próbuje podciąć, o mały włos się nie przewróciłam. Ktoś mi zrzucił czapkę z głowy, później w trakcie szamotaniny zniszczył kurtkę. Minister uciekła do samochodu i odjechała – wspomina Agnieszka Grzęda.

Jak się okazało, w akcji uczestniczyli miejscowi policjanci. Działaczka Komitetu Obrony Demokracji zapewnia jednak, że byli ubrani po cywilnemu i nie okazali legitymacji.

W trakcie szamotaniny poczułam u niego pod kurtką jakiś twardy przedmiot, przez głowę mi przeszło, że to policjant, ale to była tylko taka ulotna myśl. Nikt nam blachami przed oczami nie machał, nikt nie mówił, żeby się rozejść, że są z Policji – dodaje działaczka Komitetu Obrony Demokracji.

Po kilku miesiącach od zdarzenia ona oraz pozostali uczestnicy protestu dostali wezwania na komisariat w celu złożenia wyjaśnień w związku z pobiciem funkcjonariuszy. Uważają te oskarżenia za całkowicie bezpodstawne, ponieważ według nich to policja przystąpiła do ataku.

Zostałam pobita ale teraz to ja „pobiłam” i to kogo? Funkcjonariuszy policji – komentuje sprawę Agnieszka Grzęda.

facebook.com/agagrzeda

źródło: natemat.pl

To trzeba zobaczyć! Najlepsze memy z Kaczyńskim w "patriotycznym płaszczu"

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również