UDOSTĘPNIJ
Fot. Wikimedia Commons (Bartosz Zielinski) - Max Pixel

Tomasz Terlikowski znany jest ze swoich kontrowersyjnych poglądów, które zaskakująco często dotyczą kobiecego ciała oraz związanej z nim ciąży, czy też aborcji. Kiedy więc na świecie zrobiło się głośno o zgwałconej 10-latce, która zmuszona została urodzić dziecko swojego oprawcy… publicysta zachwycił się tym, do czego nakłoniono dziewczynkę.

– Dziesięciolatka zgwałcona przez swojego wuja, która zaszła w ciążę, urodziła właśnie dziecko. Dziewczynka i jej dziecko czują się dobrze. A wszystko to w Indiach, które pokazały, że istnieje moralne i dobre wyjście ze skandalicznej i dramatycznej sytuacji –  napisał na swoim blogu Terlikowski. Cały jego wpis okazał się szokujący dla sporej grupy czytelników.

– Dziewczynka została zgwałcona przez swojego wuja. A jej rodzice odkryli ciążę bardzo późno, w lipcu tego roku, gdy dziewczynka zaczęła skarżyć się na bóle brzucha. Był to już trzydziesty tydzień ciąży, dlatego nawet indyjskie, dopuszczające aborcję sądy, odmówiły zgody na zabicie poczętego i zdolnego do przeżycia poza organizmem matki dziecka – rozpoczął publicysta opis całej sprawy, prowadzący go do jasnych konkluzji.

– Dziewczynka trafiła do szpitala. (…) Była w pełnej narkozie, a wcześniej nie poinformowano jej, że urodzi dziecko, a jedynie, że lekarze usuną z jej brzucha wielki kamień. Gdy się wybudziła dziecka, już nie było, bowiem jej rodzice zdecydowali się oddać je do adopcji. (…) Chociaż, nie ma co ukrywać, cała ta historia jest dramatyczna i mocno niejednoznaczna moralnie, to i tak wybrano jedną z najlepszych dróg, na jakie można się było zdecydować. Dzięki takiemu wyborowi udało się uratować życie dziecka poczętego, a także uchronić nieletnią dziewczynkę przed traumą aborcji – napisał dalej Terlikowski.

Jego opinia zdecydowanie oburzyła bardzo wiele osób, które nie zgodziły się z publicystą. On jednak, jak zwykle, pozostał przy swoim kontrowersyjnym zdaniu.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również